Pokaż swoją biblioteczkę! cz. 1

Cześć kochani! Dziś, 23 kwietnia, jest szczególny dzień dla wszystkich książkofilów, książkolubów i książkoholików: Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich! Jest to doroczne święto organizowane przez UNESCO, mające na celu promocję czytelnictwa, edytorstwa i ochrony własności intelektualnej za pomocą praw autorskich (za: Wikipedią). Czy wiecie, że ustalono tę datę ze względu na to, że w tym dniu 1616 roku zmarli  Miguel de Cervantes, William Szekspir i historyk peruwiański Inca Garcilaso de la Vega, a pomysł na to święto narodził się w Katalonii? W tym miejscu Hiszpanii 23 kwietnia to dzień świętego Jerzego, a zgodnie z długą tradycją, kobiety obdarowywano w tym dniu czerwonymi różami, mającymi symbolizować krew smoka pokonanego przez św. Jerzego. Później kobiety zaczęły odwzajemniać się mężczyznom podarunkami z książek. Miły zwyczaj, prawda?

Z tej okazji postanowiłam zorganizować wraz z polskimi pisarzami coś wyjątkowego i podarować Wam, moim czytelnikom, specjalną notkę, w której autorzy „wpuszczą mnie do domu”, w swą prywatną, książkową strefę i pokażą… swoje biblioteczki 😀 Cała akcja zaczęła się dla mnie pierwszego marca 🙂 Pisałam, wysyłałam wiadomości, czekałam na odpowiedzi i teraz, po ponad półtorej miesiąca mogę pokazać Wam efekt 😀 Pozytywnie do prośby odniosło się dziewiętnaścioro pisarek i pisarzy! Dziękuję Wam z całego serca, cieszę się, że jesteście częścią mojej akcji i że razem możemy na moim małym blogowym podwórku popromować literaturę ❤

Wszystkie materiały zostawiłam w takiej formie, w jakiej je otrzymałam. Niektórzy z Was, autorów, pisali mi, że mogę poskracać teksty lub wybrać tylko niektóre zdjęcia, ale ja chcę pokazać wszystko, żywiąc nadzieję, że moich czytelników te fotografie i opisy zainteresują tak samo jak mnie 🙂 Jesteście gotowi?

Uwielbiam Was wszystkich, więc żeby nikogo nie wyróżniać lokatą, ułożyłam Wasze nazwiska alfabetycznie 🙂

Bonowicz Karina – autorka takich książek jak „Pierwsze koty robaczywki” czy „I tu jest bies pogrzebany”:

12899992_883217981804492_2012498521_n12939654_883217991804491_1911087013_n

Nie mam pojęcia, ile mam książek. Mało tego, nie wiem nawet, jakie dokładnie książki mam na półce. Bo książki się u mnie półki nie trzymają. To znaczy głównie trzymają się te, które przeczytałam tylko raz i na razie nie mam ochoty do nich wracać albo te, których nie przeczytałam w ogóle, bo… były niefortunnym prezentem. Oczywiście, niefortunne prezenty książkowe to wciąż temat tabu, ale może należy w końcu przerwać tę zmowę milczenia i powiedzieć to głośno: nawet książkoholikom zdarza się skrzywić na widok książki, o której wiedzą, że nigdy jej nie przeczytają, nawet pod groźbą śmierci z nudów. Dlatego na mojej półce wciąż stoi chociażby książka pt. „Ruch robotniczy w Polsce Ludowej”, którą dostałam jako nagrodę od nauczyciela historii i nawet ja, mimo bujnej fantazji, nie mam pojęcia, co z nią zrobić.

