„Dziecko Rosemary” I. Levin

Autor: Ira Levin

Tytuł: Dziecko Rosemary

Wydawnictwo: Literackie

Liczba stron: 236

Rok pierwszego wydania: 1967

Źródło: Pożyczona z biblioteki

Wyzwanie: Klasyka horroru 2


Przeprowadzka do nowego mieszkania i rozpoczęcie życia „na swoim” to zawsze ekscytujący moment, rozbudzający marzenia i nadzieje. Gdy młoda Rosemary ma okazję zamieszkać wraz ze swym mężem Guyem w starej kamienicy, nie waha się ani chwili. Urzeka ją klimat mieszkania, a od wprowadzenia się nie powstrzymują nawet dziwne i niepokojące plotki na temat tego miejsca, które opowiada jej przyjaciel Hutch. Mężczyzna ostrzega młode małżeństwo, że nad kamienicą wisi jakaś klątwa, która powoduje, że wielu jej mieszkańców traciło życie w tragicznych okolicznościach. Jednak kto wierzyłby w takie bujdy! Tak zaczyna się „Dziecko Rosemary”, klasyczny horror autorstwa Iry Levine’a.

483719-352x500Co prawda poprzednia właścicielka mieszkania, które zajmują teraz Woodhouse’owie umarła w dość tajemniczych okolicznościach, ale cóż, w końcu była staruszką, jej śmierć nie wydaje się więc im niczym dziwnym. Rosemary jest trochę zaniepokojona nieprzyjemnymi legendami, które wiszą nad tym miejscem (o dużej liczbie samobójców, o dziwnych sąsiadach), jednak początkowo nie zauważa nic niepokojącego. Nie lubi jedynie schodzić do piwnic (gdzie stoją pralki), gdzie kiedyś zostało znalezione ciało dziecka, jednak odkąd nawiązuje znajomość z młodą dziewczyną pomagającą u sąsiadów z klatki, starszego małżeństwa Castevetów, i to miejsce zostaje oswojone. Kobiety łączy pierwsza, delikatna nić porozumienia, niestety pewne wydarzenie sprawia, że Rosemary szybko traci swoją towarzyszkę. Czyżby było prawdą to, co mówią i to miejsce naprawdę prześladuje pech?

Woodhouse’owie otrzymują zaproszenie na obiad od Minnie i Romana Castevetów – i właściwie zgadzają się na wizytę jedynie z litości. Cóż może łączyć młode małżeństwo i parę dość staroświeckich staruszków? Spotkanie przebiega raczej sztywno, jedzenie nie jest zbyt dobre i Rosemary postanawia, że były to pierwsze i ostatnie odwiedziny u sąsiadów. Jednak Guy, początkujący aktor, jest zachwycony opowieściami Romana o świecie teatru i zaczyna odwiedzać staruszków częściej. Bywa też, że Minnie stuka do ich drzwi, a to z porcją jakiegoś dania, a to by spytać, czy Woodhouse’om nie potrzeba czegoś ze sklepu – wiecie, to ten typ upierdliwej, ale właściwie miłej, troskliwej staruszki, której nie macie serca zamknąć drzwi przed nosem, bo w sumie nie robi nic złego i chce tylko waszego dobra, prawda? Prawda?…

Jednak coś zdaje się być nie tak. Atmosfera kamienicy zaczyna oddziaływać na Rosemary, lecz jeszcze dziwniej zdaje się wpływać na Guya. Mężczyzna zawsze był trochę zapatrzony w siebie (wiadomo, aktor! – skwitowałaby to z uśmiechem Rosemary), ale nagle zaczyna zachowywać się nieprzyjemnie: a granica zostaje przekroczona, gdy kobieta orientuje się, że mąż wziął ją we śnie. To nigdy wcześniej się nie zdarzyło i Rosemary czuje się niemal zgwałcona, jest zbrukana Szczególnie, że wcześniej wypiła za dużo i podczas stosunku śniły jej się wyjątkowo nieprzyjemne i sugestywne obrazy. Guy, Minnie, Roman i ich znajomi w dziwacznych maskach pochylają się nad nią, ktoś wypisuje krwią dziwne symbole na jej ciele, a wszystkiemu towarzyszy okropny ból.

