„Ludzie i zwierzęta” A. Żabińska

Autor: Antonina Żabińska

Tytuł: Ludzie i zwierzęta

Wydawnictwo: Literackie

Liczba stron: 380

Rok pierwszego wydania: 1968

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Jeśli będziecie mieli okazję odwiedzić warszawskie zoo znajdujące się w dzielnicy Praga-Północ, po obejrzeniu znajdujących się tam zwierząt i przespacerowaniu się alejkami możecie się zastanowić nad historią tego miejsca, a jest ona doprawdy niezwykła. Miejski Ogród Zoologiczny został otwarty w 1928 roku, a to, czego był świadkiem w trakcie II Wojny Światowej, gdy jego dyrektorem był Jan Żabiński, przedstawiła czytelnikom żona, Antonina Żabińska w autobiografii pod tytułem „Ludzie i zwierzęta”. Co znajdziemy w jej wspomnieniach? Splecione ze sobą dzieje warszawskich zwierząt i ludzi, którym ich losy nie były obojętne, codzienną walkę o przetrwanie, a na koniec odbudowę ogrodu zoologicznego po wojnie.

562157-352x500Warszawskie zoo pod rządami Jana Żabińskiego rozwijało się dobrze. Mieszkańcy chętnie odwiedzali to miejsce i byli przywiązani do żyjących w nim zwierząt. Jednym z ówczesnych sukcesów były narodziny słoniątka nazwanego Tuzinka: jego mama, Kasia, była dwunastą słonicą, która urodziła młode w warunkach ogrodu zoologicznego. A potem przyszła wojna… W ogród zoologiczny trafiła bomba, wybiegi i klatki zostały uszkodzone, a pracownicy zoo ze względów bezpieczeństwa musieli odstrzelić bardziej niebezpieczne zwierzęta. Antonina plastycznie opisuje piski i ryki zabijanych zwierząt… Warszawski ogród zoologiczny ostatecznie upada, gdy decyzją profesora Lutza Hecka, dyrektora Berlińskiego Ogrodu Zoologicznego, pozostałe przy życiu zwierzęta zostają (rzekomo tylko na czas wojny) przewiezione do Niemiec, do tamtejszych zoo.

Jednak życie na terenie ogrodu nie zamiera całkowicie. Z inicjatywy Żabińskich powstają tam kolejne obiekty (np. hodowla świń), a Jan i Antonina, którzy mają dom na terenie obiektu, starają się ze wszystkich sił zostać na miejscu. Towarzyszy im kilkoro pracowników oraz znajomi, których przygarnęli pod swój dach. Niedługo w domu Żabińskich pojawiają się kolejne osoby, a może właściwiej byłoby powiedzieć – ukrywają się. Jan Żabiński, korzystając ze swoich znajomości sprzed wojny i faktu, że od czasu do czasu może wchodzić na teren warszawskiego getta, przeprowadza kolejne osoby pod swój dach. Dom Jana i Antoniny staje się tymczasowym schronieniem dla Żydów, zanim udadzą się oni w dalszą, niebezpieczną drogę.

Tym, co uderza czytelnika we wspomnieniach Antoniny Żabińskiej jest jej skromność i niesilenie się na bohaterstwo. Autorka nie ukrywa, że się bała, czasem po prostu miała szczęście, wykazywała się intuicją (jak przy rozmowie z SS-Mannem, który przyszedł grabić ich majątek, i kto wie, do czego by doszło, gdyby Antonina nie odwołała się do jego rodzinnych uczuć, figury matki i córki?), swoim ciepłem i zrozumieniem zjednywała sobie ludzi… i zwierzęta. Kobieta zdawała się wciąż podświadomie uważać, że jedni i drudzy są do siebie w pewien sposób podobni, opiekowała się więc po równo oddanymi pod jej opiekę zbiegami z getta, jak i pozostałymi w domu zwierzętami. Z miłością i troską opowiadała o kurach, gęsiach, kotach i psach, prosiaczku czy borsuku, z równym uczuciem o ludziach: „Szpaku” czy „Lisiarzu”. Jak zauważył znajomy Żabińskich, Antonina zwierzętom nadawała imiona ludzkie, ludziom zaś – zwierzęce przydomki.

Gdy jej mąż, Jan, walczył w powstaniu, zajmowanie się całym gospodarstwem i tymi, którzy znaleźli tam schronienie, spadło na głowę Antoniny. Był taki moment, że musiała poszukać ludziom i zwierzętom bezpieczniejszych miejsc, sama zaś z dziećmi – Rysiem i Teresą – uciekać z Warszawy. To był dla niej najtrudniejszy okres: bała się o walczącego w powstaniu męża, lękała o los swój i dzieci, zoo nie istniało, a przyszłość nigdy nie była bardziej niepewna. Jednak i to się skończyło, wojna minęła, a dzielna Antonina po powrocie do stolicy, całkowicie przecież niemal wyburzonej, po raz kolejny podkasała rękawy i wzięła się do odbudowywania miejskiego zoo… Po wojnie ludzie hojnie odwdzięczyli się jej za jej dobroć, każdy pomagał jak mógł żonie dyrektora:

Naprawdę niezwykłą dobrocią otaczali mnie zupełnie nieznajomi ludzie, państwo Matusiakowie, którzy mieli sklepik spożywczy na Floriańskiej i mieszkali w tym samym domu co ja. Do czasu powrotu Jana udzielali mi w gruncie rzeczy nieograniczonego kredytu, twierdząc, że „to się rozumie samo przez się”. Starałam się nie nadużywać ich cierpliwości, ale czyż trzeba mówić, czym jest w ciężkich warunkach materialnych świadomość, że dzieciom nie zabraknie chleba i mleka? A może ja się w czepku urodziłam? Bo przecież najczęściej sztampowo opowiada się o wyzysku, oszustwach, o czarnej niewdzięczności. Mnie się jednak wciąż wydaje, że owe czasy, jakże straszliwie deprawujące niektóre jednostki, wyzwalały niewspółmiernie więcej uczuć czystych i szlachetnych!

I może ta wiara dawała jej ową niezwykłą siłę. Niewątpliwie miała Antonina Żabińska w sobie jakiś rys, który nie pozwalał jej się poddać ani długo załamywać rąk. Gdyby nie wspólne wysiłki jej i Jana, nie udałoby się uratować tylu istnień ludzkich, nie przetrwałoby też zapewne warszawskie zoo. Państwo Żabińscy zostali odznaczeni Medalem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

„Ludzie i zwierzęta” to ogromnie angażująca emocjonalnie książka: raz, rzecz jasna, że opowiada o wojnie, a nie jest to temat, obok którego da się przejść obojętnie, ale też dlatego, że została ujęta w bardzo osobistą, wspomnieniową formę. Pisana w pierwszej osobie, skupiająca się zarówno na faktach, jak i na uczuciach, książka ta wzrusza, smuci, ale i czasem bawi do dziś. Warto poznać wspomnienia Żabińskiej, by jej hart ducha, pogoda i miłość do istot żywych nie odeszły w zapomnienie.

5/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:

literackie

Advertisements

4 thoughts on “„Ludzie i zwierzęta” A. Żabińska

  1. Pingback: Podsumowanie kwietnia | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. Każda książka traktująca o drugiej wojnie światowej na własnym podwórku jest dla mnie okrutnie pociągająca. Dzięki za tę recenzję, na pewno złapię ją w łapki i szybko pochłonę. 😀

  3. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s