„Rzymianami bendąc” M. Kneale

Autor: Matthew Kneale

Tytuł: Rzymianami bendąc

Wydawnictwo: Wiatr od morza

Liczba stron: 256

Rok pierwszego wydania: 2007

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Rozwód rodziców to zawsze trudne wydarzenie w życiu dziecka, nawet, jeśli ten przebiega w miarę bezkonfliktowo i spokojnie. Mały Lawrence próbuje na własny sposób wytłumaczyć nową sytuację, a jego opowieść układa się w historię, która początkowo wydaje się banalna, by nagle zaskoczyć nas gorzkim zakończeniem. Matthew Kneale znany polskiemu czytelnikowi z rewelacyjnej powieści rozpisanej na 21 głosów, czyli „Anglików na pokładzie” oraz intrygującego w swym zamierzeniu zbioru opowiadań pod tytułem „Drobne występki w czasach obfitości” tym razem postawił na historię cieńszą i fabularnie prostszą. Jednak czy to jej słabe punkty? Bynajmniej: opowieść snuta ustami dziewięcioletniego chłopca, zawarta w krótkiej, około dwustupięćdziesięciostronicowej książce uderza z tym większą siłą. Zdaje się, że wszystko, co wyjdzie spod pióra brytyjskiego pisarza jest literackim majstersztykiem, a „Rzymianami bendąc” to potwierdza. Trzy świetne książki? To już nie może być przypadek!

518450-352x500Po rozwodzie rodziców dziewięcioletni Lawrence i jego dwuletnia siostra Jemima mieszkają z mamą. Okazuje się jednak, że rozwód nie zakończył problemów z ojcem dzieci, bowiem mężczyzna prześladuje swoją żonę – nachodzi ją, śledzi i psuje jej opinię przed sąsiadami i ich wspólnymi znajomymi. Matka próbuje sobie jakoś radzić w tej niekomfortowej sytuacji, normalnym jest jednak fakt, że jest mocno zestresowana. Mimo kiepskiej formy psychicznej, stara się przede wszystkim dbać o swoje dzieci i ich bezpieczeństwo. Chwilę oddechu ma im zapewnić wycieczka do Rzymu, miejsca, gdzie kobieta studiowała i gdzie wciąż ma wielu znajomych. Rodzina pakuje się więc w atmosferze lekkiego strachu (w końcu ojciec dzieci może czaić się gdzieś za rogiem), wrzucając do pudeł w dość chaotyczny sposób ubrania, zabawki, klatkę z chomikiem Hermannem i inne rzeczy, które zdają się niezbędne w ich podróży.

I tak zaczyna się szalona jazda do Włoch. Dwoje zagubionych dzieci: mała Jemima, która niewiele jeszcze rozumie, ale wyczuwa napiętą atmosferę i dziewięcioletni Larry, który widzi, że mama jest w złej formie:

Jemima zaczęła mówić coraz bardziej piskliwym głosem „mamusiu co się dzieje”, więc wstałem, żeby zobaczyć. To było dziwne, a nawet straszne, bo stałem tuż przed mamą i mówiłem do niej „mamo, co się dzieje”, ale ona jakby wcale mnie nie widziała, miała takie oczy, jakby ich ktoś nie włonczył i te oczy zupełnie niczego nie widziały.

Chłopiec, chcąc nie chcąc, musi się wykazać pewną dojrzałością i pomóc mamie, która wyraźnie sobie nie radzi. Odwiedzając jej różnych znajomych z dawnych lat, śpiąc pokątnie to w jednym, to w drugim domu, obserwuje kolejnych ludzi. Z sytuacją oswaja się, wymyślając do jakiego zwierzęcia jest podobna dana osoba: są to więc na przykład ładna świnka, oślizgły delfin lub „włatczy” królik. Brak stałości i atmosfera strachu, którą podsyca ich mama, opowiadając wszystkim o jej byłym mężu, który ją prześladuje, sprawiają, że dzieci są marudne, nikt jednak nie ma czasu ani siły, by się nimi zająć.

Larry snuje więc swą opowieść, racząc nas na zmianę nowymi przygodami w Rzymie oraz ciekawostkami z dziedziny astronomii i historii starożytnej, a atmosfera lęku narasta. I czytelnik orientuje się ze zdziwieniem, że to, co zaczynało się jako prosta historyjka dla dzieci, naszpikowana błędami stylistycznymi i ortograficznymi, zmienia się w bardzo gorzką i prawdziwą powieść o tym, jaki wpływ mają rodzice na dzieci (a nie zawsze jest to wpływ pozytywny) i jak one dużo widzą i rozumieją. Po trosze straszne, a po trosze zachwycające.

Nie dajcie się zwieść dziecięcemu bohaterowi i okładce, na której widnieją rysunki stworzone niewprawną rączką! To nie jest powieść dla dzieci (a takie przyporządkowanie widziałam na którejś ze stron o książkach), to zdecydowanie historia dla dorosłych. Matthew Kneale po mistrzowsku wczuł się w duszę dziecka i pokazał czytelnikom świat jego oczami. Świat, w którym coś, co dziewięciolatkowi zdawało się stałe i niewzruszone jak skała się rozpadło, a kilka prawd zostało odkrytych w zbyt młodym wieku. Nie spodziewałam się tak dojrzałej, dającej do myślenia historii, gdy przerzucałam pierwsze kartki „Rzymianami bendąc”. Kneale po raz kolejny mnie oczarował i dał mi do myślenia: jego książki zawsze zostawiają w mojej duszy mały okruch, który uwiera i nie pozwala o sobie zapomnieć. Autor udowodnił, że czuje się dobrze w różnych formach literackich, jestem więc niezmiernie ciekawa, czym jeszcze zaskoczy czytelników.

5/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Wiatr od morza:

logo_napis_400

Reklamy

8 thoughts on “„Rzymianami bendąc” M. Kneale

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. Znakomita książka i dowód na to, że po książki Kneala można sięgać w ciemno 😊
    A wiesz, że ja dopiero po zakończeniu lektury zauważyłam, że ten rysunek na okładce, ten rodzinny portret, wcale nie jest taki radosny i zapowiada to, co wydarzy? A wszystko przez jeden, mały element 😑

    • Wiem, pewna rzecz jest tu znacząca, ale nie napiszę która, bo może przeczyta to ktoś, kto jeszcze nie zna książki, a nie chcę robić spojlerów 😛 Ale to zakończenie… Normalnie miałam ciarki. Straszne.

  3. Pingback: Podsumowanie października | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s