„Porcelanowy konik” H. Tursten + KONKURS!

Autor: Helen Tursten

Tytuł: Porcelanowy konik

Wydawnictwo: Replika

Liczba stron: 408

Rok pierwszego wydania: 1998

Źródło: Egzemplarz recenzencki

Wyzwanie: Czytam opasłe tomiska (408 stron), Klucznik (Ładne oczy masz, Powieść kryminalna)


Helene Tursen to w Polsce autorka praktycznie nieznana. W Szwecji, skąd pochodzi, jest zapewne lepiej kojarzona, jeśli nie za sprawą cyklu książek z inspektor Irene Huss, to może choć z serialu, który na jego postawie nakręcono (a było aż 12 sezonów!). W Polsce natomiast do tej pory przetłumaczone zostały dwie jej powieści kryminalne: „Zabójcze domino” (w 2010 roku) oraz „Porcelanowy konik”, czyli tom pierwszy serii z inspektor Huss, który to właśnie miałam okazję czytać. Czy Tursten mnie zaskoczyła i wciągnęła w skomplikowaną kryminalną zagadkę?

456425-352x500Jest ciemny, ponury listopadowy dzień. Policja zostaje wezwana na miejsce wypadku: z balkonu wyskoczył mężczyzna. Wydaje się, że to samobójstwo, ale nikt nie widział szczegółów zdarzenia. Najbliżej była pewna staruszka, która akurat wyszła na spacer z psem i zauważyła kątem oka, jak ciało Richarda von Knechta z niezwykłą siłą uderzyło o bruk. Do sprawy, która wcale nie jest tak prosta, jak się początkowo wydawało, zostaje wezwana inspektor Irene Huss, młoda, ale dobra policjantka. Gdy wychodzi na jaw, że ktoś prawdopodobnie „pomógł” Richardowi wypaść z balkonu, w mieście zaczyna wrzeć: media podchwytują temat, węsząc sensację. Von Knechtowie to bogata rodzina, a jej nestor był znanym biznesmenem. Mężczyzna dorobił się na akcjach, był też właścicielem dobrze prosperującej restauracji. Ród von Knechtów skrywa niejedną tajemnicę. Inspektor Huss próbuje wyjaśnić zależności między jej członkami, ale jak to zrobić, gdy Sylvia, żona denata, jest w szoku i dochodzi do siebie w szpitalu psychiatrycznym, jego chorowity syn Henrik nie bardzo chce współpracować z policją, a Charlotte, szwagierka zmarłego, udaje głupszą, niż jest? Wszyscy zgodnie trzymają usta na kłódkę, bo w końcu kto chce, by brudne sekrety jego rodziny ujrzały światło dzienne? Jednak Irene Huss jest zdeterminowana i metodyczna, i choć śledztwo się komplikuje, giną kolejne osoby, a niebezpieczeństwo czyha na nią i jej rodzinę, nie poddaje się. Co mają z tym wspólnego motocyklowe gangi, narkotyki i… co wiedziała sprzątaczka rodziny von Knecht, Finka Pirjo?

Przyznam od razu, że z „Porcelanowym konikiem” miałam pewien problem – nie potrafiłam zaangażować się w lekturę. To nie jest zła książka, to jest książka do bólu przeciętna. Śledztwo niby się toczy, ale jakoś niemrawo, tajemnice, które powinny być szokujące, zbywa się machnięciem ręki, rodzina von Knechtów wzbudza co najwyżej irytację, i jeśli mam wymienić coś, co tę książkę trochę ratuje, to jest to postać inspektor Irene Huss. Nie jest może aż tak wyrazista, jak inni znani mi inspektorzy czy komisarze, ale ma charakter: twarda policjantka o przenikliwym umyśle, a prywatnie żona i matka dwójki niesfornych bliźniaczek, które właśnie wkraczają w swój najgorszy okres, czas buntu i głupich decyzji. Gdy jedna z nich zaczyna się spotykać ze skinheadem, a następnie goli sobie głowę, Irene Huss jest bezsilna. Córka twierdzi, że po prostu lubi tę muzykę i nie utożsamia się z nazistowską ideologią, jednak słowa śpiewanych przez jej zespół piosenek mówią co innego. Muszę przyznać, że ten wątek, choć poboczny, bardzo mnie zaciekawił. Problem skrajnego nacjonalizmu jest bolączką w krajach skandynawskich, więc cieszę się, że Helene Tursten poruszyła ten temat.

Porzuciliśmy próby wejścia do tego trudnego społeczeństwa już na samym początku. Lepiej było poddać się dobrowolnie, niż walczyć. Dlatego wiele osób solidaryzuje się z grupami radykalnymi, w których szuka siły. Łatwo się wtopić w taką grupę i zdobyć tożsamość, ponieważ wszyscy wyglądają podobnie w swoich glanach, wojskowych uniformach, z gołymi głowami. Wywołują postrach u innych ludzi, kiedy się tylko pojawią. Młodzi ludzie uczą się i szukają wsparcia w gotowych argumentach. Ich przywódcy robią na nich wrażenie, kiedy stoją i krzyczą swoje hasła przy grzmocie gitar i ciężkich bębnów w tle. Jak fajnie, gdy nie trzeba samemu myśleć! Tylko maszerować!

