Relacja z 20. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie (29.10.-31.10.2016)

Moi drodzy! Wciąż nie mogę uwierzyć, że targi książki, na które tak długo czekałam, do których odliczałam niecierpliwie dni – już za nami. Jednak taka jest prawda, więc pora zrelacjonować jak spędziłam ten weekend 🙂

Do Krakowa przyjechałam w piątek, jednak na ten dzień nie planowałam żadnych spotkań z autorami. Po zostawieniu bagaży w hostelu i chwili na ogarnięcie po podróży, udałam się z moim towarzyszem na Nową Hutę: lecz zanim dotarliśmy na targową halę Expo, odwiedziliśmy jeszcze wystawę prac Zdzisława Beksińskiego w Nowohuckim Centrum Kultury. Muszę przyznać, że została ona zrobiona ze smakiem: ciemne pomieszczenia, w których wyróżniają się podświetlone obrazy, a w tle niepokojąca, mroczna muzyka…

Później spacerkiem przeszliśmy pod halę, gdzie planowałam tego dnia zakupić kilka brakujących mi książek, na których miałam zamiar zdobyć podpisy, oraz przywitać się ze znajomymi ludźmi z wydawnictw i księgarń i ogólnie rozejrzeć po stoiskach. Muszę przyznać, że bardzo lubię te krótkie (lub dłuższe) rozmowy z osobami z promocji, z którymi na co dzień wymieniam jedynie maile. Odwiedziny u niektórych to już tradycja (Monika i Piotr z Czwartej Strony, pan Michał z Wiatru od morza, pani Agnieszka z Wydawnictwa Literackiego), co do innych – imiona zyskały w końcu twarze (tak było w przypadku Mikołaja z Woblinku, Żanety z Zysku i S-ki czy Bartosza z Vespera).

unnamed-1

fot. TJ

Prawdziwe szaleństwo zaczęło się w sobotę. Nie musiałam pojawić się w hali od samego rana, bowiem pierwsze plany miałam na godzinę 12:00 – tyle że od razu autorów było dwóch. Cóż, pozostawało się rozdwoić albo skorzystać z pomocy mojego T. 😉 Jako że nie opanowałam jeszcze zbyt dobrze bilokacji, wybrałam tę drugą opcję. Podczas gdy ja ustawiłam się w długaśnej kolejce do Richarda Flanagana, on zdobył mi podpis Filipa Springera.

img_20161101_135227

img_20161101_135203

Muszę pochwalić Wydawnictwo Literackie: do każdego spotkania z zagranicznym pisarzem przygotowało tłumacza, dzięki czemu nawet ktoś, kto słabo znał angielski, mógł przekazać autorowi kilka słów. Szkoda, że nie wiedziałam o tym wcześniej, bowiem z chęcią opowiedziałabym Flanaganowi jak wielkie wrażenie zrobiły na mnie „Ścieżki północy” jego autorstwa. Zamiast tego miałam zabawną sytuację, bowiem swoją książkę do podpisu podsunęła mi także Hasacz, a że pisarz dawał imienne dedykacje, poprosiłam o podpis „For Hasacz”. Flanagan był bardzo zaciekawiony co to znaczy, więc oddałam się surrealistycznym tłumaczeniom o stworzeniu, które hasa, to znaczy skacze… 😀

Do Flanagana stałam tak długo, że byłam pewna, iż nie zdążę do następnej na liście Marty Kisiel. Do oficjalnego końca spotkania zostało dokładnie 10 minut, gdy z szaleństwem w oczach dobiegłam na stoisko GW Foksal. Okazało się jednak, że Ałtorka postanowiła, że nikogo nie zostawi bez autografu, i z lekko zwariowanym uśmieszkiem wbijała kolejne pieczątki i wpisywała nieskończone dedykacje. Kolejka była wielka i absolutnie nieokiełzana: ja trafiłam już na koniec tego szaleństwa, a i tak postałam tam dobre 40 minut. Nie ma jednak tego złego, bowiem gdy tak stałam, złapałam Szyszkę, Anitę z Book Reviews i Ulę Słomkę. Miałam także okazję poznać moją imienniczkę, Caroline in the Bookland.

img_20161101_135455

Jedna z tych zdobycznych książek, które mam ochotę zacząć czytać NATYCHMIAST

Później miałam chwilę luzu, ale doprawdy nie pamiętam jak spożytkowałam ten moment… Sobota na targach książki to czas wielu spotkań autorskich, ale też niestety dzikich tłumów, co wiąże się z duchotą, absolutnym brakiem wolnej przestrzeni (co dla kogoś, kto nie lubi tłumów jest małym koszmarem) i hałasem. Bywały takie miejsca, w których stało się (lub posuwało w tempie żółwim) długie minuty, bowiem kolejki do dwóch autorów, dających podpisy na stoiskach dużych wydawnictw, znajdujących się dokładnie naprzeciwko siebie (vide: Literackie i Znak) kompletnie uniemożliwiały przejście.

