„Proces diabła” A. Bednarek

Autor: Adrian Bednarek

Tytuł: Proces diabła

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 372

Rok pierwszego wydania: 2015

Źródło: Egzemplarz recenzencki

Wyzwanie: Wielkobukowe wyzwanie czytelnicze (Polski kryminał/thriller)


W złu jest coś, co nieodmiennie fascynuje. Nie bez powodu kryminały i thrillery cieszą się od wielu lat sporym powodzeniem – mam wrażenie, że od czasu wydania w Polsce „Millenium” Stiega Larssona to już istny szał – a wiadomości telewizyjne epatują tragicznymi wydarzeniami. Podobnie jest z seryjnymi mordercami: boimy się ich, ale nas ciekawią, chcemy poznać ich motywy, prześledzić ich życie, by stwierdzić, co się stało. Czy zło tkwiło w nich od zawsze, czekając tylko na stosowny impuls, by się rozbudzić? Jak mówi Adrian Bednarek, „w każdym z nas siedzi gdzieś głęboko zakorzenione zło. Tyle, że to zło potrzebuje jakiegoś bodźca, żeby wyjść na światło dzienne, jeśli go nie dostanie może przespać całe życie”¹. Pisarz postanowił prześledzić ścieżkę, którą normalny, zdawałoby się, człowiek musi przejść, by stać się seryjnym mordercą. Psychikę takiej osoby opisał w swojej książce „Proces diabła”.

410345-352x500

Kuba Sobański to młody prawnik, który ma szansę zabłysnąć, bowiem dostaje właśnie grubą sprawę – ma bronić klienta, którego media ochrzciły Rozpruwaczem z Krakowa. Skojarzenie z Kubą Rozpruwaczem nasuwa się samo, bowiem morderca zabija krakowskie prostytutki w wyjątkowo bestialski sposób. Nietypowe jest narzędzie: ostry samurajski miecz. Kobiety są patroszone, a ten, kto zabija, wycina także ich narządy płciowe…

Nie będzie łatwo wybronić podejrzanego o zbrodnie, mimo że policja nie ma wielu dowodów, kierując się raczej poszlakami. Mimo tego, Sobański może i nie byłby od razu na straconej pozycji, ale młody prawnik ma także swoje tajemnice. Tylko on wie, że morderca zwany Rzeźnikiem Niewiniątek wciąż żyje. Cała Polska sądzi, że został on ujęty, skazany na karę więzienia i niefortunnie zabity przez współwięźnia, lecz nie jest to prawda. Rzeźnik Niewiniątek ma się dobrze i coraz trudniej mu się powstrzymać przed popełnieniem kolejnych zbrodni. Na łamach książki obserwujemy więc dwa psychopatyczne umysły i możemy śledzić od wewnątrz dwa światy: prawniczy i lekarski, bowiem oskarżony o zabijanie prostytutek mężczyzna jest szanowanym chirurgiem.

Stoczyłem ciężką walkę z pokusą. Kosztowało mnie to dużo sił. Oparłem głowę o kierownicę i zamknąłem oczy. Dłonie zacisnąłem w pięści. Cierpiałem, bardzo cierpiałem, pragnąc czegoś, czego nie powinienem pragnąć. Czegoś, co może mi pomóc wyleczyć się, nawet na zawsze, ale konsekwencje terapii mogły być tragiczne.

Te dwa wątki dość ściśle się ze sobą splatają: chore przemyślenia mordercy, który uważa, że zabicie kolejnej niewinnej dziewczyny przypominającej mu tę, która go kiedyś skrzywdziła, pozwoli mu się „uleczyć” i zapomnieć o doznanych krzywdach, zapewniając mu spokój oraz opis procesu „Rozpruwacza z Krakowa”. I o ile ten drugi wątek potrafi do siebie przekonać, o tyle pierwszy już niekoniecznie. Wydaje mi się, że winę za to ponoszą ciągłe powtórzenia, które miały chyba w założeniu piętrzyć nastrój grozy, a powodowały u mnie jedynie irytację. Naprawdę zrozumiałam, że morderca ledwie powstrzymuje się przed dokonaniem kolejnej zbrodni, czytając o tym pierwszy, drugi i trzeci raz, przy każdym następnym machałam już tylko ręką i myślałam sobie: Dobra, to zabij kogoś wreszcie, bo już nie mogę słuchać tego marudzenia! Jeśli tak działa umysł seryjnego mordercy, to ja nie chcę w niego wchodzić, bo grozi mi śmierć… z nudów.

