„Ewangelia według Lokiego” J. Harris

Autor: Joanne M. Harris

Tytuł: Ewangelia według Lokiego

Wydawnictwo: Akurat

Liczba stron: 416

Rok pierwszego wydania: 2014

Źródło: Egzemplarz recenzencki

Wyzwanie: Czytam opasłe tomiska (416 stron)


Mitologia, czyli historia próbująca wytłumaczyć funkcjonowanie świata (jego powstanie, wygląd, istnienie słońca i księżyca, dnia i nocy etc.) poprzez rozbudowaną sieć alegorii, symboli i personifikacji, zawsze wydawała mi się pasjonująca. Największe rozeznanie mam w tej starożytnych Greków i Rzymian, jednak również wierzenia innych ludów nie są mi zupełnie obce. Podobnie jest z mitologią norweską, której podstawowe elementy kojarzę. Zdecydowanie znane mi się również jej najważniejsze postaci, które zresztą dość mocno zakorzeniły się już w popkulturze: Odyn, największy bóg pochodzący z rodu Asów, który był bóstwem mądrości, władzy, poezji i magii¹, Thor, jeden z jego synów, bóstwo burzy i piorunów, ale także sił witalnych i rolnictwa² i Loki, bóg kłamstwa, symbol ognia i oszustwa³. Oni to właśnie są głównymi bohaterami „Ewangelii według Lokiego” Joanne Harris. Wiedziałam więc mniej więcej, czego się spodziewać po tej historii.

421860-352x500

Jak można się domyślić po tytule, historia zostaje opowiedziana przez boga kłamstwa, który postanawia stworzyć swoją wersję. Czy w ogóle powinniśmy mu wierzyć? To pierwsze pytanie, które przyszło mi do głowy. Jak mówi sam Loki:

Loki to ja. Loki, pan ognia, nierozumiany, ulotny, przystojny, skromny bohater tego akurat steku kłamstw. Nie traktujcie tego zbyt poważnie, uwierzcie, jest tu tyle samo prawdy, co w wersji oficjalnej, ale, pozwolę sobie zauważyć, więcej humoru. Do tej pory historia przedstawiała mnie w, że tak powiem, mało korzystnym świetle. Teraz moja kolej.

Zaczyna więc tworzyć Lokabrennę, gdzie opowiada swoje losy od chwili wydzielenia się z Chaosu, do zmierzchu bogów, czyli Ragnaröku. A przygód miał bez liku, bowiem bóg kłamstwa miał wrogów tak wielu, jak wiele miał kochanek. W „Ewangelii według Lokiego” można więc przeczytać na przykład jak to było ze zdobyciem złotych włosów dla Sif, włóczni i naramiennika dla Odyna, czy słynnego młota dla Thora albo o zabiciu przez Lokiego Baldera. Cielesna postać bóstwa miała swoje wady (np. odczuwanie bólu lub głodu), miała też jednak zalety. Loki mógł zresztą dowolnie zmieniać swoją postać, zarówno przybierając mnogość oblicz kobiet i mężczyzn, jak i stając się zwierzęciem.

Bóg kłamstwa, jak można się domyślać, nie wzbudzał zaufania bogów, którzy nigdy go nie polubili. Więź łączy go głównie z Odynem, który uważa Lokiego za potrzebnego i zawiązuje z nim braterstwo krwi. Trzeba przyznać, że Loki jest błyskotliwy i przebiegły, co pozwala mu nieraz ratować bogów z tarapatów, jednak nie wzbudza sympatii. Zresztą – jacy bogowie wzbudzają? Zwykle są zbyt zadufani i przekonani o swej wyższości.

Bo w gruncie rzeczy bez względu na to, co zrobię, jak bardzo zaryzykuję, jak bardzo będę się starał być jednym z nich, nigdy mnie nie zaakceptują. Nigdy nie dadzą mi dworu, nie obdarzą szacunkiem, na który przecież zasługuję, nigdy nie uczynią bogiem; co najwyżej mogę zostać psem łańcuchowym. Och, oczywiście, co jakiś czas będę im potrzebny, ale gdy zażegnają niebezpieczeństwo, niżej podpisany powinien wrócić na miejsce pod stołem, i to nawet bez kości w nagrodę.

I tak śledzimy kolejne dzieje Asów i Wanów, aż do ostatecznej bitwy między bogami  a olbrzymami, w której giną wszyscy bogowie Asgardu, a ówczesny świat przestaje istnieć. To wszystko brzmi ciekawie, prawda? Problem jest jeden, za to wielkiej wagi: ta historia jest okropnie odtwórcza. Joanne Harris nie dała praktycznie nic od siebie, chyba że za novum uzna się zmianę punktu widzenia opowiadanej historii lub jej współczesny język. Doprawdy nie wiem, czemu miały służyć kolokwializmy i czym uzasadnić fakt, że bogowie pokazywali sobie nawzajem środkowy palec.

Loki był tak nijaki, że po prostu mnie nudził. Gdyby chociaż mnie irytował! Ale nie: już więcej życia miał w sobie Loki z cyklu „Kłamca” Jakuba Ćwieka. Tamten przynajmniej miał jaja, zaś ten stworzony przez Joanne Harris był wciąż jęczącą i użalającą się nad sobą miernotą.

Za plus mogę uznać to, że książkę czytało się lekko i bez większych zgrzytów (chyba że trafiałam znów na fragment, w którym ktoś komuś pokazywał fucka, bo wtedy po prostu przewracałam oczami w geście rozpaczy), jednak nie uratuje to „Ewangelii według Lokiego” od ostatecznego werdyktu: to jest książka słaba. Żałuję, bo Joanne Harris dała się poznać jako dobra autorka ciepłych obyczajówek (cykl o Vianne Rocher: „Czekolada”, „Rubinowe czółenka”, „Brzoskwinie dla księdza proboszcza”), jednak z fantasy jej nie po drodze.

3/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję sieci Empik.com:

empik.com logo


¹ https://pl.wikipedia.org/wiki/Odyn

² https://pl.wikipedia.org/wiki/Thor

³ https://pl.wikipedia.org/wiki/Loki

Advertisements

12 thoughts on “„Ewangelia według Lokiego” J. Harris

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

    • Widziałam właśnie, że Twoja ocena była o wiele wyższa 🙂 Mnie żal, że autorka włożyła do historii tak niewiele od siebie i głównie to wpłynęło na końcową ocenę.

  2. Odkąd przeczytałam „Amerykańskich bogów”, przeczytałabym wszystko, co choć pachnie mitologią nordycką (i nie tylko, bo tam przecież było bogactwo odniesień do różniastych wierzeń), ale nie ukrywam, że nigdy by mi nie przyszło do głowy łączyć tej autorki z takimi książkami 🙂

  3. Pingback: Podsumowanie stycznia | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s