Następny na mojej liście był Robert Biedroń, który okazał się dokładnie tak sympatyczny jak w telewizji. Zakupiłam specjalnie wywiad rzekę z prezydentem Słupska pt. „Pod prąd”, by zdobyć na tej książce autograf. Gdy wyjęłam książkę z torby okazało się… że lekko się zafarbowała od różowej teczki, którą również miałam w siatce. Ze skruchą powiedziałam do Biedronia: Przepraszam, że tak pana zaróżowiłam… Na co ten z tym swoim rozbrajającym uśmiechem stwierdził: Nie szkodzi, ja lubię różowy! 😀 Biorąc pod uwagę, że miał na sobie różową koszulę, chyba nie powiedział tego tylko z grzeczności 😀

img_20161101_135139

O 15:00 podpisywał także swoje książki Michael Cunningham – ponoć kolejka była do niego spora. Mówię „ponoć”, bowiem ja swój egzemplarz książki podsunęłam Jerzemu z Kto czyta, żyje podwójnie – jakoś sobie trzeba pomagać, prawda? 😉 W ten sposób ja zdobyłam dla niego podpis Roberta Biedronia, a on dla mnie wpis od autora „Godzin”:

img_20161101_135124

O 16:00 wybrałam się natomiast na jedno z najbardziej przeze mnie oczekiwanych spotkań, to jest spotkanie z Elżbietą Cherezińską 🙂 Po przeczytaniu „Hardej” wiedziałam, że muszę zapoznać się z kontynuacją, czyli „Królową”. Uzbrojona w książkę, ustawiłam się w kolejce (miałam szczęście być pierwsza) i… wpadłam w kompletny słowotok przed autorką. Serio, to nie zdarza mi się często! Zwykle nie wiem, co powiedzieć, a tu paplałam i paplałam… Dobrze, że dałam wtrącić pani Elżbiecie choć trzy zdania 😛 Dostałam cudną dedykację:

img_20161101_135112

Na koniec miałam zaplanowane jeszcze spotkanie z Katarzyną Boni, jednak zmęczenie zrobiło swoje… Tak się jednak złożyło, że do reportażystki szedł Jerzy, któremu ponownie podsunęłam moją książkę, by zdobył mi podpis (Jerzy, dziękuję <3):

img_20161101_135342

I to by było na tyle z soboty. W niedzielę wcale nie było luźniej! To znaczy owszem, pod względem liczby odwiedzających tak, ale jeśli chodzi o planowane spotkania, wciąż czekało mnie mnóstwo atrakcji 🙂
Tym razem przyjechałam na halę tak, by wejść do środka zaraz po otwarciu, bowiem o 10:30 „Króla” miał podpisywać Szczepan Twardoch. Pierwszy raz nie stresowałam się przy tym pisarzu (brawo ja!) i nawet wdaliśmy się w krótką rozmowę na temat okładki jego najnowszej powieści (i mi, i autorowi bardzo się ona podoba). No i Twardoch mnie pamięta 😀 Pewnie nie jest o to trudno, gdy przychodzę z każdą jego kolejną książką po podpis (ale wciąż jest to miłe).

img_20161101_135516

Jestem ogromnie ciekawa tej książki

Gdyby nie mój T., który zajął mi kolejkę do Remigiusza Mroza, nie wiem, ile bym w niej spędziła (obstawiam pół dnia). Mimo że liczba osób, która udała się do pisarza w niedzielę była chyba ciut mniejsza niż ta sobotnia, ogonek i tak był imponujący (dla Mroza i wydawnictwa) i deprymujący (dla całej reszty). Szczęśliwie ja stałam w nim góra pół godziny 😀 I zdobyłam trzy nowe podpisy do swojej kolekcji:

img_20161101_135538

img_20161101_135607

Uważam tę dedykację za oburzającą, a Wy?

img_20161101_135401

Tym razem obyło się bez niespodzianek dla autora (bo jeszcze dziada rozpuszczę), za to wymieniliśmy jak zwykle kilka słów 🙂 Zupełnie nie wiem, dlaczego Mróz nie ucieszył się na wieść, że na kolejne targi załatwiłam mu u Czwartej Strony rozkładówkę z jego zdjęciem 😀

