„Oszpicyn” K. A. Zajas

Autor: Krzysztof A. Zajas

Tytuł: Oszpicyn

Wydawnictwo: Marginesy

Liczba stron: 560

Rok pierwszego wydania: 2017

Źródło: Egzemplarz recenzencki

Wyzwanie: Wyzwanie czytelnicze 2017 (Miejsce), Przeczytam kryminał


Czyż jest w Polsce miasto bardziej zdominowane przez swoją historię niż Oświęcim? Gdzie jeszcze pamięć o przeszłych, tragicznych wydarzeniach jest tak silna, jakie inne miasto, gdy spytamy kogoś o pierwsze skojarzenie, przywodzi na myśl śmierć, tłusty dym z krematoriów, cierpienie, okrutne prześladowania Żydów? Oświęcim do dziś nie zagoił swoich ran, a pamięć o tym, co działo się w mieście w czasie II WŚ jest wciąż żywa, i słusznie. Trzeba o tym pamiętać. Wydaje się zatem, że wzięcie na warsztat całego tego bólu i niewyobrażalnego okrucieństwa i włożenie ich w ramy kryminału z elementami horroru jest dość ryzykownym przedsięwzięciem, jednak Krzysztof A. Zajas zaryzykował i oddał w ręce czytelnika powieść pod tytułem „Oszpicyn”.

547004-352x500Lata ’90 XX wieku. W mieście dzieją się dziwne rzeczy: nawiedza je plaga szczurów, które atakują mieszkańców, ludzie szukają zaginionych, pożydowskich skarbów, a dzieci… dzieci zaczynają mordować swoich dziadków. Coś opętało Oszpicyn, jakieś uśpione przez lata zło, które wsiąknęło w oświęcimską ziemię wraz z krwią i łzami pomordowanych tu Żydów, a teraz wyszło na powierzchnię. Początkujący dziennikarz Wojciech Jaromin sądzi, że znalazł ciekawy temat na serię artykułów, jednak gdy podejmuje się opisania sprawy tajemniczego pożydowskiego skarbu nie wie, do czego go to doprowadzi. Gdyby wiedział, może trzymałby się od tego wszystkiego z daleka i wrócił do rodzinnego Krakowa, a może nie?… Bowiem jak to zwykle z dziennikarzami bywa, Jaromin jest niezwykle ciekawski, więc gdy makabryczne wydarzenia się mnożą, a młodego mężczyznę prześladuje dojmujące przeświadczenie, że wszystko się łączy, Wojciech Jaromin nie ma zamiaru odpuścić. Wręcz przeciwnie – mimo że jego przełożony sugeruje mu, że to niewygodny temat, zahaczający o ważne persony w oszpicyńskiej społeczności, dziennikarz zaczyna drążyć.

Tu jest pięknie, bo milion ludzi przywiozło piękno ze sobą, bardzo dużo piękna. Każdy swój maleńki kawałeczek, o, tyci. I kiedy poszli przez komin do nieba, wszystkie te kawałki spłynęły w jedną wielką piękność, a ta rozlała się po okolicy i osiadła na pejzażu aż po horyzont. Dlatego nie możesz zapomnieć krajobrazu i wracasz. Fosforyzująca energia ludzkich dusz. Drobinki uczuć, kryształki miłości, czułe obłoki. I wiesz co? Kiedy już raz zobaczyłeś, będziesz zawsze wracał, bo ona ci nie da spokoju, ta piękność. Będziesz ją kochał i cierpiał. Jak w miłości.

