Moje książkowe grubaski

Cześć! Dzisiaj postanowiłam napisać luźniejszy post, bo nie ukrywam, że pogoda za oknem nie sprzyja wysilaniu szarych komórek… Co prawda na zrecenzowanie czeka książka Adama Wajraka „Wilki”, ale… pomyślę o tym jutro 😉 Tymczasem chciałam Wam się pochwalić moimi książkowymi grubaskami, bo…

big books2

Najpierw myślałam, że nie uzbieram jakichś wyjątkowo opasłych tomiszcz – i to aż dziesięciu, ale po przegrzebaniu zarówno półek, jak i stoliczka, na którym leżą książki czekające na czytanie okazało się, że najcieńsza książka z tej dziesiątki liczy sobie 569 pachnących karteczek 😀 Gotowi na bukową wieżę?

DSC_0019

1. Niekwestionowany zwycięzca to zbiorcze wydanie „Władcy Pierścieni” J.R.R. Tolkiena, które liczy sobie 1280 stron. Potężne tomiszcze w twardej oprawie, którym naprawdę można kogoś zabić, ale… ja jednak wolę poczytać 😉

DSC_0020

2. „Harry Potter i Zakon Feniksa” J.K. Rowling to książka pełna wzruszeń. Możemy się nią raczyć przez 960 stron.

DSC_0006

3. Ostatnie miejsce na podium należy do „Ziemiomorza” Ursuli Le Guin. To kolejne w mej kolekcji zbiorcze wydanie, a liczy sobie 946 stron.

DSC_0015

4. „Tajny dziennik” Mirona Białoszewskiego to też niezła cegła. Może jeszcze tego o mnie nie wiecie, ale mam sentyment do jego postaci. Do dziś pamiętam to olśnienie, że poezja może wyglądać również TAK! Dziennik Białoszewskiego liczy 946 stron, więc właściwie jest ex aequo z „Ziemiomorzem”.

DSC_0014

5. „Żony i córki” Elisabeth Gaskell wydają się optycznie grubsze od Mirona, ale mają „zaledwie” 866 stron. Lektura jeszcze przede mną: idealnie byłoby je połknąć w jakiś ciemny, zimowy dzień (to znaczy – pewnie nie jeden dzień!) 🙂

DSC_0013

6. Nie wiem jak to jest, bo gdybym miała zrobić zestawienie bez sprawdzania liczby stron, pierwsze miejsce dałabym bez wahania „Inszallahowi” Oriany Fallaci. Tymczasem liczy on 782 strony… Nie jest to mało, ale wygląda na obszerniejszy. Tu również lektura dopiero przede mną.

DSC_0012

7. Siódme miejsce zajmuje piękna książka, która w dużej mierze jest o… książkach 😉 Czyli „Wyznaję” Jaume Cabré. Powieść liczy sobie 780 stron.

DSC_0007

8. „Za ścianą” Sarah Waters zdecydowanie nie jest cienizną, ale ze swoimi 658 stronami wylądowała dopiero na ósmym miejscu.

DSC_0011

9. Przedostatnie miejsce w rankingu zajmuje Orhan Pamuk „Nazywam się Czerwień”, czyli 596 stron wyśmienitej lektury.

DSC_0010

10. A zestawienie godnie zamyka Kate Atkinson i powieść „Jej wszystkie życia”. Przedstawienie wszystkich żyć Ursuli zajęło autorce 569 stron.

DSC_0009

Tak wygląda moja dziesiątka 😀 A jak prezentowałaby się Wasza? Póki co podziwiałam grubaski Marty i Kacpra z Książkoholizmu, Isadory ze Zwiedzam Wszechświat oraz Padmy z Miasta Książek. Kto jeszcze kocha grube książki i chce się pochwalić swoimi zbiorami? 😀

PS. Przygotowanie tego wpisu wcale nie było takie łatwe – i już nawet nie chodzi o to, że trochę się naszukałam i nadźwigałam książek, ustawiłam wieżę (raczej chwiejną), potem sobie przypomniałam o zbiorczym „Władcy Pierścieni”, więc zaczęłam ustawiać od nowa… Tylko, no… Sami zobaczcie.

DSC_0002

O, co to? Muszę się o to otrzeć. Cholera, zepsułem! Ewakuacja, ewakuacja!!!