Co do topografii mojego księgozbioru, to kojarzę jedynie – mniej więcej, oczywiście – miejsce, gdzie stoją słowniki, bo zdarza mi się jeszcze w tym świecie, w którym ortografia i interpunkcja bywają mylone z nazwami egzotycznych chorób, wciąż do nich zaglądać. Generalnie moja zasada układania książek polega na tym, że je wciąż… dokładam. I tu pojawia się problem, bo w pewnym momencie nie ma już gdzie dokładać. Dlatego trzymam je wszędzie i gdzie popadnie. Chociaż głównie w okolicach łóżka, bo w moim mieszkaniu uprzywilejowane miejsce książki znajduje się pod łóżkiem, czyli w zasięgu ręki i to głównie wieczorową porą. Do faworytów (nie mylić z lizusami) należą takie, które ledwo „trzymają się na nogach” od ciągłego zaglądania i takie, które ze mną podróżują, a potem – z racji tego, że im też należy się odpoczynek po podróży – trafiają z powrotem pod łóżko. Taką książką jest np. „Sprzedawca broni” Hugh Lauriego, jak na razie jedyna książka napisana przez serialowego dra House’a, która jest dla mnie jak ibuprom – czytam ją w razie nagłej i palącej potrzeby. Potrzeby czarnego humoru, rzecz jasna. Pod łóżkiem trzymam też kilka kryminałów, żebym miała się czym przestraszyć przed snem. I mimo że wiem, kto zabił, zawsze jest to dla mnie zaskoczenie. Udawane, rzecz jasna.

Skoro mowa o książkach, to muszę się przyznać do czegoś na temat zakładek do nich, żeby nie poczuły się obrażone. Chociaż po tym, co za chwilę usłyszą, nasze stosunki mogą się znacznie pogorszyć. Mimo że non stop dostaję jakieś zakładki w prezencie, nie pamiętam, gdzie są i najczęściej zakładam książkę czym popadnie. Jestem mistrzynią, jeśli chodzi o dziwne zakładki do książki. I nie chodzi tu wcale o to, że kolekcjonuję zakładki, ale że zwykle gubię te, które mam albo o nich zapominam i zamiast szukać ich na gwałt, zakładką staje się to, co mam akurat pod ręką. Kiedy przychodzi co do czego zakładam książkę czym popadnie: paragonami, ulotkami, chusteczkami higienicznymi, żółtymi karteczkami samoprzylepnymi, ale także ołówkami i długopisami, podkładkami pod kubki, a nawet zdarza mi się tam wetknąć… telefon komórkowy. Lista tych „zakładek” jest naprawdę długa… Chociaż w erze e-booków zakładki chyba są coraz mnie potrzebne. Co do samych e-booków, to, co prawda, nie można ich trzymać pod łóżkiem ani powąchać zaraz po zakupieniu, ale bronią się tym, że zajmują mało miejsca w mieszkaniu. A w zasadzie w ogóle nie zajmują miejsca. Chociaż muszę przyznać, że wciąż, kiedy proponują mi książkę do recenzji w dwóch formatach, zawsze wybieram papier. I nie sądzę, żeby to się miało zmienić w najbliższym czasie. Poza tym, tak naprawdę papieru nic przecież nie zastąpi. Pomyślcie o tym, kiedy będziecie chcieli zastąpić e-bookiem papier toaletowy. Przekonujące, prawda? 😉

Bulicz-Kasprzak Kasia – autorka takich książek jak „Dom na skraju” i „Szlachetne pobudki” (z cyklu Po sąsiedzku) oraz innych, m.in. „Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna” oraz „Inna bajka”:

Cuprjak Rafał – autor książki „Po drugiej stronie”:

31b3fbba-bb2b-4c10-8b5a-fd80ee073482691d17fa-c56b-4e63-8046-17b903412b76b99f0510-a197-44d0-8290-d347bcde0068

Nigdy nie liczyłem [swoich książek], pewnie [jest ich] kilkaset. Ale tak naprawdę od niedawna kupuję książki. Wcześniej bardzo często korzystałem z bibliotek, wymieniałem się książkami ze znajomymi. Dlatego nie jest ich aż tak wiele, jak mogłoby być.

Nie mam ulubionego gatunku, ulubionego autora. Na półkach mojego regału można znaleźć zarówno poezję, reportaże, jak i fantastykę, czy kryminały.

[Najstarsza książka to] Pamiątka po babci mojej żony, czyli podręcznik medyczny „Bilz, Das neue Naturheilverfahren” z 1900 roku. Jest też album o Pierwszej Wojnie Światowej „Der Weltkrieg im Bild” z 1927 roku. Ale króluje literatura współczesna.

