„Księga snów” N. George

Autor: Nina George

Tytuł: Księga snów

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 424

Rok pierwszego wydania: 2016

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Gdy teraz o tym myślę, ze zdziwieniem stwierdzam, że „Księga snów” Niny George ma coś wspólnego z „Mroczną materią” Croucha. To dwa skrajnie różne opisy tego, co by było, gdybyśmy w pewnym ważnym punkcie wybrali inną życiową ścieżkę. Crouch do swych rozważań wykorzystał fizykę kwantową, teorię wieloświatów i sporą dawkę sci-fi, zaś Nina George stawia na oniryczne rozważania nad sensem istnienia. Oboje na swój sposób zadają pytanie: jak wyglądałoby moje życie, gdybym dokonał innego wyboru?

547666-352x500W „Księdze snów” czytelnik dostaje trzy przeplatające się historie, trzy narracje. Henri to reporter wojenny. Choć żył w ciągłym zagrożeniu, jadąc w niebezpieczne miejsca i podejmując ryzyko, by pokazać reszcie świata cierpienie związane z wojną, sam najbardziej bał się bliskości i odpowiedzialności za drugiego człowieka. Odrzucił Eddie ze strachu, obawiając się poważnego związku i założenia rodziny. W scenie rozpoczynającej powieść ratuje tonącą dziewczynkę, lecz sam zapada w śpiączkę. Eddie to jego dawna miłość. Od lat nie miała kontaktu z mężczyzną, jest aktualnie w innym, udanym związku, jednak gdy dowiaduje się, że jej pierwszy mężczyzna leży w szpitalu w poważnym stanie, a w dodatku została przez niego wyznaczona na osobę, która ma decydować o jego leczeniu, wracają wspomnienia sprzed lat. No i jest jeszcze Sam, wrażliwy i inteligentny trzynastolatek, syn Henriego, którego jednak ten z własnego wyboru nigdy nie poznał. Jednak chłopiec śledził wyczyny ojca na reporterskim polu w gazetach i bardzo chciałby go poznać. Teraz ma okazję, cóż, skoro ojciec jest w śpiączce i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się obudzi…

Każdy nosi w sobie archiwum, a z szuflad, szafek i skrytek w mojej pamięci wypełzają demony.

W świecie powieści Niny George mało co się dzieje, wszystko, co istotne, wydarza się za zasłoną zamkniętych powiek, w umyśle. Henri, pogrążony w śpiączce, porusza się po wyśnionych światach, w których wspomnienia mieszają się z marzeniami i wizjami alternatywnych życiowych dróg. Tu spotyka swojego nieżyjącego ojca, o którego śmierć wciąż się obwinia i prowadzi z nim rozmowy, których w realnym życiu nie zdążył przeprowadzić, tu spotyka znów Eddie i tym razem odważa się zrobić to, co powinien zrobić lata temu. Tu poznaje swojego syna, wychowuje go, przeżywa pewne sceny wciąż na nowo i na nowo, w kolejnych konfiguracjach, a małe zmiany wywołują spektakularne efekty w jego nie-życiu, tam, głęboko w umyśle. Eddie zaś ponownie daje się uwięzić w przeszłości, w dziwnym związku z Henrim: siedząc przy jego boku w szpitalu, wspomina dawne chwile, w których czuła, że żyła pełnią życia. Właściwie jedyną osobą, która wydaje się być tu i teraz i jest gotowa na coś nowego, zdaje się Sam. Nastolatek w przewrotny sposób odzyskał ojca, ojca pogrążonego w głębokim śnie, obecnego ciałem, ale nie duchem. Sam bardzo chce, by ojciec się obudził, jednak czy Henri nie zdryfował już zbyt głęboko w słonym morzu snów?

O wiele lepiej wiemy, co się dzieje na Księżycu niż w naszej głowie.

Książka Niny George pełna jest pięknych bon motów o sensie życia, a jednak coś mi zgrzytało. „Księga snów” porusza ważny temat, ale zbyt często autorka w swych rozważaniach wpływała na mielizny mądrości rodem z magazynów takich jak Elle czy Pani. Dobrze czasem poczytać o czymś oczywistym, co niby wiemy, ale o czym zapomnieliśmy w biegu życia, jednak mam wrażenie, że tu podane to zostało zbyt wprost. Wiemy, że życie nabiera prawdziwego smaku dopiero, gdy dzielimy je z bliskimi? Wiemy. Wiemy, że czasem trzeba zdobyć się na odwagę i zrobić pewien krok mimo strachu? Wiemy. Wiemy, że życie jest nieprzewidywalne i nigdy nie możemy być pewni, kiedy nastąpi koniec? Również wiemy. Nina George, jak sama pisze w posłowiu, podczas pisania swoich książek mierzyła się ze stratą, a ta powieść po „Lawendowym pokoju” i „Księżycu nad Bretanią” jest trzecią, która jej w tym pomaga. Może to rzeczywiście książka-terapia i pomoże ona również tym, którzy właśnie mierzą się z tematem odchodzenia i śmierci, dla mnie jednak była za gładka i momentami zbyt ckliwa. Ważny temat, który jednak został potraktowany zbyt powierzchownie, zakrywając pięknymi sentencjami jądro problemu. Dobrze czytało mi się powieść George, jednak nie sądzę, by została na dłużej w mojej głowie.

4-/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Otwarte:

logotyp_otwarte (1)

Reklamy

10 thoughts on “„Księga snów” N. George

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. Nie przepadam za tego rodzaju powieściami, więc nie będę szukać tego tytułu. Zarówno temat śmierci, jak i oniryczna forma, w jakiej rozgrywają się wydarzenia raczej nie przypadłyby mi do gustu.

  3. Książka już od dawna czeka na mnie na czytniku. Nawet zaczęłam ją czytać, ale po kilkunastu stronach zrezygnowałam. Niestety mnie nie wciągnęła.

  4. Nie miałam jej w planach na najbliższy czas i raczej się to nie zmieni, ale jak tak o niej czytałam, to myślę, że pewne elementy (ta oniryczność chociażby) mogłyby mi się spodobać. Na razie jednak raczej odpuszczę 🙂 Szkoda, że refleksje autorki nie w pełni do Ciebie trafiły.

  5. Pingback: Podsumowanie marca | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s