14925415_1168159389885830_3518145033733373022_n

fot. Grzesiek Zając

Kolejną autorką, którą bardzo chciałam poznać, była Magdalena Knedler. Do tej pory znałyśmy się tylko z facebooka, jednak Magda wydawała mi się bardzo sympatyczna… i to przeświadczenie było jak najbardziej na miejscu 😉 Tu również (jak w przypadku Elżbiety Cherezińskiej) ustawiłam się dumnie na czele kolejki, a gdy przyszła pora na podpisy, chwilę miło sobie z pisarką pogawędziłam. Do podpisu wzięłam pierwszy tom cyklu o Annie Lindholm, ale na stoisku Novae Res zakupiłam również „Klamki i dzwonki” w promocyjnej cenie:

img_20161101_135256

img_20161101_135305

Miło dostawać takie dedykacje ❤

Ze spotkania z Magdą wolnym krokiem (bowiem tym razem, dla odmiany, miałam chwilkę czasu) udałam się na spotkanie z Marylą Szymiczkową, czyli Jackiem Dehnelem i Piotrem Tarczyńskim. Panowie przeuroczo razem wyglądają 🙂 Niestety książki jeszcze nie czytałam, nie miałam więc za bardzo czego powiedzieć autorom, ale dostałam pamiątkowy podpis:

img_20161101_135506

Później był kolejny moment, gdy przydałaby się umiejętność bilokacji 😉 Na stoisku Literackiego swoje książki podpisywała Eleanor Catton, a na Czarnej Owcy – Joanna Opiat-Bojarska. Postanowiłam najpierw stanąć w ogonku do Catton, ten jednak okazał się niespodziewanie krótki… W międzyczasie dostałam wiadomość od mojego T., że Mikołaj Golachowski, który według rozpiski miał być później, już siedzi na stoisku Marginesów. I co teraz? Kolejka do Eleanor Catton posuwała się szybko, więc najpierw zdobyłam od niej podpis – bardzo sympatyczna osoba 🙂 – a potem pognałam do Golachowskiego. Bo choć mój T. zdobył mi już podpis, obiecałam autorowi, że wpadnę, by zamienić choć kilka słów.

img_20161101_134745

Podpisy od zagranicznych autorów to najcenniejsze zdobycze

Mikołaj Golachowski był troszkę zagubiony, gdyż, jak się okazało, nie cierpi tłumów (to tak jak ja!). Niektórzy ponoć wystraszyli się jego naburmuszonej miny, ale niepotrzebnie! Gdy już się do niego podeszło, podróżnik był przemiły 🙂 Oprócz tego, że dostałam przecudną dedykację, pogawędziliśmy sobie miło przez kilka minut o śmianiu się do łez i o tym, kiedy autor w końcu dorośnie (oboje mamy chyba nadzieję, że tak do końca to nigdy).

img_20161101_135551

Na koniec odwiedziłam Asię Opiat-Bojarską, z którą pogawędziliśmy (piszę „my”, bo był ze mną Jerzy) o Aleksandrze Wilk i o tym, dlaczego pisarka zdecydowała się odsłonić – w najnowszej „Niebezpiecznej grze” – kilka faktów z jej przeszłości, a także o granicy między rzeczywistością a fikcją literacką. Było przemiło 🙂

img_20161101_134806img_20161101_135045

A później nadszedł ten najgorszy moment, czas pożegnań… Nawet nie chcę o tym myśleć, bo się znowu rozkleję 😛 Pokażę Wam lepiej, jakie podpisane książki dostałam w prezencie 🙂

img_20161101_135322

Tom tekstów Andrzeja Poniedzielskiego

img_20161101_135525

 

Dziękuję za prezenty Jerzemu i Tomkowi ❤

Targi książki to dla mnie przede wszystkim okazja do spotkania się z ludźmi, z którymi widuję się właśnie ten raz albo dwa razy do roku (jeśli jeżdżą również na TK do Warszawy). Spotkałam wielu znajomych: z niektórymi wymieniłam tylko uściski, z innymi udało mi się zamienić kilka zdań. Nie będę Was wszystkich wymieniać, bo jeszcze o kimś zapomnę, ale bardzo Wam wszystkim dziękuję za miłe chwile. Bez Was targi książki nie byłyby takie same 🙂

unnamed

fot. TJ

Jak możecie zauważyć, praktycznie nie mam żadnych zdjęć z targów – ani z autorami, ani z blogerami… Teraz tego żałuję, jednak w trakcie targów, w tym tłoku i gonitwie, skupiłam się przede wszystkim na rozmowach i zdobywaniu podpisów. Mam zatem mało pamiątek fotograficznych, ale wspomnienia o spotkaniach z Wami mam tu: ❤ 🙂

14572862_10153965107474327_5811305852225127439_n

Z Jerzym z kanału Kto czyta, żyje podwójnie i Megan z Oh no, it’s Megan!