[W mojej biblioteczce] Panuje kompletny chaos. Czyli Dostojewski przytula się do Kinga, Zagajewski do Saramago, a Marquez do Kapuścińskiego. Najważniejsze, żeby były pod ręką.

Kalicka Manula – autorka takich książek jak „Dziewczyna z kabaretu”, „Szczęście za progiem” oraz wielu innych:

1656088_10153866393451878_4101788677792056333_n12321671_10153866368911878_6390309140696917702_n12670376_10153866363541878_6277311216079994294_n
12790847_10153866361956878_3601924589799893723_n12795360_10153866391636878_6024623760406380844_n12799385_10153866374281878_4766101352182699035_n12800404_10153866363991878_4999404198959231842_n12803142_10153866364796878_1712890330892675656_n12805989_10153866375346878_8611060438008422843_n12806089_10153866373326878_2330927077259577349_n12809601_10153866370746878_3484012360427053150_n12821345_10153866370026878_2463378757055813705_n

Biblioteka to świat cały –  tak uważam, przynajmniej ta jego lepsza część. Nawet, gdy książki pokazują zło, to łatwo z nich wyciągnąć dobro. Bo zło w książkach nie jest po nic, nie jest bezrozumnie – tak jak w życiu.  Książki zbieram od dziecka, i wiele z tych dziecinnych książek jeszcze mam. Śliczną książeczkę o bursztynie Anny Bańkowskiej z dedykacją mojego ojca czy Szatana z siódmej klasy, wyszantażowanego na  mamie, kiedy to ja, dość grzeczna dziewczynka, odmówiłam odejścia od księgarni i od stojącej na wystawie książki. Właściwie literatura była wielką przygodą dzieciństwa i czymś, co zaznaczyło, zastygmatyzowało moje życie, bo to ona towarzyszy mi zawsze. Bez książek byłabym nikim.

Ile mam  książek ? Nie wiem. Mnóstwo 🙂

Kilka tysięcy zapewne. W każdym pomieszczeniu dość dużego domu, poza jednym pokojem, mam książki. Różne, z różnych bajek.  Dziecięce, młodzieżowe, biografie, całe serie, polonistyczne, książki modne w latach 70, te które się czytało w latach późniejszych, porządnie pozbierane serie, potem nieco przetrzebione przez przeprowadzki i pożyczki, bo lubię, gdy książki są czytane.. Miewałam przypływy gotówki, gdy kupowałam księgozbiory – mam np. dużo książek z biblioteki Wiktora Hahna, wybitnego bibliografa, ale też nauczycielki z pobliskiego domu, która idąc do domu opieki sprzedała mi, dziewczynce, za, pamiętam, 50 zł mnóstwo literatury główniej francuskiej wydawanej na prawie pakowym papierze w latach 40/50 przez Książkę i Wiedzę. Później kupiłam na Starówce całego Balzaca, o którym marzyłam od lat. Ale, w sumie, wszystkiego jeszcze nie przeczytałam. To to bywa ze zrealizowanymi marzeniami. Mam też kryminały peerelowskie, i późniejsze. Jaka to była radość, gdy się na nie trafiło w księgarni. Robiły dzień. Zbierałam tez przedwojenne książki dla dzieci. Ale przestałam. Nie mam czasu ich czytać. I sama uroda okładek nie wydaje mi się wystarczającym powodem.

Książki, ich los, pasja do nich,  stanowią temat snujący się w tle mojej ostatnio wydanej powieści Dziewczyna z Kabaretu. A także kanwę nowo pisanej części dalszej – na razie pod roboczym tytułem Koniec i początek. Tu opowieść jest m.in. osnuta na historii odzyskiwanych książek z biblioteki UW.

Pyta pani o systemy układania.  Ustawiam tematycznie ; tu pamiętniki XIX wieczne, tu XX wiek, tam aktorzy, wyżej historiografia, listy, ciekawostki itd. Literatura amerykańska, angielska. Teoretycznie powinnam wszystko znajdywać, ale praktycznie, gdy czegoś szukam to akurat szlag trafił i diabeł ogonem nakrył. Nie czytałam wszystkiego co mam, i nie wiem czy przeczytam. Wątpię. Teraz dużo czytam na kindle, też słucham audiobooków. Mniej kupuję klasycznych książek.

