„Terror” D. Simmons

Autor: Dan Simmons

Tytuł: Terror

Wydawnictwo: Vesper

Liczba stron: 692

Rok pierwszego wydania: 2007

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Odkrycia geograficzne zawsze niosły ze sobą wiele ofiar, bowiem wyprawy w nieznane obfitowały w niebezpieczeństwa, a nie wszystkie dało się przewidzieć. Wydawałoby się, że świetnie przygotowane załogi, statki pełne wyszkolonych ludzi, ciepłych ubrań, leków i zapasów żywności, której starczyć miało na kilka lat, sprostają wszelkim przeciwnościom losu, ale natura nie raz pokazywała kto tu jest górą. Wyprawa na zimne wody i lody Arktyki, która odbywała się na dwóch statkach: Terrorze (którego kapitanem był John Franklin) oraz Erebusie (dowodzonym przez Francisa Croziera) rozpoczęta się w roku 1845, miała wszelkie znamiona sukcesu. Statki miały na celu przepłynąć z Morza Baffina do Morza Beringa, jednak coś poszło nie tak… Gdy po trzech latach załogi nie dawały znaku życia, wysłano za nimi liczne wyprawy ratownicze, nazwane „franklinowskimi” od nazwiska kapitana Terroru. Ostatecznie odkryto, że oba statki utkwiły w lodach między Wyspą Wiktorii i Wyspą Króla Williama. Nikt z licznej załogi nie wrócił do domu. Ta smutna i przerażająca historia zainspirowała pisarza Dana Simmonsa, który na kanwie prawdziwych wydarzeń oparł fabułę powieści „Terror”: historii o bezlitosnej naturze, o twardym, nieustępliwym lodzie i o długich, morderczo zimnych nocach gdzieś w sercu Arktyki.

394014-352x500Gdy statki utykają na zimę w lodzie, dowódcy obu jednostek niespecjalnie się przejmują. Węgla i jedzenia jest w bród, załoga jest przeszkolona i przygotowana na niedogodności, jakie szykuje im nieprzyjazne miejsce, a do tego niesie ich duch przygody – jak cudownie odkrywać nowe wody i ziemie! Ich nazwiska okryje chwała, będą pisać o nich książki, a ich imiona nie zostaną zapomniane. Żaden z mężczyzn nie wie jeszcze, że nie wróci do domu, że nie ziszczą się imaginowane proszone obiady, na których będą opowiadać swym przyjaciołom o dzielnej walce z żywiołem i o niezłomności swego ducha. Nie przewidują, że nie skończą jako bohaterowie, że niejeden będzie błagał o śmierć, niejeden sam ją sobie zada, niejeden popadnie w obłęd, stanie się jak zwierzę, straci godność.

Lód nie wypuszcza ich ze swoich objęć także w lato, wyjątkowo mroźne i nie przynoszące poprawy, a potem przychodzi kolejna zima i Terror oraz Erebus nadal tkwią uwięzione w wielkiej tafli. Po horyzont nie widać niczego poza bielą, zwierząt prawie nie ma, od czasu do czasu pojawiają się jedynie białe niedźwiedzie, na które jednak załoga nie potrafi zapolować. Zresztą jedzenia świeżego i puszkowanego jest wtedy jeszcze dużo i kucharze obu statków nie martwią się o to, co włożyć ludziom do gąb. Kłopoty zaczną się później, gdy trzeba będzie zacząć oszczędzać na węglu, gdy zapasy żywności się skurczą, a marynarzy zacznie prześladować i zabijać tajemnicze, groźne stworzenie. Ci co bardziej strachliwi i wierzący w duchy mówią, że to diabeł lub lodowy demon, inni, że to wyjątkowo duży niedźwiedź polarny. Jednak stwór wykazuje się zbytnim sprytem jak na zwierzę, a poza tym który niedźwiedź potrafi poruszać się na dwóch łapach?

Wymizerowani marynarze schodzący z wachty opowiadali swym przerażonym towarzyszom o kulach błękitnego ognia toczących się po lodzie. Później – gdy wyładowania elektryczne i towarzyszące im zjawiska przybrały jeszcze na sile – marynarze pełniący psią wachtę zauważyli we mgle jakiś wielki kształt, znacznie większy od zwykłego niedźwiedzia, który ukazywał się tylko na mgnienie oka w blasku błyskawic. Mówili, że czasami szedł na czterech łapach jak niedźwiedź. Kiedy indziej, twierdzili, zaklinając się na wszystkie świętości, maszerował bez trudu na dwóch nogach jak człowiek. Tajemniczy kształt krążył, ich zdaniem, wokół statku.

