„Maria Panna Nilu” S. Mukasonga

Autor: Scholastique Mukasonga

Tytuł: Maria Panna Nilu

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Liczba stron: 312

Rok pierwszego wydania: 2012

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Wojna to zawsze straszne, traumatyczne doświadczenie. Cóż jednak powiedzieć o wojnie domowej, w której po przeciwnych stronach barykady stają sąsiedzi? Ludzie, którzy mijali się na ulicy, którzy mówili sobie „dzień dobry”, spotykali się w sklepie czy w urzędzie nagle stają się wrogami. Taka sytuacja wydarzyła się całkiem niedawno, już za mojego życia, bo w 1994 roku w Rwandzie. Nazwana po imieniu – ludobójstwem – masakra osób pochodzenia Tutsi przez ekstremistów Hutu to jedna z niechlubnych kart współczesnej historii świata. Dni przed wybuchem masakry opisuje Scholastique Mukasonga w swojej powieści inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami – „Marii Pannie Nilu”.

500489-352x500W szkole, katolickim żeńskim liceum im. Marii Panny Nilu, kształci się przyszła elita kraju. Większość dziewcząt należy do plemienia Hutu, jednak niektóre z nich są Tutsi, tak jak Veronica i Virginia. Koleżanki Hutu niewybrednie dają im odczuć, że są od nich gorsze i że nawet dyplom renomowanej szkoły nie pomoże im w życiu – poprzez swe pochodzenie są z góry skazane na porażkę. Pomijając te incydenty, życie w szkole toczy się dość spokojnie i zdaje się wiele nie różnić od doświadczeń innych dziewczynek uczęszczających do szkół na całym świecie. Uczennice plotkują o nauczycielach, opowiadają sobie o zwyczajach praktykowanych w ich rodzinnych stronach (pochodzą bowiem z różnych wiosek), skarżą się na niedobre jedzenie i szkolny reżim. Dni wypełnione są nauką, ale dziewczęta mają też czas dla siebie. W mieście jest niewielu białych, każdy więc budzi żywe zainteresowanie, szczególnie plantator kawy, pan de Fontenaille, który jest zafascynowany kobietami z plemienia Tutsi, gdyż, jak twierdzi, odkrył, iż pochodzą one od egipskich faraonów. Pan de Fontenaille mianuje siebie strażnikiem legendy Tutsi i inscenizuje dziwne obrzędy z uczennicami.

W szkole kwitnie nienawiść, a uczennice Hutu atakują słownie dziewczyny Tutsi przy każdej możliwej okazji, czego matka przełożona placówki zdaje się w ogóle nie zauważać. To, co najpierw było tylko bolesnymi słowami dojrzewa do tego, by zmienić się w czyn… W mowie nienawiści „przoduje” Gloriosa, której ojciec pracuje w ministerstwie:

– Widziałaś, Modesto – westchnęła – w ministerstwie stare rządy trzymają się jeszcze dość mocno. Jesteśmy elastyczni w kwestii parytetów rasowych. Jeśli dobrze policzyłam, a liczyłam tylko te, które znam, te, co do których mam pewność, przekroczyliśmy znacznie limit, który im niestety przyznaliśmy. To jest nowa inwazja! Czemu zatem służyła rewolucja społeczna naszych rodziców, skoro się na to pozwala? Zasygnalizuję to mojemu ojcu. Chociaż uważam, że trzeba tę sprawę załatwić między nami, wreszcie pozbyć się tych pasożytów.

„Maria Panna Nilu” zaczyna się na pozór spokojnie, niby sygnalizując problem, lecz zaznaczając go delikatnie i nieomal pozwalając wierzyć, że cała sprawa skończy się na wyzwiskach. Jednak z historii wiadomo, że wszystko zaszło o wiele dalej, do smutnego końca: przez około 100 dni Hutu zabili, według szacunków, od 800 000 do 1 071 000 ludzi. Jest to tak potworne i przerażające, że nieomal nie do wyobrażenia. Mukasonga dobrze oddała to, jak narastał konflikt, zarysowała portrety dziewczyn Tutsi, które, mimo coraz wyraźniejszych znaków, do końca nie chciały wierzyć, że koleżanki Hutu i ich rodziny stać będzie na tak drastyczny krok. Przecież byli sąsiadami, krewnymi tych ludzi! Przecież nie można tak po prostu zacząć zabijać kogoś tylko dlatego, że jest innej rasy. Niestety historia pokazuje, że ludzie zabijali już z bardziej błahych powodów.