 Czasami, ba, często mam ochotę rzucić wszystko i tylko czytać.

Ale nie wiem, czy bym dała radę tylko czytać. Życie jest takie ciekawe i ucieka, wiec  wybieram życie. A książki są cierpliwe, czekają.

Kalinowski Grzegorz – autor takich książek jak „Śmierć frajerom” i „Złota maska”:

0a744fe5-4a3f-43df-84d0-91e70b02bbfd1c2a1b43-2254-4b8d-9f6d-05e364c46fc45de308df-a821-4812-8dae-24312f5eae8a5fdfa551-f578-4250-b4ce-cea5e048df3b6a7a9ec5-677e-44ed-95f9-a9986852cfd59d98f2d3-6560-43f5-b280-68364a00e63d9f4334fa-b7ab-4a0d-ae3e-51583a1b89cb16a0a594-b9aa-4bd8-9331-190b0c9312b717ad6f83-0b82-4031-a7dd-0f711cb5853921ee6254-9bbd-46a8-b5e1-d1114d0d5f1fade61638-9b21-4313-9625-8448c5fdf4a0ecb4e227-0bb5-411a-b628-44dfc294b3beee155838-b040-4efd-a8fc-577ddffcb8d4

Dobry wieczór, Pani Karolino z książkami mamy problem i to nie mały. Za dużo czytamy :), za dużo kupujemy 🙂 i za bardzo się do nich przywiązujemy. W Warszawie rozrzucone są po całym domu i sąsiadują z drugą częścią nałogu płytami z muzyką oraz DVD. Na początek „biblioteczka podręczna” czyli książki w salonie gdzie na ogół piszę. To co ma być pod ręką stoi na podłodze za kanapą oraz „zdobi” kominek. To jest +- 80 książek.

Właściwa biblioteka podzielona jest na dwa pokoje, które należą do naszych synów. U starszego Józka (16 lat) stoją dwa regały, w których są przede wszystkim książki historyczne i Varsaviana. Pod sufitem ma jeszcze zbiór wojskowy i przewodniki, a w mniejszym regale głownie „Normanydejwisy” i serię historyczną wydawnictwa Znak. Sporą część tych książek Józek przeczytał i został laureatem konkursów historycznych w szkole podstawowej i gimnazjum.

U młodszego syna, Klima (14 lat) mieszkają powieści, biografie i powieści historyczne. Powieściowy regał to spory zbiór pisarzy polskich, amerykańskich i iberoamerykańskich. Na honorowym miejscach Vonnegut, Irving i Heller. Ten ostatni napisał jedną z naszych ulubionych książek i nie jest „Paragraf 22” (choć i ten z Żoną lubimy) lecz „Bóg wie”. Na półce pod sufitem biografie i powieści historyczne.

W przedpokoju na piętrze trzymamy literaturę faktu, albumy i encyklopedie.

W garażu samochód stał krótko. Został przerobiony na salę prób synów, oraz miejsce gdzie trzymam płyty z muzyką oraz mam swoje biurko i komputer, na którym montowałem filmy. Płyty i filmy są dla mnie równoprawnymi członkami wspólnoty bibliotecznej.

Książki, płyty i filmy rozpływają się po domu, więc część z nich musiała wyjechać na działkę. Tam jest większość filmów, niemal wszystkie kryminały i książki sensacyjne oraz część powieści historycznych. Jedno pomieszczenie to prawnicze książki, kodeksy i podręczniki Beaty, która pisze pracę habilitacyjne. Nasze wyjazdy wyglądają zabawnie, często w samochodzie jest sto książek, do czytania i pisania.

Kisiel Marta – autorka takich książek jak „Dożywocie” i „Nomen Omen”:

0d3dbd85-84d6-4eaf-bbe6-eaaecae6b38d

4d3f989e-0512-495a-ad88-cadd04103e6eaa79ec9a-b97d-441f-a739-d689bb39553c

Nie mam pojęcia, ile dokładnie książek obecnie zalega u mnie na półkach, obstawiam jednak, że dobijamy — pomału, lecz konsekwentnie — do tysiąca. Znaczy, głównie dobijam ja, przy okazji dobijając tym faktem mego szanownego małżonka, który książki kupuje napadowo, ja zaś w trybie ciągłym nieprzerwanym z okresami nasilenia, na dodatek wciągając w ten niecny proceder nieodrodne dziecko. Osobiście uważam, że tysiąc to mało, malutko wręcz, zaledwie skromny zaczątek równie skromnego księgozbioru, gdyż albowiem nie istnieje taka liczba książek, która podpadałaby pod kategorię dużo. Nie i już.