I dalej: rozwikłanie kto i dlaczego zabija prostytutki jeszcze ciut mnie zaintrygowało i zdziwiło, ale motywy Rzeźnika Niewiniątek jawią się jako tak ograne w literaturze, że kompletnie niczym mnie nie zaskoczyły (a pamiętajcie, że jeszcze nie czytam kryminałów i thrillerów na pęczki, bo sięgam po taką literaturę od niedawna). Mszczenie się za krzywdy z przeszłości? Mordowanie kobiet podobnych fizycznie do tej, która skrzywdziła przyszłego mordercę? Patologie rodzinne? Było, było i jeszcze raz było. I może mogłoby być i po raz tysięczny, ale trzeba to jeszcze umieć pasjonująco opisać, coś od siebie dodać, czymś zaskoczyć.

Niestety styl autora, który mógłby tę historię trochę poratować, jedynie ją pogrąża. Adrian Bednarek stosuje częstokroć dziwne konstrukcje językowe i sformułowania, które wywoływały dyskomfort w absolwencie filologii polskiej. Jakoś zgrzytały mi słowa typu „drapieżnica” (rozumiem, że to od „drapieżcy”, no ale szanowny autorze, to nie brzmi…), czy wyrażenia takie jak „kolorowa niewinność”. Wydaje mi się, że jak ktoś jest martwy, to nie może na nas patrzeć, nawet jak przestraszony czy ukontentowany tym wydarzeniem umysł ma takie wrażenie („Patrzyła na mnie martwa”), a żaden szanujący się prawnik nie wyrwie się na sali sądowej z hasłem: „Kawał z pana szui, panie prokuratorze!” (nawet, jeśli targają nim silne emocje).

Adrian Bednarek jest młodym pisarzem, zarówno pod względem stażu (dwie wydane książki na koncie), jak i daty urodzenia (1984 rok), można więc mieć nadzieję, że jego styl dojrzeje i wyszlifuje się w kolejnych dziełach, bo widać, że chęć jest, zapał jest, ale innych przymiotów cechujących dobrego autora na razie brakuje. Jeszcze nie skreślam, ale na razie byłabym ostrożna.

3=/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję autorowi, Adrianowi Bednarkowi.


¹ http://recenzent.com.pl/inne/wywiad-z-adrianem-bednarkiem-chcialem-przedstawic-seryjnego-morderce-tak-jak-go-sobie-wyobrazam/

Reklamy

17 thoughts on “„Proces diabła” A. Bednarek

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. Książki o takiej tematyce niespecjalnie mnie ciekawią, jednak już odkąd ukazał się „Pamiętnik diabła” jestem zaintrygowana twórczością autora i choć widzę, że drugie podejście niespecjalnie przypadło Ci do gustu, ja chyba podejmę wyzwanie rzucone sobie samej i kiedyś zmierzę się z tym „diabłem” 😉

  3. Wydaje mi się, że kryminały i thrillery zawsze miały się w Polsce całkiem nieźle. Tylko może teraz więcej się o nich mówi?
    Szkoda, że z tym „Procesem…” nie wyszło. Mam nadzieję, że nie odstraszy Cię to od dalszych poszukiwań świetnych thrillerów.

      • Hah, a ja niedawno zauważyłam na fejsie w poście jednej autorki (która swoją jak na razie jedyną książkę wydała właśnie w Novae Res) zdanie „Mi wyśmienicie”. Grzecznie zwróciłam jej uwagę w wiadomości prywatnej, że zdania zaczyna się od „mnie”, a nie „mi”. Otrzymałam uprzejmą odpowiedź, że jeśli trzeba, to zaraz to zmieni, ale „Osobiście uważam, że jeśli nie ma wielkiej różnicy w znaczeniu, to można pisać dowolnie”. Szczęka mi opadła, ale pocieszałam się, że na pewno korekta wyprostowała różne kwiatki w jej powieści, a tu się dowiaduję, że korekty brak. Zgroza… :/

        • Niestety, to jest przykre, jeśli autorzy zupełnie nie przejmują się zasadami gramatyki i stylistyki. Przeraża mnie to przekonanie, że „póki ktoś mnie rozumie, to wszystko jedno, jak to zapiszę/powiem”…

  4. Pingback: Podsumowanie stycznia | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s