Mukasonga napisała powieść bardzo wyważoną, gdzie język nie krzyczy, a szepcze o tragicznych wydarzeniach. Może przez ten kontrast między wydarzeniami a sposobem w jaki zostały opowiedziane historia miała nabrać jeszcze mocniejszego wydźwięku, jednak mi trochę zabrakło w tym wszystkim emocji. Autorka jakby zdystansowała się do tematu, zostawiła też spore pole do wyobraźni, nie opisując dokładnie makabry dokonanej na Tutsi. Oczywiście nie są to żadne poważne zarzuty do powieści: chyba po prostu „zawiniło” tu to, że kilka lat temu czytałam przerażający, nieszczędzący szczegółów reportaż Wojciecha Tochmana „Dzisiaj narysujemy śmierć”. Obie książki warto przeczytać, by mieć pełniejszy obraz tragedii, która wydarzyła się w Rwandzie ponad 20 lat temu. Wydarzenia takie jak te powinny być opisywane, opowiadane i obecne w świadomości ludzi – jako przestroga. To jedna z tych książek, które powinno się znać, choć znajomość z nimi boli.

– (…) Teraz, kiedy jestem bohaterką i ty zresztą też, powiedzą, że to kolejny z naszych odważnych czynów. Bo tak właśnie jest, możesz mi wierzyć.

– Dobrze wiesz, że cała ta historia zbudowana jest na twoich kłamstwach.

– To nie kłamstwa, to polityka.

5-/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona:

CzwartaStrona_Logo_RGB_podst (1)

Reklamy

13 thoughts on “„Maria Panna Nilu” S. Mukasonga

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. „Dzisiaj narysujemy śmierć” to reportaż, którego nie da się zapomnieć 😦 Książkę Mukasongi mam w nieodległych planach, jak dla mnie lektura obowiązkowa.

  3. Nie czytałam reportażu Tochmana, muszę przyznać – ale takie fikcyjne ujęcie brzmi bardzo zachęcająco (jeśli w ogóle można użyć takiego słowa w tym kontekście), jako że właśnie powieść ma szansę dotrzeć do świadomości wielu czytelników, którzy owszem coś tam kojarzą, ale śledząc losy książkowych postaci będą mogli pojąć więcej. I zrozumieć, jak mocno to boli.
    Tak czy tak, muszę „Marię Pannę” przeczytać.

    • To prawda, na pewno powieść (i to taka, napisana, jak wspomniałam, dość „delikatnie”) będzie przystępniejsza dla odbiorców. A warto mieć świadomość, że takie rzeczy się działy. I obawiam się, że nadal będą się gdzieś dziać, takie lub podobne 😦

  4. Czytałam Tochmana. Ludzka obojętność – najgorsza.
    Nie wiem, czy w najbliższym czasie sięgnę po Marię Pannę, jesień nie jest dla mnie odpowiednią porą na takie książki. Ale być może sięgnę, gdy aura za oknem będzie bardziej sprzyjająca.

    • O widzisz, a mi właśnie ciężkie tematy pasują do jesienno-zimowej aury, ale rozumiem, że są ludzie, którzy w ten ponury czas wolą sięgnąć po coś pokrzepiającego 🙂
      W każdym razie – tytuł wart zapamiętania i przeczytania w przyszłości.

  5. Kurczę, bardzo chciałam przeczytać tę książkę i teraz jeszcze bardziej… Szkoda, że Czwarta Strona mi nie odpisała 😦 Ale mam nadzieję, że „Maria Panna Nilu” w końcu trafi w moje ręce! 🙂

  6. Pingback: Podsumowanie października | Książkowe światy - moje recenzje książek

  7. Pingback: Najpiękniejsze okładki 2016 roku | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s