Jeżeli chodzi o gatunki, trudno byłoby wskazać jeden dominujący. Najwięcej mam chyba książek z zakresu historii, zwłaszcza historii literatury, ale też życia codziennego, tanatologii czy medycyny. Po części wynika to z mojego wykształcenia, po części z osobistego zainteresowań, po części zaś z głębokiego przeświadczenia, że nigdy nie wiadomo, co się przyda do następnego researchu. Uwielbiam chomikować przedziwne książki na przedziwne tematy, dlatego na moich półkach można znaleźć i antologię polskich wierszy nagrobnych, i dzieje niemieckiej medycyny romantycznej, i atlas sztuki wojennej w średniowieczu. Absolutną mistrzynią w wyszukiwaniu podobnych tytułów jest moja przyjaciółka, mózg zewnętrzny i muza w jednym. Kocham ją za to miłością niewyobrażalną i niewyrażalną, a moi czytelnicy powinni jej wystawić pomnik.

Na drugim miejscu pod względem liczebności reprezentantów plasuje się chyba fantastyka ex aequo z klasyką literatury polskiej i światowej. Aczkolwiek klasyka trochę oszukuje, bo tylko dzieła zebrane Mickiewicza albo pierdylion wydań dzieł Słowackiego, które z lubością gromadzę, zajmują już dwie półki. Najmniej — choć wcale nie tak mało — posiadam chyba literatury współczesnej z tak zwanego mainstreamu, ale ze wszystkich sił nadrabiam braki i w tej kategorii. Idzie mi całkiem nieźle, wszak chcieć to móc!

Chyba nikogo nie zdziwi szczególnie informacja, że najstarsze książki w mojej kolekcji to dzieła Juliusza Słowackiego — tłumaczenie Księcia Niezłomnego Calderona de la Barki (1891), Trzy poemata (1921), Lilla Weneda (1924) i Maria Stuart (1928). Swoją drogą, Lilla Weneda to szczególny przypadek, taka kolekcja w kolekcji. Z zapałem godnym albo lepszej sprawy, albo zintensyfikowanych działań leczniczych zbieram przeróżne jej wydania. Obok Piotrusia Pana w Ogrodach Kensingtońskich to bezapelacyjnie moja najukochańsza książka. Z kolei o miano książki najbardziej zaczytanej walczą od lat Słoneczniki Haliny Snopkiewicz i pierwsze trzy tomy pierwszego wydania Autobiografii Joanny Chmielewskiej.

Na początku, kiedy dorobiliśmy się nowych regałów na wymiar, bardzo starannie podzieliłam księgozbiór. Tu fantastyka, tam powieści współczesne, tu klasyka, tam Chmielewska, do tego odrębna półka na Pratchetta, odrębna na powieści gotyckie, odrębna na albumy oraz mnogość półek na książki naukowe i popularnonaukowe. W najdalszym kącie — żebym ich za często nie widywała, bo mam lekką traumę — stoją książki absolutnie straszne i przerażające, czyli Kant, Platon i insze pozostałości po filozoficznych studiach szanownego małżonka, z zaszczytnym wyjątkiem w postaci Trzeciego szympansa, którego egzemplarz wniosło do wspólnego majątku każde z nas, bardzo z tego faktu dumne. Tak, na początku bardzo ładnie to wyglądało. A potem zaczęło się, rzecz jasna, ustawianie rządków drugich i trzecich, przemieszczanie, przesuwanie i dopychanie kolanem, krótko mówiąc — kombinowanie jak koń pod górę, byle się jakoś pomieścić w jednym pokoju i z księgozbiorem, i z kolekcją gier planszowych, która z jakiegoś powodu wciąż i wciąż się rozrasta, chociaż co rusz padają zapewnienia, że w tym roku to już szlaban, żadnych nowych nie kupujemy. Na szczęście kupowane potajemnie ebooki nie rzucają się tak bardzo w oczy…

