„I tu jest bies pogrzebany” K. Bonowicz [PRZEDPREMIEROWO] [PATRONAT]

Autor: Karina Bonowicz

Tytuł: I tu jest bies pogrzebany

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Liczba stron: 288

Rok pierwszego wydania: 2016 (premiera: 2.03.2016)

Źródło: Egzemplarz recenzencki

Wyzwanie: Klucznik (Czasoumilacz)


Właściwie każdy ma jakiś temat, na który niespecjalnie chce rozmawiać, coś, o czym lepiej nawet nie myśleć, a tym bardziej – się z tego śmiać. Jednym z takich tabu jest śmierć, która nas przeraża, przez co jest zwykle spychana poza świadomość. Nikt nie chce myśleć o martwym ciele, o procesach gnilnych, o plamach opadowych, no… chyba że jest psycholem, degeneratem jakimś! Boimy się śmierci, nie chcemy czuwać przy zmarłym, nie chcemy myśleć jak to będzie, kiedy… Dość! A może by tak podejść do sprawy z humorem? Oczywiście z humorem czarnym jak ziemia sypana na trumnę. Tak jak Karina Bonowicz, która napisała książkę „I tu jest bies pogrzebany”.

Karina-Bonowicz_I-tu-jest-bies-pogrzebany-300-dpi-CMYK-337x535Mamy cztery osoby tego dramatu (komediodramatu?): Edwarda, który pisze romanse dla kur domowych (takich 50+) i marzy o osobistej psychofance, Marię, jego żonę, która ma obsesję na punkcie wiecznej młodości (przez co dałaby się zapewne nawet zahibernować, byleby tylko się nie zestarzeć!), Ninę, jej siostrę, hipochondryczkę znającą na pamięć encyklopedię chorób i ulotkę ibuprofenu (a także każdego innego znanego ludzkości leku – i nieznanego też) oraz Jakuba, lekarza Niny, którego problemem jest to, że nie może spać, bo nie ma z kim spać (albo nie ma z kim spać, bo nie może spać – zależy jak na to spojrzeć). Do tego wszystkiego jest jeszcze Eugeniusz, ojciec Marii i Niny, właściciel zakładu pogrzebowego Ryszard&Córki. Problemem Eugeniusza jest to, że w branży funeralnej panuje kryzys i ludzie nie umierają. Niemożliwe? A jednak! No i jest jeszcze obmierzły konkurent, Tłusty Albert…

– Czego ty tam znowu szukasz? – Załamałem się, bo Nina wsadziła właśnie głowę do swojej torby. Jezu, co kobiety mają w tych torbach? Czasami myślę, że święty Graal, kamień filozoficzny i zaginiona arka, której szukał Steven Spielberg razem z Harrisonem Fordem, odnalazłyby się właśnie w damskiej torebce.

(…)

– Wypiszesz mi tramal?

Boże, co ona z nim robi? Karmi kaczki? Sypie zamiast ryżem na nowożeńców? Daje na tacę? No bo chyba nie zażywa??? Oczywiście, że wypiszę, bo jak znam życie, jutro przyjdzie z chorobą, której nie zna nawet encyklopedia zdrowia, i zrobi mi taką scenę, że sam będę ją błagał na klęczkach o wypisanie czegokolwiek.

Cała piątka zewrze szyki po to, by doprowadzić Was do łez – i żeby było jasne, będą to łzy ze śmiechu. A więc Edward NIE BĘDZIE pisał powieści, bo nie ma ABSOLUTNIE żadnego pomysłu na drugie zdanie i na to, co powinna zrobić główna bohaterka książki, czyli Hortensja; nie będzie również uprawiał seksu z własną żoną, bo to go rozprasza podczas pisania. Maria ostatkiem woli NIE UMRZE z wrażenia w zakładzie pogrzebowym ojca (mimo że dzieją się tam dantejskie sceny, na przykład NAGLE pojawiają się TRUPY), choć byłoby to właściwie na miejscu, Nina za to prawie na pewno UMRZE i to całkiem niedługo, na przykład na galopujące suchoty, raka jąder albo z powodu palpitacji serca, a Jakub wypróbuje wszelkie sposoby na zaśnięcie, ale wciąż NIE ZAŚNIE (ani się z nikim NIE PRZEŚPI, jeśli już o tym mowa). I tylko Eugeniusz zachowa ZIMNĄ KREW, choć nie jest to łatwe.