Oszpicyn, mimo ogromu zła, które się tu wydarzyło i znów wydarza, w jakiś przewrotny sposób przyciąga bohatera. Czy to rzeczywiste piękno, czy też miasto jak diabeł kusi złudną urodą tajemniczych zielonych zórz? I czy niewytłumaczalne, nadprzyrodzone zjawiska i mrożące krew w żyłach wydarzenia rozgrywają się naprawdę, czy też dzieją się tylko w głowie Jaromina? Jakie dawne zło zniewoliło dzieci, które zostały opętane rządzą zabijania i które dokonują na swoich dziadkach zbrodni tak okrutnych jak przygwożdżenie ich samochodem do drzwi garażu, a w wolnych chwilach zabawiają się rzucaniem nożami do tarczy lub namawianiem do samobójstwa swojego psa? A w tym wszystkim mamy jeszcze starego Cygana, lokalnego wariata, Henryka, wynalazcę, który ma pomysł jak zaradzić pladze szczurów i liczne rodziny, których przodkowie w czasie wojny skorzystali na nieszczęściu Żydów. Teraz dzieci mszczą się za zbrodnie ich dziadków…

Odciąć się od przeszłości. To tak jakby chory chciał leczyć złamanie nogi odcinając się od wypadku.

Jak napisałam na początku, pomysł Zajasa był ryzykowny, ale przy tym niezwykle ciekawy. Biorąc na warsztat Zagładę Żydów i opowiadając o tym w formie kryminału/thrillera z elementami horroru łatwo narazić się na zarzut braku szacunku do tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce w Oświęcimiu, jednak uważam, że pod tym względem Krzysztof Zajas się obronił. W „Oszpicynie” na swój sposób okazuje szacunek i współczucie ofiarom, nie ma za to litości dla ludzi, którzy korzystali z cudzego nieszczęścia, tak w trakcie wojny, jak i współcześnie (tu: poszukiwanie pożydowskich skarbów, starania Sary, żydowskiej dziewczyny, o postawienie w mieście muzeum pamięci, czemu sprzeciwiają się lokalne władze, ostrzące sobie zęby na lokal, w którym miałoby ono powstać). Tych, którzy nie zostali ukarani przed laty, spotyka w końcu sprawiedliwość, a jeśli jej ręka nie dosięgnęła ich bezpośrednio, każe teraz ich potomków. Za zbrodnie dziadków płacą dzieci, a za zbrodnie dzieci – rodzice. To świat, w którym nie ma niewinnych.

Pisałam wcześniej, że pod pewnym względem Zajas się obronił, nasuwa się więc pytanie: pod jakim mu się to nie udało? To druga książka autora, którą w dodatku czytałam w niedługim odstępie czasu (pierwszą byli „Ludzie w nienawiści”) i zauważyłam pewne typowe dla jego twórczości cechy. Po pierwsze Krzysztof Zajas lubi namieszać: w swoje książki wkłada wielu drugoplanowych bohaterów, wątki się rozrastają, plączą, łączą ze sobą, co daje w pewnym momencie wrażenie chaosu i nadmiaru. Fabuła chwilami rozłazi się niekontrolowanie we wszystkie strony, rozpycha, nadyma, nieledwie pęka, a pisarz wyciąga kolejne powiązanie, następną historię i tak dalej, i tak dalej… Po drugie Zajas ma dość nieokiełznaną, potoczystą frazę, co z jednej strony jest zaletą, bowiem jego język jest naprawdę piękny, a z drugiej bywają momenty, gdy narratorskie dywagacje o pięknie przyrody czy zawiłej przeszłości niezwykle spowalniają akcję (a nie zawsze coś wnoszą!). Myślę, że gdyby autor odrobinę powściągnął swoje pisarskie rozbuchanie to wyszłoby mu to na dobre, bowiem „Oszpicyn” to bardzo ciekawa powieść, która nie raz stawia włoski na rękach, by za chwilę… ukoić skonsternowanego czytelnika opisem piękna przyrody. Moim zdaniem – trochę za dużo grzybów w barszcz, ale koniec końców ta literacka potrawa kusi oryginalnym smakiem.