Klejzerowicz Anna – autorka takich książek jak „Medalion z bursztynem”, „List z powstania”, „Sekret czarownicy” i wiele innych:

12421408_1158145030886268_1074895533_n12910161_1158143297553108_944131031_n12919196_1158146147552823_1349424812_n12921028_1158137530887018_1898268566_n12935387_1158145840886187_1166111388_n12939658_1158137927553645_433451562_n

Moja biblioteczka… No cóż, ja w zasadzie nie mam biblioteczki. Książki to moja codzienność i moja praca, są wokół mnie, współżyją ze mną. Te z moich zbiorów znajdują się dosłownie wszędzie: na półkach, na parapecie, na strychu, w garażu, na biurku, krzesłach, w kartonach, nawet na kocim drapaku. Koty już przywykły, więc drapią tapczan. Coś za coś. Ile tych książek mam, nie zliczę. Zresztą nawet już nie próbuję. Kiedy kilkanaście lat temu przeprowadzałam się z bloku na wieś, było ich ponad 2 tysiące. Od tamtej pory część znalazła swoje miejsce w miejscowej publicznej bibliotece, ale sporo też przybywa na bieżąco – taka rotacja. Z racji tego, że sama piszę kryminały i recenzuję głównie literaturę kryminalną dla portalu „Książka zamiast kwiatka”, tych jest w moich zbiorach wyjątkowo dużo, lecz nie tylko: przeważają zdecydowanie opracowania z dziedziny historii (zwłaszcza starożytnej), archeologii, historii sztuki. Także albumy z malarstwem. No i ukochana literatura, dawna i współczesna. Mam też trochę bardzo starych książek, najstarsza pochodzi z ok. 1800 roku i jest to „Dworzanin polski” Łukasza Górnickiego, ukochana „zdobycz” to także oprawiony rocznik Gazety Warszawskiej z 1816 roku. Odziedziczyłam też po Tacie zbiór reprintów z lat siedemdziesiątych, całą półkę, na której chętnie śpią nasze koty. I chyba tylko te są ułożone według jakiegoś planu, jeszcze przez Ojca, a ja tam niczego nie zmieniam. Nawet moje własne, to znaczy przeze mnie napisane książki, nie otrzymały żadnego honorowego miejsca. Kiedy muszę znaleźć pilnie jakiś egzemplarz autorski, szukam dosłownie wszędzie, przetrząsając cały dom do góry nogami. Zwykle znajduję go tam, gdzie bym się nie spodziewała. Dlatego ostatnio coraz liczniejsza część mojej „biblioteczki” mieści się również na czytniku. To naprawdę bardzo wygodne rozwiązanie dla fanatyków czytania, kiedy fizycznego miejsca zaczyna brakować… Serdecznie polecam i pozdrawiam Anna Klejzerowicz

Knedler Magdalena – autorka takich książek jak „Winda”, „Pan Darcy nie żyje” i „Nic oprócz strachu”:

4f2341be-99f8-483e-a2d4-b390904cba476a87655d-59b6-4c88-948a-d6341bc485a429a071da-7ae1-4944-a38b-7ae270410de5662ba5aa-aef4-4a5e-ad73-9c33e9fe2e3b978af1cc-083e-4d92-ad67-ea0aa8b46aeba9602d11-e60d-4ac8-afe4-e797feff38c1

Uwaga, będę bluźnić. Otóż książki nigdy nie kojarzyły mi się z bibliotecznym porządkiem. W moim domu rodzinnym czytaliśmy wszyscy i bardzo dużo. Dlatego książki były wszędzie – na biurku, na szafce nocnej, na stoliku kawowym ułożone w stosik (przy kawie wszak najlepiej się czyta!), w kuchni na blacie (mieszanie potraw w garnku jest taaaakie nudne), na parapecie (to, co w książce, często jest ciekawsze, niż to, co za oknem…), i wreszcie – w łazience… (tak, tak, niestety czytam w wannie).