14886323_1492698887412325_1012517710_n

Z Tomkiem z Nowalijek i Martą z Na regale u Marty Mrowiec

Jeśli chodzi o autografy – zdobyłam wszystkie, które chciałam 🙂 Jeśli chodzi o znajomych – niestety nie na każdego wpadłam. Szkoda! Może się uda w Warszawie 🙂

Dajcie znać, czy byliście w ten weekend na targach, jak Wam się podobało i co przywieźliście z Krakowa 🙂 A ja? Cóż, jak zwykle… zaczynam już odliczać do Warszawskich Targów Książki w maju 😉

 

 

 

Advertisements

27 thoughts on “Relacja z 20. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie (29.10.-31.10.2016)

    • Dla mnie zawsze te zdobycze autografowe to wielka frajda, więc mimo że torba ciężka i trzeba to wszystko dźwigać (w tym roku dorobiłam się nawet nadwerężonego ramienia) to i tak uważam, że warto 🙂 Zawsze, co targi, mam nadzieję, że tym razem książek do wożenia będzie mniej, bo przecież ileś tych podpisów już zebrałam w zeszłych latach, a potem, no cóż… Wychodzi jak zawsze 😛 Do zobaczenia w Warszawie, mam nadzieję 🙂

  1. Jak zwykle miło było Cię zobaczyć 🙂
    Byłam 3 dni i z Krakowa do Warszawy przywiozłam … 23 książki w tym połowę kupioną w promocyjnej cenie 🙂
    A na WTK 2017 bedę, jeśli nie będę musiała być w pracy 🙂
    Mój post z KTK 2016 się tworzy 😉

    • Phi! Pretensje do T., bo mi zabronił w hostelu dalej czytać 😛 Ja czytam szybko, tylko jeszcze muszę mieć czas z tą książką przysiąść 😉

      PS W zemście za tę dedykację będziesz miał obiecaną rozkładówkę. Już ja nie pozwolę Piotrkowi o tym zapomnieć 😀

  2. Wow, ilość autografów, które udało Ci się zdobyć ogromna! 🙂 Sama skupiłam się na kilku, jako że nie ciągałam książek z Warszawy. Postanowiłam, że to nadrobię u siebie w maju 😉 Strasznie żałuję, że nie udało nam się gdzieś spotkać w tym tłumie choć na chwilę 😦 Niestety mam wrażenie, że w sobotę nie widziałam wielu znajomych twarzy 😦

    • Też mam takie wrażenie, że spotkałam o wiele mniej ludzi niż w Wawie – pewnie dlatego, że tam chodziło się „po okręgu” i doprawdy trudno było prędzej czy później na kogoś nie wpaść, a tu, w gąszczu alejek, łatwo było kogoś przeoczyć 😉

      A jeśli chodzi o autografy, ja mam znowu bliżej do Krakowa niż do Wawy, więc wykorzystałam wyjazd na maxa – ale nie oszukujmy się, w maju pewnie znowu przybędę z całą walizką książek 😛

    • No właśnie, chlip, że Cię tam nie było 😦 No ale nic, widzimy się koniecznie w Warszawie :* Może znów wyskoczymy na jakieś pyszne wegetariańskie jedzenie? 🙂

    • Mój powrót (Kraków – Katowice) nie był wcale zły pod względem korków. Właściwie nie zauważyłam większej różnicy w ruchu na drodze. Natomiast to, co działo się w Expo w sobotę… Cudowne spotkania mi to zrekompensowały, ale był taki moment, że naprawdę miałam już dość.

  3. Dla autografów i krótkich spotkań na pewno warto, widać, że masz masę dobrej energii po takim wydarzeniu 🙂 Ale ja po moich zeszłorocznych krakowskich Targach, wybieram już zawsze ukochane, sprawdzone białostockie 🙂 Jest kameralnie, bardzo literacko i inspirująco. Wiem wiem, że dla Was z południa trochę daleko 😉

    • Niestety daleko, ale może kiedyś się uda wpaść 😉 Wiem, że duże imprezy książkowe mają specyficzny klimat, który nie każdy lubi. Ja też nie przepadam za tym taśmowym zbieraniem autografów, tj. wolałabym mieć czas na spokojną rozmowę z pisarzem i móc wysłuchać prelekcji, jednak takie spotkania instant też bywają sympatyczne i, tak jak mówisz, ładują mnie pozytywną energią 🙂 Wszystko to jest bardzo szybkie i szalone, więc po takim weekendzie jestem wykończona, ale i tak jestem zdania, że warto było!

  4. Pingback: Podsumowanie listopada | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s