Taaa… Koty 😀

Reklamy

36 thoughts on “Moje książkowe grubaski

  1. Ziemiomorze – uwielbiam to wydanie 🙂 Chodzą słuchy, że na Gwiazdkę dostanę Sześć światów Hain – będzie ładnie pasowało na półce 🙂
    U mnie takich grubasków znalazłoby się znacznie więcej, chociażby cała Malazańska Księga Poległych Eriksona, czy Droga Królów i Słowa Światłości Sandersona 🙂

    • No tak, to są faktycznie niezłe grubasy 😀 „Sześć światów Hain” to świetny prezent gwiazdkowy – sama patrzę na tę książkę łakomie, ale niech może skończę najpierw „Ziemiomorze”, które, jak widać po zakładce, jest w czytaniu 😀 Tak sobie dawkuję.
      Ja ostatnio sporo grubszych książek kupuję w e-bookach z powodu braku miejsca na regale 😦 W takiej formie mam na przykład Catton, Sandersona czy Christensena 😉

      • U mnie też kończy się miejsce, a właściwie skończyło dawno, ale gdzie się da to upycham jeszcze a części pozbywam się 🙂
        Ziemiomorze czytałem chyba hurtem, wszystkie części po kolei z małymi przerwami 🙂

        • Mam to samo – też całkiem sporo puszczam w świat, ale tak czy owak… Ostatnio wymyśliłam, że rezygnuję ze stolika i daję w jego miejsce drugi regał, to rozwiąże sprawę na jakiś czas 😀

  2. „Zakon feniksa” jest taki gruby? Zatem nasze zestawienie jest przekłamane, bo też mam, a jakoś mi się ubzdurało, że ostatnia część jest największy grubasem. 😀
    Oprócz tego z Twoich mamy jeszcze: Le Guin, Gaskell, Cabre, Waters, Pamuka, no i Tolkiena w wydaniu takim każdy tom osobno. 😉

  3. Wiesz, wszystko też zależy jak to wygląda w środku, bo Zakon Feniksa może i jest grubszy, ale tekstu o wiele, wiele więcej na pewno jest choćby w Ziemiomorzu, ta książka jest taaakaaa nabita i czcionka nie za duża 😛 Gdyby dać ten sam rozmiar czcionki i łam… myślę że Ziemiomorze mogłoby wygrać 😀 Tak czy inaczej, wszystko wygląda super apetycznie 🙂

  4. Bo książkowe grubaski są fajne! Po prostu mając je w ręce dosłownie czuje się, że czyta się książkę ^^
    Inna sprawa to fakt, że przygotowanie takiego taga męczy… Ściągaj, przekładaj i układaj te tomiszcza… Wiem sama po sobie, bo jakiś czas temu opublikowałam ten tag u siebie 😛

  5. Książka powinna mieć dużo między okładkami 😉 Rozejrzałam się wokół i znalazło się 10 grubasków innych niż twoje. Właśnie czytam „W komnatach Wolf Hall” (655 stron). W planach mam też czytanie tomiszczy: „Mr. Pebble i Gruda” (903 str.), „Przygody człowieka myślącego” (908 str.), „Ada albo żar” (842 str.). Nie wiem, czy w końcu siegnę po „Łaskawe” (1041 str.) – czarna legenda tej książki równocześnie przyciąga i odpycha. Mam też „zaległego” Jobsa (729 str.) i imponujące „Wahadło Foucaulta (choć w rzeczywistości to zaledwie 678 str.) – oraz nieskończonego „Cesarza wszech chorób” (616 str.).

    • Ładne grubaski 🙂 „Wahadło Foucaulta” czytałam, ale z biblioteki, zaś „Łaskawe” pożyczyłam od mojego taty – faktycznie niezła cegła! Pamiętam, że ja byłam raczej na tak, choć książka momentami się dłużyła 🙂

  6. „Zakon Feniksa” lubiłam czytać i za każdym razem mimo jego opasłości… mijał mi szybko! 😉 „Ziemiomorze” mnie intryguje, no a „Władcę” czytałam, ale rozbitego, więc nie odczułam aż tak tej objętości 😀

    • Ach, ja sobie kiedyś zrobię maraton i przeczytam z rzędu wszystkie części HP 😀 ❤ Taki mam plan.
      "Ziemiomorze" jest bardzo dobre, jak będziesz miała okazję, to poczytaj. O ile lubisz fantasy, powinno Ci się spodobać 🙂

  7. Ja do swojego stosu dałabym na pewno „Lód” Dukaja (który będę czytać chyba do końca życia – do tego ma małą czcionkę) 😉 Ale Twoje grubaski są naprawdę imponujące!

    • Dzięki! Ja akurat na Dukaja mam alergię po „Lodzie” – doczytałam w ogromnych mękach do 180 strony (czy jakoś tak), dla mnie jego maniera pisarka jest nieznośna. Ale fakt, że grubas z niego niesamowity 😀

  8. Mówiłam Ci już, ciągnie mnie do tej Le Guin. Nic nie czytałam, ale książki są pięknie wydane 🙂 Poza tym śliczna jest Falacci i „Żony i córki”. A Tolkien wygląda cienko, a tutaj najgrubszy, skurczybyk 😀 😀

    • No właśnie 😀 Śmiesznie, nie? 😀 Jeśli chodzi o Le Guin to może spróbuj z „Wracać wciąż do domu”, pamiętam, że mi się podobało. A jak i Tobie przypadnie do gustu, to możesz się wziąć za „Ziemiomorze” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s