Teraz, w moim własnym domu, jest bardzo podobnie. Czytam dużo i wszędzie. A książek na półkach nie układam według żadnego klucza – chyba że mam w swoich zbiorach kilka książek tego samego autora, którego bardzo lubię (jak Pratchett). Wówczas rzeczywiście staram się ustawić je wszystkie obok siebie. Utrzymuję też względny (!) porządek w albumach, katalogach i książkach poświęconych malarstwu. A to dlatego, że sięgam do nich często (nawet kilka razy w ciągu dnia) i lubię, kiedy są w tym samym miejscu. Zwłaszcza katalogi aukcyjne z Wiednia, z których zdobycia bardzo się cieszę. Niestety jestem świeżo po przeprowadzce i sporo książek znajduje się jeszcze w kartonach, więc nie mogłam pokazać swojego całego zbioru. I dobrze, przyznam… trochę posprzątałam przed zrobieniem zdjęć 🙂

Kosin Renata – autorka takich książek jak „Tajemnice Luizy Bein”, „Sekret zegarmistrza” i wiele innych:

12910575_1071429046249475_419818631_n12910691_1071428909582822_1663678320_n12922158_1071429002916146_1818568628_o12965972_1071428836249496_2029830008_n12968753_1071429819582731_665775278_n

Nie mam jednego konkretnego miejsca, w którym gromadzę książki. Nie mam też pojęcia, ile ich jest – to się stale zmienia, w dodatku nie wszystkie należą do mnie. Są po prostu wszędzie, w niemal każdym pomieszczeniu mojego domu, nawet w kuchni, a najdorodniejsza półka – mój ostatni pomysł na powiększenie bibliotecznej przestrzeni, stoi na półpiętrze schodów. Wszystkie książki są starannie posegregowane gatunkowo (a tych jest wiele, bo czytaczy w domu jest czworo, o różnych gustach) i według wielkości, ponieważ lubię porządek, o czym wspominałam pewnie już przy niejednej okazji. 😉 Natomiast moja ulubiona półka, to ta w moim pokoju do pracy. Są na niej przede wszystkim książki z dedykacjami autorów, których miałam przyjemność poznać osobiście, i których cenię nie tylko za ich pisanie. Inną, osobną półkę mam dla książek, które liczą już sobie trochę lat. Wśród nich są przywiezione z domu rodzinnego ulubione lektury z dzieciństwa, nie tylko mojego, ale i moich rodziców, na przykład stareńkie „Co słonko widziało” Marii Konopnickiej wydane w 1954 roku. Najstarszą jednak książką w moich zbiorach jest ponad stuletnia Biblia – cenna pamiątka rodzinna, która należała do naszego dziadka, i z tego co wiem, była w jego rodzinie od zawsze. Kilka lat temu przyjechała do mnie z Francji, z domu dziadka Bruna, razem z pewnym jeszcze starszym od niej krzesłem i stała się jedną z inspiracji, tzw. zapalnikiem do napisania „Tajemnic Luizy Bein”, o czym napisałam kiedyś na swoim blogu: http://renatakosin.blogspot.com/2014/05/pora-na-kolejna-tajemnice-luizy-bein.html

Lingas-Łoniewska Agnieszka – autorka takich książek jak „Brudny świat”, „Jesteś moja, dzikusko”, „Skazani na ból” i wiele innych:

unnamed (1)unnamed

Nigdy nie liczyłam woluminów znajdujących się na moich bibliotecznych półkach, ale po pobieżnej kalkulacji jest ich około 1000 tytułów. Ta liczba się zmienia, gdyż często oddaję książki do bibliotek, aby robić miejsce na nowe tytuły.

Jeśli chodzi o gatunki, to przeważa na pewno kryminał i sensacja, znajdzie się też sporo romansów, zwłaszcza autorstwa Nory Roberts. Nie brakuje także klasyki, dzieł Mickiewicza, Bułhakowa, Sienkiewicza, Prusa. Zaszczytne miejsce zajmuje też stare wydanie „Baśni” Andersena i cala seria Ani z Zielonego Wzgórza.

Mam sporo starych wydań książek, ale gdy szukałam, wpadło mi w ręce „Wesele” Wyspiańskiego – wydanie z 1957 roku, lektura szkolna, która należała do mojej mamy. To na pewno jedno ze starszych wydań książek w moim zbiorze.

