„Świt, który nie nadejdzie” R. Mróz

Autor: Remigiusz Mróz

Tytuł: Świt, który nie nadejdzie

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Liczba stron: 528

Rok pierwszego wydania: 2016

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Remigiusz Mróz zdaje się być kopalnią pomysłów, a złoża, które w sobie zawiera, są chyba niewyczerpywalne. Dopiero co oddał w ręce czytelników książkę o zwyrodnialcu, który swe zbrodnie transmitował na żywo przez internet, a o czyimś życiu lub śmierci kazał decydować społeczeństwu („Behawiorysta”), a już w listopadzie ukazała się jego kolejna książka, „Świt, który nie nadejdzie”. Jak by tego było mało, w momencie, gdy piszę te słowa, na księgarnianych listach bestsellerów hula już „Wotum nieufności”, styczniowa świeżynka autora. Z tego wszystkiego jasno wynika jedna rzecz: Mróz narzucił takie tempo, że czytelnicy przestają za nim nadążać. Nie zmienia to faktu, że wciąż z dużą przyjemnością sięgam po kolejne powieści opolskiego pisarza.

977297-swit-ktory-nie-nadejdzieTym razem przenosimy się do przedwojennej Warszawy, w której kwitnie przestępczość. Różne grupy walczą o wpływy i władzę w mieście, dzieląc Warszawę jak nożem i trzymając w szachu drobnych przedsiębiorców. Tę mroczną stronę miasta obserwujemy wraz z Ernestem Wilmańskim, byłym pięściarzem, który przyjechał w obce dla siebie strony, by zacząć nowe, uczciwe życie. Taki był przynajmniej plan… Mężczyzna od razu wpada w kłopoty, gdy staje w obronie młodziutkiej dziewczyny, której grozi jakiś szemrany typ. Okazuje się, że Wilmański zadarł z człowiekiem Banników, jednej z tutejszych grup przestępczych, której nazwa wzięła się od tego, że swoich przeciwników topią w baniach, całkiem jak pewien słowiański demon. Były bokser ma w zasadzie dwa wyjścia, oba równie złe: albo spróbuje wniknąć w szeregi Banników, albo schronić się pod skrzydłami innej, mocnej grupy przestępczej. Niespodziewanie okazuje się, że jest jeszcze trzeci wariant: Wilmańskim interesuje się policja, która chętnie widziałaby w nim swojego szpiega w gangsterskim światku. Jednak czy Ernest Wilmański zdecyduje się na takie rozwiązanie?

Główny bohater skrywa wiele tajemnic, które stopniowo są odkrywane przed czytelnikiem: dlaczego musiał uciekać i pożegnać się z poprzednim życiem? Skoro był dobrym pięściarzem to dlaczego zrezygnował z kariery? Czym tak naprawdę zajmował się wcześniej? To wszystko wraz z czytelnikami stara się odkryć również Eliza Zarzeczna, jedna z policjantek, które zdecydowały się na służbę w policji kobiecej. Kobiety zostały dopuszczone do pracy w policji dzięki naciskom organizacji feministycznych i Ligii Narodów. W Polsce zajmowały się głównie zwalczaniem prostytucji i sutenerstwa, problemem handlu żywym towarem i włóczęgostwa nieletnich. Wygląda na to, że Mróz popuścił trochę wodze fantazji, wysyłając Zarzecką za przyzwoleniem przełożonych na misję rozpracowania bandy Banników, bowiem nic nie wiadomo o tym, by kobiety były wtedy wysyłane do akcji operacyjnych, jednak jako że nie jest to literatura faktu, nie mam zamiaru się tego czepiać. Szczególnie, że świetnie się to czyta, i to nawet mimo tego, że Eliza nie jest najciekawiej wykreowaną kobietą w książkach Mroza: w „Świcie, który nie nadejdzie” zdecydowanie bije ją na głowę jej policyjna towarzyszka, Salomea Kier. Szczegółów jednak nie zdradzę, musicie przeczytać to sami.