– Tylko sześć pogrzebów – ojciec wzniósł oczy, jakby czekał, aż siódmy spadnie mu z nieba. – Wiesz, co to znaczy? – rzucił mi pytające spojrzenie.

Że nie będzie go cały dzień w domu?

– To mało? – spytałam. Nie znam się zbyt dobrze na numerologii. Może dlatego uważam płacenie rachunków za fanaberię, na którą mnie nie stać.

– Kiedyś było dwanaście. A raz nawet czternaście… – rozmarzył się ojciec.

– Bo chowałeś pielgrzymkę emerytów i rencistów – przypomniałam mu dyskretnie.

„I tu jest bies pogrzebany” to historia opowiedziana z perspektywy czterech postaci (Edwarda, Marii, Niny i Jakuba) w formie narracji pierwszoosobowej, dzięki czemu możemy spojrzeć na wydarzenia z różnych punktów widzenia. Powieść jest raczej ciągiem połączonych ze sobą epizodów, ale są to epizody wyborne (zresztą – sprawdziło się to w „Dożywociu” Marty Kisiel, sprawdza się i tutaj). Szaleńczy śmiech jest tu pewny jak śmierć (u mnie wystąpił już na drugiej stronie i powtarzał się cyklicznie), za to zapewniam Was, że nie umrzecie podczas lektury z nudów. Jedynym powodem śmierci podczas czytania książki Kariny Bonowicz może być to, że się zapowietrzycie podczas długotrwałego chichotu. Ewentualnie (jeśli jecie podczas czytania), że się zadławicie tym, co właśnie jecie, bo będziecie się tak śmiać, że pokarm wpadnie nie do tej dziurki. Żeby nie było, że nie ostrzegałam!

Zabawa językiem to największy atut tej powieści. Karina Bonowicz przekształca znane powiedzonka i sypie czarnym humorem tak, że ruszyłoby nawet trupa. Niejednokrotnie podkreślałam, że jestem smutasem, że lubię niewesołe książki i że niełatwo mnie rozbawić, ale wiecie co? Karinie Bonowicz się udało! Nie powiem Wam ile razy, bo pogubiłam się w liczeniu gdzieś tak po dziesiątej stronie. „I tu jest bies pogrzebany” wyśmiewa wszystkich, ale zanim się obrazicie, weźcie pod uwagę, że wyśmiewa też pisarzy. Szczególnie takich, którzy nie wiedzą, jak zacząć drugie zdanie, a na plecach czują sapanie DEDLAJNU… Chcesz się naśmiewać? Zacznij od śmiania się z samego siebie. Jest szansa, że szybko Ci się odechce, albo że napiszesz zabawną, acz zgryźliwą książkę. Doprawdy, można paść trupem!

5-/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona:

CzwartaStrona_Logo_RGB_podst (1)

PS A na moim fanpage’u na facebooku lada moment pojawi się konkurs! Do wygrania dwa egzemplarze powieści Kariny Bonowicz „I tu jest bies pogrzebany”.

Advertisements

20 thoughts on “„I tu jest bies pogrzebany” K. Bonowicz [PRZEDPREMIEROWO] [PATRONAT]

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. To jest to co lubię …Czekam z niecierpliwością na konkurs i liczę na to że nie będzie ŚMIERTELNIE poważny….:)

  3. Przypomina mi nieco tematem (a może i klimatem — wnioskuję po Twoim opisie) film „Cudowne lato” Brylskiego ;). Tak się chciałam podzielić refleksją — bo i zakład pogrzebowy, i te córki, i ogólny klimat, sądząc z opisu ;).

  4. Pingback: Podsumowanie lutego | Książkowe światy - moje recenzje książek

    • Skoro sama recenzja Cię rozbawiła (cieszę się!), to i książka powinna Ci się spodobać 😀 Jest totalnie absurdalna, a postaci strasznie przerysowane, ale o to chodziło 😀 Można się uśmiać 😀

  5. Pingback: 10 pytań do… Kariny Bonowicz | Książkowe światy - moje recenzje książek

  6. Pingback: #Pogaduchy u Aguchy TAG | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s