4+/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję księgarni internetowej Platon24:

platon

Advertisements

17 thoughts on “„Oszpicyn” K. A. Zajas

  1. Pingback: Podsumowanie marca | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  3. Już wiesz, że ja nie nazwałabym jego stylu „pięknym”. Dla mnie był dość zwyczajny, a może nawet niedojrzały – spodziewałam się bardziej męskiego pióra 😉 Ale za to ładnie przedstawiłaś fabułę i pewnie po Twojej recenzji miałabym na „Oszpicyna” wielką chęć. Tymczasem cieszę się, że to już za mną… tyle stron nudy 😀

    • Haha 😀 Wiem, jego styl jest bardzo specyficzny i wierzę, że nie każdemu się spodoba, do mnie te potoczyste frazy zwykle trafiały, ale bywały momenty, że miałam dość 😉 Moim zdaniem pomysł był świetny, potencjał lekko zmarnowany (za dużo wszystkiego!), ale też nie cierpiałam okrutnie przy czytaniu, przez większość czasu byłam bardzo zaangażowana w lekturę 🙂

  4. Byłam zachwycona trylogią grobiańska — jeśli można użyć słowa „zachwyt”, bo to jednak dość mocna rzecz. „Oszpicyn” też kusi, zwłaszcza, że już trochę wody upłynęło od pierwszej lektury i będę mogła odświeżyć sobie potoczystą frazę 🙂

  5. „Oszpicyn” kojarzy mi się z książką Mai Wolny „Czarne liście” (http://wedlugagi.blogspot.com/2016/10/czarne-liscie-maja-wolny.html). Tam też autorka zabrała się za poważny temat, którym jest pogrom kielecki, i wplotła go w powieść, która jest romansem, kryminałem i thillerem w jednym. Jej książka ma słabe strony, ale w sumie mi się podobała.
    Dlatego myślę, że pewnie sięgnę i po „Oszpicyn”, choć i tu mam pewne obawy…

    • Opinie są tak różne, że chyba najlepiej samej się przekonać, czy „Oszpicyn” i styl Zajasa Ci się spodobają 🙂
      Zaintrygowałaś mnie tymi „Czarnymi liśćmi”, chyba muszę to przeczytać…

  6. Świetna recenzja 🙂 Mam tę książkę na półce, jednak boję się po nią sięgnąć . Okładka jest wprost hipnotyzująca ale nauczona doświadczeniem wiem, że nie wszystko złoto co się świeci. Jednak chyba dam jej szansę. Szczególnie, że ktoś porównał ja do „czarnych liści” , która to powieść zagościła w moim sercu ( i na czytelniczej półce )

    Tutaj jej recenzja , może Cie zainteresuje

    http://czytankanadobranoc.blogspot.ie/2016/09/czarne-liscie-maja-wolny.html

    Świetny blog, tak trzymać

    Pozdrawiam, Karolina

    • Dzięki za miłe słowa 🙂 Myślę, że książka zasługuje na szansę – w przypadku Zajasa naprawdę najlepiej przekonać się samemu, bo autor ma specyficzny język, który jedni lubią, a drudzy nie 😉 A ja koniecznie muszę sięgnąć po twórczość Mai Wolny 🙂

  7. Bardzo ciekawa opinia i pod wieloma względami zgodna z moją. Ja po lekturze Trylogii grobiańskiej przyzwyczaiłem się do stylu autora. W trzeciej częśc „Z otchłani” to zupełnie powalił mnie na łopatki. wszystkie dłużyzny były mi wybaczone. W „Oszpicynie” Zajas trochę wchodzi na grząski grunt związany z polskim antysemityzmem, ale moim zdaniem wyszedł obronną ręką, i pod wzgledem rozrywki, i refleksji.
    Moje parę słów na temat tej ksiązki, jak i innych Zajasa, możesz poczytać tutaj:
    https://bookbeergeek.wordpress.com/
    Pozdrawiam świątecznie.
    Kuba

    • Też myślę, że się obronił, choć temat faktycznie ryzykowny, a może nie temat, ale „ubranie” tego w thriller/horror 😉

      Dzięki i również pozdrawiam, zajrzę do Ciebie w wolnej chwili 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s