W ogóle „Świt, który nie nadejdzie”, choć jest książką o, jak by się wydawało, brudnym, męskim świecie, gdzie kobiety pełnią co najwyżej rolę kochanek, kobiecymi postaciami stoi. Obok odważnej Zarzeckiej i zaskakującej Kier jest jeszcze bardzo ciekawa postać Any, małej ulicznicy, którą Wilmański uratował od pobicia na początku powieści. Wychowana na ulicy cwaniara jest mocna w gębie i absolutnie ujmująco nieułożona, a jednak to dzięki niej Wilmański nauczy się co nieco o odpowiedzialności za drugą osobę.

Warszawski półświatek został przedstawiony barwnie, i choć Bannicy są formacją zmyśloną, to fikcyjne nie były już chociażby zbiry z Kercelaka, również pojawiające się w tle tej historii. Trzeba przyznać, że losy polskich gangsterów to nośny temat, a ostatnio chyba szczególnie modny: ja sama przeczytałam między listopadem a styczniem trzy tytuły traktujące o grupach przestępczych, to jest „Króla” Twardocha, „Tajemnicę skarbu Ala Capone” Kalinowskiego oraz omawiany właśnie tytuł. A nie wspomnę już o kolejnych częściach wyznań Masy, o których wciąż słyszę i które mnożą się jak grzyby po deszczu, ciesząc się zainteresowaniem Polaków. Wygląda na to, że Mróz jak zwykle trzyma rękę na pulsie i wie, co w książkowym świecie piszczy.

„Świt, który nie nadejdzie” to jedna z tych książek Mroza, która dobrze łączy akcję i tło społeczno-obyczajowe. Coraz bardziej cenię sobie te jego powieści, które niekoniecznie ciągle pędzą na łeb, na szyję, ale też między jedną spektakularną akcją a drugą zarysowują szczegóły, udowadniając, że wydarzenia mają miejsce w konkretnym czasie i miejscu, a nie są zawieszone w próżni. Autor bardzo ciekawie zarysował Warszawę lat 30., a także skupił się na ówczesnych problemach, jak chociażby włóczęgostwu nieletnich. A zakończenie, cóż… jest w najlepszym mrozowym stylu. Tak trzymać, Maestro!

5/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona:

CzwartaStrona_Logo_RGB_podst (1)

Reklamy

16 thoughts on “„Świt, który nie nadejdzie” R. Mróz

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. Stoi na półce i czeka, aż skończę Wotum nieufności i przeczytam Przewieszenie. Troszkę się obawiam, bo z dwóch historycznych książek Mroza jedna mi się podobała (W cieniu prawa), a druga niestety nie (Parabellum). Nie pozostaje mi nic innego, jak szybko czytać inne, by w końcu móc zabrać się za Świt. 😉

    Pozdrawiam,
    Koneko z recenzje-koneko.blogspot.com

    • No popatrz, a mi kompletnie odwrotnie, przy „W cieniu prawa” się wynudziłam, a serię Parabellum uwielbiam (ale to też było moje pierwsze spotkanie z Mrozem, mam do tych książek ogromny sentyment). Ważne, że chyba każdy fan kryminałów/thrillerów znajdzie w twórczości Mroza coś dla siebie 🙂

  3. Im głośniej jest o książkach Mroza, tym większą niechęć mam do sięgnięcia po nie, mimo że w gruncie rzeczy jestem ciekawa jego twórczości. Myślę, że w końcu się przełamię, chociaż liczba powieści produkowanych przez Mroza mnie przeraża 😛

    • Wiem, sama miewam podobnie 😉 Akurat z Mrozem ten problem mnie ominął, bo zaczęłam go czytać… aż chciałoby się powiedzieć „before it was cool” 😀 Jeszcze przed wydaniem „Kasacji” 😉 Ale jeśli lubisz książki pełne akcji to myślę, że warto, byś spróbowała się z którymś jego tytułem 😉

  4. No właśnie tak od razu przyszedł mi na myśl „Król”, ale że przedwojenna Warszawa to wdzięczny temat i pod kryminały, to się nie dziwię, że autor po niego sięgnął :-). Nie wiem jeszcze, jak mi się nurt „historyczny” w pisarstwie Mroza spodoba, ale przeczytałam Twój tekst z przyjemnością i jak się nadarzy okazja, ze „Świtem…” zawrę znajomość :-).

  5. Pingback: Podsumowanie stycznia | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s