„Opactwo świętego grzechu” S. Monk Kidd [Recenzja przedpremierowa]

Autor: Sue Monk Kidd

Tytuł: Opactwo świętego grzechu

Wydawnictwo: Literackie

Liczba stron: 348

Rok pierwszego wydania: 2005

Źródło: Egzemplarz recenzencki

Wyzwanie: Okładkowe love, Klucznik (Okładkowe niebo)


Premiera 8 października!

Daleko mi od oceniania ludzkich zachowań. Stojąc z boku, nie wiemy dokładnie co powodowało ludźmi, którzy podjęli taką, a nie inną decyzję. Jako dziecko rozwiedzionych rodziców wiem, że nic nie jest po prostu czarne lub białe. Trzeba pogodzić się z różnymi wariantami życia. To właśnie chciałabym powiedzieć zarówno Jessie, jej matce Nelle i jej mężowi Hugh, bohaterom drugiej powieści Sue Monk Kidd pod tytułem „Opactwo świętego grzechu”.

409466-352x500Jessie pogubiła się w swoim życiu – to banalne zdanie najlepiej oddaje to, w jakim stanie jest kobieta. Czuje, że po dwudziestu latach wypaliło się jej małżeństwo z Hugh, a do tego matka, z którą od dawna nie ma kontaktu, potrzebuje pomocy. Starsza kobieta żyjąca na małej wysepce Egret, gdzieś w Karolinie Południowej, dokonuje samookaleczenia. Dlaczego tak postąpiła? Czy nęka ją choroba psychiczna, wyrzuty sumienia, czy może powód tkwi jeszcze gdzie indziej? Po namowie swojej matki chrzestnej, mieszkającej na Egret przyjaciółce Nelle, Kat, Jessie przybywa w rodzinne strony i stara się przebić przez kokon, który utworzyła wokół siebie matka. Nie jest to oczywiście łatwe, a niezałatwione sprawy z przeszłości wciąż dają o sobie znać, domagając się wyjaśnienia i zamknięcia.

Ludzie często twierdzą, że po prostu oddalili się od siebie – podjęłam, kiedy się nie odezwał. – Na początku ja też chciałam tłumaczyć to w ten sposób. Uwierzyć, że moje niezadowolenie bierze się z dystansu, jaki się między nami wytworzył. Po dwudziestu latach można dojść do takiego wniosku. Ale nie sądzę, żeby to była prawda. Nie oddaliliśmy się od siebie, ale za bardzo zbliżyliśmy. Za bardzo się od siebie uzależniliśmy, uwikłaliśmy. Domyślam się, że potrzebowałam… – urwałam, ponieważ nie wiedziałam, jak to nazwać. – Przychodzą mi do głowy same śmieszne określenia, takie jak „moja własna przestrzeń”, „niezależność”, ale brzmią tak płytko. Nie oddają istoty rzeczy.

Jessie ma przed sobą niełatwe zadanie. Musi dojść do ładu ze sobą i swoimi pragnieniami, a także dotrzeć do sedna problemów matki. Okazuje się, że wszystko to jest ze sobą splecione delikatnymi nićmi: kryzys Jessie, poczucie winy, które odczuwa od dziecka, obwiniając się za śmierć ojca, który zginął na morzu, choroba matki i jej religijna obsesja, próba określenia tego, kim jest Jessie i jak chce żyć, refleksje nad miłością i pożądaniem, jej romans z bratem Thomasem, jednym z zakonników znajdującego się na wyspie klasztoru Benedyktynów…

Wszystko to prowadzi do zrozumienia samej siebie. Sue Monk Kidd pokazuje, że czasem wymaga to wielu poświęceń, zboczenia z właściwej drogi, by spojrzeć z dystansu na swoje życie i by po prostu odkryć, wydawałoby się, prostą prawdę, że można przemierzyć cały świat w poszukiwaniu szczęścia, by w końcu zorientować się, że ono od początku było w zasięgu naszej ręki. Autorka ponownie pokazuje siłę kobiecej przyjaźni upostaciowioną przez przyjaciółki jej matki – Kat i Hepzibah, przyjaźń dosłownie „zawiązaną” podczas dzikiego, na pół pogańskiego paktu, który dokonał się przed laty, w szczęśliwych czasach przed śmiercią ojca Jessie, gdy trzy kobiety wbiegły do zimnego morza i zaplotły linie swojego życia na zawsze, splatając nitki, trzymane w rękach, w jeden mocny supeł.

Autorka po raz kolejny rozprawia się również z traumą straty rodzica, o którego śmierć obwinia się dziecko. Prawda na temat tragicznych zdarzeń zostanie odsłonięta dopiero po latach i  pokaże, że wiedza, nawet ta bolesna, jest potrzebna, by zamknąć pewien etap i z nadzieją otworzyć nowy – co tyczy się zarówno Jessie, jak i jej matki Nelle. Sue Monk Kidd nie serwuje łatwego pocieszenia, lecz pokazuje, że droga do niego jest kręta, okupiona wieloma wyrzeczeniami i łzami. Dokładnie tak, jak dzieje się to w życiu.

4/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:

literackie

Reklamy

15 thoughts on “„Opactwo świętego grzechu” S. Monk Kidd [Recenzja przedpremierowa]

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. Ano tak, pewnie rzeczy po prostu się dzieją / stają i nic nie można na to poradzić… W tym kontekście zakończenie wydaje mi się trochę moralizatorskie – bo skończyło się jednak „po bożemu”, życie małżonków wróciło na utarte tory, krzywda / żal jednak pozostały. Życie nie jest jednoznaczne i czarno-białe, a Sue Monk Kidd pięknie umie o tym przypomnieć 😉

    • Wiesz, z tym zakończeniem to jest właśnie tak, jak pisałam, to znaczy, że przesłanie zdaje się trochę banalne, mianowicie autorka zdaje się mówić, że możesz wyruszyć w podróż (dosłowną lub metafizyczną), by szukać szczęścia, a tak naprawdę okazuje się, że to szczęście wciąż było gdzieś obok. Takie trochę zalatujące Coelho, tylko napisane o wiele lepiej 😀

  3. Wcześniej postaram się sięgnąć po „Czarne skrzydła” i „Sekretne życie pszczół” 🙂 Tematyka poprzednich powieści autorki bardziej mnie interesuje 🙂

    • Myślę, że najlepiej czytać te powieści według chronologii pisania ich przez autorkę. Jak się nie mylę, będzie to: „Sekretne życie pszczół”, „Opactwo świętego grzechu”, „Czarne skrzydła”. „CS” są najlepsze i chyba warto zostawić je na koniec 😀

  4. Pingback: Słów kilka o letnim TBR i „wyzwaniu urlopowym” | Książkowe światy - moje recenzje książek

  5. Pingback: Podsumowanie września | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s