Z dnia na dzień, gdy nic nie zapowiada poprawy, ludzie tracą rezon i siły. Coraz częściej słabną, osuwają się w marazm czy alkoholizm, jeden po drugim zaczynają chorować na szkorbut. Wynędzniała, pozbawiona nadziei załoga obu statków ostatkiem sił próbuje podźwignąć się na nogi: ducha dodają im msze odprawiane na pokładzie, a dowódcy obu statków starają się podnieść morale swoich ludzi, wydzielając im czasem więcej grogu i ciepłego jedzenia. Ostatnim zrywem, ostatnią chwilą, gdy ludzie mają jeszcze siłę się oszukiwać i bawić, drwiąc z niebezpieczeństw, jest sylwestrowa zabawa (na przełomie 1847 i 1848 roku), którą zarządzają kapitanowie statków. Marynarze pofarbowali płótna żaglowe na różne kolory i stworzyli tunel na lodzie. Pomieszczenia są żółte, zielone, niebieskie, fioletowe – aż do ostatniego, przerażającego, które ma czarny kolor (załoga pomalowała nawet za pomocą sadzy lód), a na jego ścianie wisi wielki niedźwiedzi łeb. Przebierańcy w barwnych strojach obserwują, jak trzech marynarzy przebranych za potwora odprawia swoją maskaradę, jednak gdy przybywa prawdziwa bestia, zabawa nieuchronnie zmierza do tragicznego finału. Wybucha pożar, a wraz z nim panika – ginie mnóstwo ludzi.

Ta scena to oczywiście świetne literackie nawiązanie do opowiadania Edgara Allana Poego „Maska śmierci szkarłatnej” (inaczej: „Maska czerwonego moru”). Tak u Simmonsa, jak u Poego okazuje się, że śmierci nie można uciec, a względnie bezpieczne otoczenie balu i atmosfera zabawy nie oszukają losu. To zresztą niejedyne literackie nawiązanie w „Terrorze”, zostaje tu bowiem przywołana, a nawet obszernie cytowana książka „Lewiatan” Hobbesa, czyli dzieło z zakresu filozofii politycznej.

Jednak największym atutem „Terroru” jest niezwykła atmosfera grozy, którą udało się bez wątpienia wykreować Danowi Simmonsowi. Sugestywne opisy i wyrazisty język powodują, że czytelnik nieomal czuje wszechobecne zimno, że ma wrażenie, że przeniósł się na nieprzyjazne lody Arktyki, gdzie razem z załogą statków walczy z chłodem, głodem i tajemniczym potworem:

(…) Diabeł, który próbował ich zabić w tym białym Królestwie Diabła, miał nie tylko postać porośniętego futrem drapieżnika, lecz był wszystkim, co ich otaczało – nieustępliwym zimnem, wszechobecnym lodem, burzami, brakiem jakiejkolwiek zwierzyny, która mogłaby służyć im za pożywienie, górami lodowymi, które wędrowały przez zamarznięte morze, nie zostawiając za sobą nawet skrawka otwartej wody, wałami lodowymi wyrastającymi znienacka z powierzchni paku, tańczącymi gwiazdami, zepsutym i śmierdzącym jedzeniem w puszkach, latem, które nie nadeszło po wiośnie – wszystkim.

Autor oddał głos wielu postaciom, nie tylko kapitanom obu statków, ale też palaczom, lekarzom i zwykłym marynarzom, raz oddając im głos w dziennikach, raz przedstawiając zdarzenia za pomocą trzecioosobowej narracji. W ten sposób czytelnik może poznać historię z wielu perspektyw – muszę przyznać, że bardzo lubię takie zabiegi narratorskie. Obawiałam się, że monumentalna historia zawarta na prawie siedmiuset stronach może znużyć, jednak nic takiego się nie stało. Przeciwnie – gdy już raz zaczynałam czytać, orientowałam się, że „chwilka” z lekturą trwa już trzecią godzinę, a ja przeczytałam 150 zapisanych drobnym fontem stron…

Na uwagę zasługuje również ze wszech miar profesjonalne wydanie Vespera z obszernym posłowiem dra hab. Grzegorza Rachlewicza z Zakładu Geoekologii Instytutu Geoekologii i Geoinformacji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz mnogością rycin, malowideł i zdjęć na temat wyprawy. Ta cegiełka zapewni wam zajęcie na kilka dni, a potem godnie będzie prezentowała się na półce. Absolutnie polecam.

6/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Vesper:

vesper250

Reklamy

12 thoughts on “„Terror” D. Simmons

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. Faktycznie „Terror” pięknie prezentuje się na półce 🙂 Zachwyca mnie jak pięknie jest wydana książka Simmonsa. Chyba zostawię ją sobie jednak na jesień i zimę 🙂

    • Ja go potraktowałam jako remedium na ciepłe dni – choć właściwie w to lato nie było ich wiele 😉 (Co mi pasuje, bo nie lubię upałów). W każdym razie książka świetna i warto po nią sięgnąć.

  3. Pingback: Podsumowanie sierpnia | Książkowe światy - moje recenzje książek

  4. Cudo, nie terror, przepraszam, „Terror”.
    A wiesz, że całkiem niedawno odkryto wrak statku? Nie wczytywałam się, ale zacofany w lekturze napomykał, że teorie snute przez Simmonsa tracą rację bytu.

    P.S. Posłowie akurat było koszmarnie nudne. 😛

    • Nooo, wiadomo, że teorie teoriami, traktuję „Terror” jednak jako wymysł autorski oparty na prawdziwych zdarzeniach 🙂 Ale książka jest świetna, i mnie posłowie nie nudziło 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s