Gdy po pewnym czasie okazuje się, że Rosemary jest w ciąży, kobieta z jednej strony się cieszy (marzyła o dziecku), z drugiej jednak czuje niepokój. Mili staruszkowie zdają się coraz bardziej ich osaczać, powoli przejmując kontrolę nad ich życiem, a Guy… Guy nagle dostaje niezwykłą szansę na ważną rolę, ponieważ jego główny rywal w tajemniczych okolicznościach z dnia na dzień traci wzrok. Czy to na pewno przypadek, czy we wszystkim maczał swój ogon diabeł? Z tygodnia na tydzień młoda kobieta coraz wyraźniej czuje, że z Castevetami coś jest nie tak, w dodatku niepokoją ją silne bóle brzucha, które jej ginekolog (polecony, rzecz jasna, przez Minnie – jest najlepszy, moja droga!) lekceważy. Nikt nie wierzy Rosemary, klepiąc ją pobłażliwie po plecach i zrzucając wszystko na karb ciążowych nastrojów – jedynie Hutch, który wpada do niej z wizytą, jest naprawdę zaniepokojony jej stanem. Rosemary jest cieniem samej siebie i bardzo boi się o zdrowie dziecka, które rozwija się w jej brzuchu.

Ira Levin świetnie buduje napięcie. Fani mocnych horrorów z mnóstwem krwawych scen mogliby zapewne zarzucić autorowi, że w „Dziecku Rosemary” nic się nie dzieje, bo rzeczywiście: przez sporą część jest to dobra powieść obyczajowa pokazująca życie młodego małżeństwa, kupno mieszkania, staranie się o dziecko… Jest to tak codzienny, zwykły obraz, że z tym większą mocą uderza późniejszy koszmar, który dotyka osamotnioną Rosemary. „Mili staruszkowie” stopniowo odsuwają ją od dawnych przyjaciół i nagle kobieta ze zdziwieniem zauważa, że jedyne osoby, które widuje, to Castevetowie i jej mąż. Minnie i Roman przejęli kontrolę nad jej życiem tak sprawnie i z taką bezwzględnością, że dopiero po dłuższym czasie Rosemary orientuje się, że to, co brała za troskę to tak naprawdę kontrola, a to, co uważała za przyjaźń to psychiczne uzależnienie. Jednak mocą Rosemary jest jej nowa rola, rola matki: kobieta ze wszystkich sił chce chronić dziecko, które nosi w brzuchu.

Mimo że przed laty oglądałam film Romana Polańskiego i wiedziałam, jak skończy się ta historia, książka Levina niesamowicie mnie wciągnęła. Lubię horrory psychologiczne, gdzie wiele rozgrywa się w głowie głównego bohatera, a strachy są mocno niesprecyzowane. Takie nie do końca nazwane lęki, podejrzenia, których długo nie da się potwierdzić działają na moją wyobraźnię o wiele bardziej niż opisy krwawych rzezi czy zdeformowanych potworów. Sama byłam zaskoczona, że „Dziecko Rosemary” czytało mi się tak dobrze: mimo że książka ma już pięćdziesiąt lat, w ogóle się nie zestarzała. Myślę, że scena, w której Rosemary po raz pierwszy zagląda do wózka na długo zostanie w mej pamięci…

Skala strachu: ★★★★✩

Ocena ogólna: 4+/6

Książka przeczytana w ramach wyzwania KLASYKA HORRORU 2

Advertisements

23 thoughts on “„Dziecko Rosemary” I. Levin

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. Oj, to jest kawał dobrej prozy. Też najpierw widziałam film, ale książkę czytałam krótko po tym i zdecydowanie mocna rzecz. Budowanie napięcia, cały ten koncept… a „Żony ze Stepford” czytałaś?

    • Ja czytałam „Żony…”! I cały czas miałam skojarzenie z „Desperate Housewives” 😁😁😁 I jeszcze „Sliver” też całkiem spoko. „Boys from Brazil” czekają na półce na swoją kolejkę. Jak na razie chyba jednak „Dziecko Rosemary” wygrywa.

  3. Czytałam pewnie nawet dokładnie ten sam egzemplarz 😉

    Podobało mi się, że to mimo wszystko jest luźna historia. W zeszłym roku sięgnęłam po kontynuację i jest OMG ;D też świetna. A film mi się nie podobał, wiesz? Już ten nowy mini-serial jest lepszy.

  4. Widziałam film i bardzo dobrze wspominam, ale coraz większą ochotę nabieram również na wersję książkową. Będę musiała rozejrzeć się za własnym egzemplarzem. Również lubię horrory, w których nic nie jest oczywiste, a krwawe sceny zostają zredukowane do minimum.

  5. Czytałam ją dość dawno temu, ale pamiętam doskonale, tak samo zresztą jak film Polańskiego. Dobra powieść psychologiczna z wątkami horroru – dla mnie jednak to przede wszystkim fantastyczny portret naiwnej i słabej kobiety, popadającej w paranoję.

  6. Pingback: Tydzień Blogowy #73 – Wielki Buk

  7. Pingback: Podsumowanie lutego | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s