Niestety Tursten poległa na rzeczy w kryminale najważniejszej – na śledztwie. Opisy czynności podejmowanych przez policjantów ciągnęły się jak flaki z olejem i powodowały, że co i rusz łapałam się na tym, że odpływałam myślami gdzieś daleko, a ostatnie dziesięć linijek czytałam zupełnie bez udziału świadomości. Cofałam się więc, zanurzałam znów w tekst i… czułam się znużona. Może taka właśnie – żmudna, nudna i nieprzynosząca szybkich rozwiązań – jest praca policjantów, ale uważam, że dobry kryminał powinien przedstawić to wszystko tak, że czytelnik nie jest w stanie odłożyć książki. Tymczasem podczas lektury „Porcelanowego konika” złapałam się na tym, że… gdy miałam ostatnie 70 stron do końca, zamknęłam książkę, kompletnie nieciekawa tego, jak cała sprawa się zakończy. Ostatecznie oczywiście dokończyłam lekturę, ale zamiast pełnego ekscytacji okrzyku, wydobyłam z siebie jedynie lekkie prychnięcie. No dobrze, więc to już, a więc to tak? W porządku.

Problemem tej powieści jest jej język. Nie wiem, czy Helene Tursten jest niezbyt dobrą pisarką czy zawalił tu zespół redaktorsko-korektorski. Liczba zaznaczek rosła w zastraszającym tempie, lecz niestety nie były to ciekawe cytaty, którymi chciałam się z wami podzielić, a błędy! Błędy, koślawe sformułowania, językowe potworki. U Tursten wyspy kuchenne tronują na środku pomieszczenia, zestresowana kobieta ma ściśnięty głos (zamiast gardła), słuchawki telefonu są odbierane, a nie podnoszone (chciałoby się spytać: kto je odbiera i skąd?), tabletki (bynajmniej nie rozpuszczalne) zostają wypite, a nie połknięte, a bohaterka czuje ból w okolicy swojego (prawdopodobnie złamanego) żebra, ale właściwie to prawie nic nie czuje (strasznie niezdecydowana ta bohaterka! Kobiety…). A gdy już zobaczyłam w tekście słówko zawachał, to zaczęłam się wahać i zastanawiać, czy ta książka w ogóle przeszła korektę. Podobno tak. Niestety – za dużo tych błędów, bym mogła przymknąć na nie oko.

Reasumując: to nie jest zły kryminał, ale nie jest też dobry. Szkoda, że największe emocje wzbudziły u mnie uchybienia redaktorskie i korektorskie, inaczej może spojrzałabym na tę historię przychylniejszym okiem. Muszę jednak powiedzieć, że polubiłam postać inspektor Huss, więc jeśli chcielibyście sięgnąć po pierwszy tom cyklu z twardą policjantką, to macie choć jeden dobry powód.

3/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Replika:

replika logo

Może więc… konkurs? Jeśli chcecie się przekonać, czy śledztwo w sprawie śmierci Richarda von Knechta zaciekawi Was bardziej niż mnie, mam dla Was jeden egzemplarz powieści Helene Tursten. Co zrobić, by wygrać „Porcelanowego konika”?

  1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga tanayah czyta. Nagrodę sponsoruje wydawnictwo Replika.
  2. Konkurs trwa od 8.06. do 16.06. włącznie (do godziny 23.59).
  3. Aby wziąć udział w konkursie, należy odpowiedzieć na pytanie: Jaki kryminał wciągnął Cię tak, że wprost nie mogłeś/nie mogłaś oderwać się od lektury?
  4. Odpowiedzi umieśćcie w komentarzu pod tą notką. Czekam na Wasze tytuły! Może zachęcicie mnie do sięgnięcia po naprawdę dobry kryminał? 🙂
  5. W zgłoszeniu w odpowiednim polu wpiszcie swój adres e-mail, żebym mogła się skontaktować ze zwycięzcą.
  6. Komisja konkursowa jest bardzo mała i składa się ze mnie 😉 Po zakończeniu konkursu wylosuję jedną odpowiedź.
  7. Po wyłonieniu zwycięzcy umieszczę na blogu oraz na moim fanpage’u informację o wyniku.
  8. Potem pozostanie mi tylko czekać na Wasze adresy. Książki będą wysyłane wyłącznie na terenie Polski.

Powodzenia! ❤

Reklamy

8 thoughts on “„Porcelanowy konik” H. Tursten + KONKURS!

  1. Ojej, aż oczy bolą od tego końcowego akapitu o błedach. Naprawde to wyszło w takim stanie? ja podziękuję, dlatego że kryminałów bardzo mało czytam, a po takiej lekturze mogłabym mieć tylko większy uraz, hehe 😉

    • No, poleciłabym kilka innych kryminałów zamiast tego 😉 Jak ktoś jest mniej wrażliwy na błędy niż ja, i skupi się bardziej na śledztwie, to może sięgnąć 😉

  2. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  3. Fakt, arcydzieło to nie jest i błędy dają po oczach. Małe sprostowanie: wydano u nas dotąd 4 powieści Tursten, prócz wymienionych „Śmierć przychodzi nocą” i „Mężczyźni, którzy lubią niebezpieczne zabawy”. Drugą polecam, bo jest naprawdę mocna.

  4. Pingback: Podsumowanie czerwca | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s