„Wieczny Grunwald” Sz. Twardoch

Autor: Szczepan Twardoch

Tytuł: Wieczny Grunwald

Wydawnictwo: Literackie

Liczba stron: 212

Rok pierwszego wydania: 2010

Źródło: Kupiona

Wyzwanie: Z literą w tle


Szczepana Twardocha darzę wielką, literacką miłością – i pewnie każdy z Was już to wie. Przeczytałam „Morfinę” i mnie trzasnęło: jaka to świetna powieść! Ale potem, przyznam, o autorze zapomniałam. Aż do momentu, gdy na rynku pojawił się „Drach”. I znowu zachwyt, a to już coś znaczy i każe poddać pisarza baczniejszej obserwacji, przejrzeć tytuły wcześniejszych powieści, poczytać kilka wywiadów. Na koniec poszłam na spotkanie autorskie z Twardochem i ostatecznie przepadłam. A skoro sam Szczepan Twardoch mówi, że „Wieczny Grunwald” to książka, po napisaniu której odnalazł swój literacki modus operandi, to ja to musiałam sprawdzić. I powiem Wam – nie było lekko.

177300-352x500Bo „Wieczny Grunwald” stawia opór, tak w warstwie językowej (mamy tu bowiem fragmenty pisane staropolszczyzną), jak i fabularnej. Paszka, nieślubnego syna Kazimierza Wielkiego i córki norymberskiego kupca, poznajemy w chwili jego śmierci w bitwie pod Grunwaldem. I jeśli myślicie sobie, że w takim razie opowieść o jego życiu będzie wyjątkowo krótka, to się mylicie. Paszko bowiem umiera i rodzi się na nowo, w setkach i tysiącach wariantów swoich żyć, z których każde jest inne – wcielenia się zmieniają, czasy są różne i rzeczywistość nie taka sama. Dwie rzeczy są stałe – trwa odwieczny konflikt polsko-niemiecki, a Paszko jest zawsze rozdarty, niedookreślony, niechciany ani przez stronę polską, ani niemiecką. Paszko, królewski bękart, nikt, śmieć i chwast.

Mimo że akcja powieści nie toczy się linearnie, bowiem alternatywne byty Paszka przeplatają się ze sobą, zawiązują i rozmijają w istnym światowaniu, możemy, razem z bohaterem, próbować prześledzić jego istnienie – od momentu zapłodnienia w królewskiej komnacie, przez niewesołe dzieciństwo, które spędza z matką w burdelu (matka po urodzeniu basterta zostaje przez swego ojca wygnana z domu i zostaje prostytutką) aż do samotnego życia jako rycerz/morderca/krolowic/Polak/Niemiec. Jedno jest pewne – Paszko jest na zawsze naznaczony swoim bękarctwem, to piętno tak wyraźne, jakby miał je wypalone na czole.

I mówił o tym, że to musi być moja pierwsza lekcja. Lekcja tego, że jestem zupełnie sam, sam, samiustek, sam a sam ze sobą samojeden, i że jestem sam jedynym opiekunem swoim; że ludzie nie zabiorą mi tylko tego, czego im nie pozwolę zabrać. Że dostanę tylko to, co przemocą wydrę światu. Że moim bratem – kord, siostrą moją – barta, przyjacielem – nóż.

Nie miałem ani kordu, ani siekiery, ani noża, kozika nawet, bo skąd miałbym mieć.

I tak przemieszczamy się od średniowiecza ku bliżej nieokreślonej przyszłości, w której ludzie zamieniają się w aantropiczne postacie służące tylko do tego, by dodawać sił Matce Polce lub Rzeszy Niemieckiej. Nic innego się nie liczy, ważne jest to, by kolejne istnienia były wchłaniane w wielkie, nieskończone krwioobiegi narodów, by te mogły czerpać siły do walki. Do Wiecznego Grunwaldu.

Mam za sobą już trzy powieści Twardocha i ciekawie jest obserwować jego pisarskie obsesje. Już w „Wiecznym Grunwaldzie” przemyka przez karty teza, że los człowieczy jest bezsensowny i jako taki do niczego nie prowadzi – nagrody nie będzie ani na ziemi, ani w zaświatach (w które jego bohaterowie nie wierzą). Nasze bycie po prostu jest – i już w omawianej przeze mnie powieści autor porównuje życie ludzkie do życia saren (co powtórzyło się później w „Drachu”). Widać też, że ważnym, wciąż przepracowywanym w głowie tematem jest dla autora przynależność narodowa – jego bohaterowie wciąż roztrząsają kim są: Polakami? Niemcami? Ślązakami (co pojawia się w ostatniej wydanej przez Twardocha powieści)? W postaciach kreowanych przez pisarza rzuca się w oczy ich osobność. Oni nigdzie nie pasują.

„Wieczny Grunwald” nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia jak „Morfina” czy „Drach”. Momentami wymęczył mnie powracającymi natrętnie wątkami, skołował zapętlonymi żywotami Paszka, znużył chwilowym przegadaniem. Jednak jak to zwykle bywa, gdy czytam powieści Twardocha, poczułam się kopnięta w takie małe, wrażliwe miejsce gdzieś w duszy. I masochistycznie lubię ten ból, tę niewygodę, którą Szczepan Twardoch sprawia mi swoimi powieściami.

4+/6

PS. A na koniec oddaję głos autorowi:

Reklamy

14 thoughts on “„Wieczny Grunwald” Sz. Twardoch

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Kultura czytania - moje recenzje książek

  2. Skoro Ty już przeczytałaś, to czas na mnie! 😀
    Ale szczerze mówiąc, ucieszyłam się, czytając, że Twardoch znowu stawia bohatera w świetle problemu Polak/ Niemiec. Jakoś mi się to podoba – zarówno w „Drachu”, jak i w „Morfinie”, dlatego chcę, chcę, chcę czytać! Ciekawa jestem tej książki, jak niczego!

    • Super 😀 Jestem ogromnie ciekawa jak Tobie się spodoba!
      Ten problem Polak/Niemiec to chyba jakaś fiksacja Twardocha 😉 Kiedyś sprawdzę, czy we wcześniejszych książkach też tak jest. Ale można powiedzieć, że w pewnym sensie jego 3 ostatnie książki to taka trylogia o poszukiwaniu narodowej przynależności.

  3. Pingback: Podsumowanie lipca | Książkowe światy - moje recenzje książek

  4. Pingback: ŚBK: autorzy, którzy poruszają nasze dusze | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s