„Rzeka podziemna” T. Jastrun

Autor: Tomasz Jastrun

Tytuł: Rzeka podziemna

Wydawnictwo: Czarna Owca

Liczba stron: 240

Rok pierwszego wydania: 2005

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Depresja. Podstępna choroba duszy, która więzi chorego w klatce własnego smutku, lęku, obojętności. Znany świat staje się obcy, bliscy ludzie zdają się nieprzyjaźni, a wstanie z łóżka i mierzenie się z kolejnym dniem okazuje się zadaniem ponad siły. „Spać, przespać rok, siedem lat”, jak śpiewała grupa hey, może wtedy minie, może coś się stanie, coś za nas podejmie decyzję i wszystko się skończy. Depresja może dopaść każdego, nawet osobę, której z pozoru niczego nie brakuje do szczęścia: WHO zbadało, że dotyka ona około 350 mln ludzi na całym świecie, co stanowi około 5–6% populacji świata. O jej wystąpieniu decydują przede wszystkim zakłócenia równowagi w systemach neuroprzekaźników w mózgu: serotoniny i noradrenaliny.¹ Historię walki z chorobą przedstawia Tomasz Jastrun w swoim najbardziej znanym dziele pt. „Rzeka podziemna”.

494542-352x500

Bohaterem jest około pięćdziesięcioletni mężczyzna, który nie umie odnaleźć się we współczesnym świecie. Wspomina czasy młodości, czasy działania, „Solidarności”, „drugiego obiegu” i stanu wojennego, gdy wydawało się, że Polacy walczyli o lepszą przyszłość. Jak to zwykle bywa, okazuje się, że „nie o taką Polskę walczyli”: kraj miałki, tonący w beznadziei, w którym bohater nie znajduje celu ani sensu, pełen jak zwykle skorumpowanych polityków, kłamstw, moralnego upadku i obojętności. Mężczyzna pracuje w korporacyjnej firmie reklamowej, gdzie na co dzień zajmują się oszukiwaniem ludzi i wciskaniem im kitu, nad czym czuwa apodyktyczna szefowa. Pewnego dnia, mając tego wszystkiego dość, po dość zaskakującym i żenującym epizodzie, rzuca pracę i pogrąża się w marazmie i chorobach (wyimaginowanych, jak i prawdziwych):

Od małego wsłuchiwałem się w siebie. Myślałem, że tak robią wszyscy, ale to nieprawda. Ludzie są pogodni, śmieją się, snują plany, dlatego że nie wsłuchują się w siebie. To im daje pogodę. Człowiek jest skrzyżowaniem bomby zegarowej, miny przeciwpiechotnej z niezwykle skomplikowanym urządzeniem, w którym są setki tysięcy mikroelementów gotowych w każdej chwili nawalić. Cisza, jaka panuje w naszym organizmie, jest pozorna. Hałasuje pompa ssąco-tłocząca krew, soki żołądkowe wykonują żrącą pracę, włażą na siebie ruchy robaczkowe jelit, mocz gromadzi się z bulgotem w pęcherzu, kał puka do drzwi odbytu. Z setek tysięcy naczyń krwionośnych każde może w każdej chwili stłuc się i nas zabić. Szczęśliwi są tylko ci, co o tym nie wiedzą. Biada nam, którzy istniejemy nad przepaścią nieistnienia!

Bohater próbuje znaleźć cel w coraz bardziej mroczniejącym świecie, balansując między żoną (niby obecną, acz nieobecną, ponieważ nie żyją razem), dwoma niewiedzącymi o sobie nawzajem kochankami i dwojgiem dorosłych już dzieci, każdym z innego związku oraz chorującą na depresję matką. Odkrywa jednak, że mimo kilku osób dookoła i kolejnych kilkunastu, z którymi wymienia maile i SMS-y, jest żałośnie sam. Towarzystwa na co dzień dotrzymuje mu kot Świrek, jednak i on zdaje się powoli odsuwać od mężczyzny. Wszystko oblepia się pajęczyną smutku, lęku i beznadziei – to depresja. Zawsze nadchodzi niespodziewanie: na przykład nagle człowiek staje się bardziej senny (ale nie umie się porządnie wyspać), mniej towarzyski, wyciszony, smutniejszy. Niespodziewanie boi się zewnętrznego świata albo odbierania telefonów, albo cieni na ścianie, albo zupełnie nie wiadomo czego, a umycie się urasta do rangi ogromnego problemu, by po jakimś czasie zdało się czynnością zupełnie zbędną…