Ponad rok temu spędziłam kilka popołudni, aby ułożyć książki wedle alfabetycznego spisu autorów. Wówczas jest mi najłatwiej szukać. Ale od tamtej pory przybyło mnóstwo nowych tytułów, zabrakło miejsca i znowu zrobił się bałagan. Czeka mnie ponowne układanie i mały remanent. Jestem uzależniona od kupowania książek i nie sądzę, aby dało się to kiedykolwiek wyleczyć.

CDN. 🙂

Reklamy

31 thoughts on “Pokaż swoją biblioteczkę! cz. 1

  1. Fantastyczny pomysł! Fantastyczny 🙂 Gratuluję, że udało Ci się zaprosić tylu świetnych autorów i cieszę się, że dzięki Tobie mogłam zajrzeć do ich biblioteczek :):) Idealne zgranie w czasie – świetny post na święto książki 🙂 Uwielbiam oglądać czyjeś biblioteczki, czuję się wtedy jak w czytelniczym raju 🙂 Mogłabym buszować i buszować między tymi pozycjami i wybierać kuszące pozycje, albo podpytywać „a dlaczego to”, a czy „ta była już czytana” „i jak, i jak” i tak dalej 😉 Brawo. Brawo! 🙂 :*

    • Bardzo mi miło czytać taki entuzjastyczny komentarz, dziękuję! ❤ Planowałam ten post dość długo, więc cieszę się, że niespodzianka się spodobała! Tak założyłam, że każdy książoholik lubi oglądać biblioteczki innych 😀 Zapraszam na część drugą wieczorem 🙂

  2. Świetny pomysł! Zawsze byłam ciekawa jak wyglądają biblioteczki pisarzy i moja ciekawość została zaspokojona, a oczy się nacieszyły 🙂 Zakochałam się w kominku pana Kalinowskiego, a biblioteka Manuli Kalickiej też robi wrażenie. Z niecierpliwością czekam na kolejną część cyklu 🙂

    • Dziękuję za miłe słowa! ❤ Cieszę się, że post przypadł Ci do gustu 🙂 Zgadzam się z tym, co piszesz: jak tak oglądam te księgozbiory, to mam ochotę odwiedzić ich domy (dobrze dla nich, że nie wiem, gdzie mieszkają!) i pooglądać to wszystko z bliska *-* Pisarze mają świetne biblioteczki!

      Część druga będzie dziś wieczorem, zapraszam 🙂

  3. Niezwykle inspirujący post! Bardzo się cieszę, że mogłam zajrzeć do biblioteczek wymienionych autorów 🙂 A wszystko dzięki Tobie! 🙂 Dziś na moim blogu pojawią się ujęcia z mojej domowej biblioteczki 🙂 Nie jest ona tak obszerna jak te wyżej, ale kto wie może za kilka lat im dorówna 😛

  4. Jej, ten pomysł jest genialny !! Muszę przyznać, że niektórzy autorzy mają taką masę książek, których w życiu nie zdążyłabym przeczytać 😀 Ale wyglądają bardzo zacnie. Najbardziej podoba mi się biblioteczka Rafała Cuprjak – mam podobną w domu rodzinnym i wygląda cudownie, narożna i biała to zupełnie w moim guście ❤

    • Dziękuję! ❤ Też jestem zachwycona pisarskimi biblioteczkami 🙂 Mówiąc szczerze, marzy mi się, by mieć tyle miejsca na książki co pan Grzegorz Kalinowski 😀

  5. Świetny pomysł!
    Dziękuję Tobie za świetny wpis oraz pisarkom i pisarzom, którzy tak entuzjastycznie podeszli do pomysłu i zdecydowali się pokazać czytelnikom swoje osobiste biblioteczki. No, bo to jednak dość intymna czynność jest, tak wystawiać na widok publiczny własne półki i regały 🙂

  6. Pingback: Tydzień Blogowy #45 – Wielki Buk

  7. Pingback: Podsumowanie kwietnia | Książkowe światy - moje recenzje książek

  8. Pingback: Czytelnicze podsumowanie roku 2016 | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s