Moja bezsenność stała się chroniczna. Po smutnym dniu kładłem się do łóżka, myśląc ze zgrozą o zbliżającej się nocy. Myśli kłębiły się i ocierały boleśnie o siebie. Czas płynął, potykając się co chwila, zasypiałem nie wiadomo kiedy, by nie wiadomo kiedy się budzić. Byłem ciężko chory, ale była to dziwna choroba, jakby gniła mi dusza.

Tomasz Jastrun niezwykle prawdziwie i wyraziście oddał uczucia i wrażenia, jakie towarzyszą osobie chorej na depresję. Jako że sama niestety znam dobrze jej objawy, byłam pewna, że i autor się przed nią nie uchronił – i rzeczywiście, pisarz od lat zmaga się ze swoją „rzeką podziemną”. W powieści moment wpadnięcia w chorobę nazywa bohater „godziną D”. Zaburzenia depresyjne opisuje w sposób niezwykle poetycki, choć nie stroni też od dosłownych określeń, które mogą oburzyć co wrażliwszego czytelnika. Niewybredne są też opisy seksu czy może powinnam raczej powiedzieć – aktów seksualnych. Nie jestem osobą pruderyjną, ale muszę przyznać, że te fragmenty podobały mi się najmniej, były niby pełne namiętności, ale jakiejś takiej zimnej i żałosnej. Ostatnie podrygi samca, którego dopadają zaburzenia erekcji… Bardzo to było wszystko rozpaczliwe i wręcz ulżyło mi, gdy bohater zaprzestał seksu.

Pisarz nie oszczędza mężczyzny, który przechodzi przez wiele odcieni i etapów depresji – aż do myśli samobójczych. Po drodze jednak próbuje psychoterapii, leków psychotropowych, łyka xanax jak rodzynki w czekoladzie, a gdy nie przynosi to żadnych efektów, oddaje się coraz bardziej wymyślnym terapiom na pograniczu nauki i zwykłego szarlataństwa. Wszystko na nic…

W godzinie D każdy jest tylko małą mięsną kulką, unoszoną przez mroczne, kosmiczne prądy. Kulką o czułych oczach, gdy mięsień serca tłoczy krew, aby podtrzymać życie.

Ogromnym autem „Rzeki podziemnej” jest jej język, którego nie zawaham się nazwać poetyckim. Jastrun opisał straszną chorobę w piękny sposób – i może tylko to pozwala przebrnąć przez ponad 200 stron tego bólu i braku nadziei. Nie jestem jednak pewna, czy ktoś, kto sam nie spotkał się z depresją, będzie w stanie docenić kunszt i realizm opisów autora. To książka momentami męcząca, tak jak męcząca jest ta choroba duszy. Mimo wszystko polecam, ku zrozumieniu, bowiem wciąż zbyt często słyszy się krzywdzące stereotypy na temat tego groźnego schorzenia, a zdania w rodzaju: Weź się za siebie, jak się czymś zajmiesz, to pierdoły ci nie będą w głowie! mogą naprawdę wyrządzić wiele krzywdy. Nie oceniajmy, starajmy się pomóc. I obserwujmy swoich bliskich – depresja, im wcześniej leczona, tym ma szansę być łagodniejsza w przebiegu.

Gdyby powstały gabinety nieseksualnego, serdecznego przytulania, stałbym się ich stałym klientem. Dlaczego jeszcze nie powstała sieć takich usługowych punktów, gabinety docieplania, przecież tak marzniemy na naszym lodowcu?

4+/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca:

czarna owca


¹ https://pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenia_depresyjne

Reklamy

6 thoughts on “„Rzeka podziemna” T. Jastrun

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. Pingback: Podsumowanie sierpnia | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s