„Dying Light. Aleja koszmarów” R. Benson

Autor: Raymond Benson

Tytuł: Dying Light. Aleja koszmarów

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 280

Rok pierwszego wydania: 2015

Źródło: Egzemplarz recenzencki

Wyzwanie: Klucznik (Coś białego)


Zombie – nieumarły. Jaki obraz macie przed oczami słysząc to słowo? Zapewne widzicie rozkładające się ciało, wypływające flaki, straszące upiorną bielą kości, powolny chód i głód w oczach. To głód ludzkiego mięsa.

Jednak pierwotne wyobrażenie zombie było inne. Haitańskie ludy wierzyły, że ich kapłani

mogą uśmiercić człowieka, a w kilka dni po jego pogrzebie znowu przywrócić go do pozornego życia. W rzeczywistości nie jest to jednak żywy człowiek, a jego ciało zamieszkane przez jednego z duchów śmierci Guédé. Taki bezwolny żywy trup (nazywany na Haiti także cadavre – zwłoki) jest używany do różnych prac w polu i gospodarstwie. Jeżeli zombie zje sól lub słoną potrawę, wówczas uświadamia sobie, że w rzeczywistości nie żyje i wraca na cmentarz, gdzie zakopuje się we własnym grobie.

(za Wikipedią)

369645-352x500Jednak Raymond Benson pisząc „Dying Light” postawił na obraz nieumarłego głębiej zakorzeniony w naszej wyobraźni. Wszystko zaczyna się w Harran, w przeddzień zawodów olimpijskich dla młodzieży z całego świata. Doktor Khalim Abbas ma do czynienia z młodym pacjentem, który choruje na nierozpoznaną chorobę. Boli go brzuch, ma silne wymioty, jest też nadpobudliwy, by nie rzec – agresywny. I bardzo się czegoś boi. Co się dzieje z chłopcem? Niestety lekarzowi nie jest dane dokładnie go zbadać, bo malec wpada w szał i ucieka gdzieś w labirynt uliczek Harranu. Wkrótce dziwnie zachowujących się ludzi pojawia się więcej, a prezydent nie chce usłuchać roztropnych rad doktora…

– Z całym szacunkiem, sir, a co będzie, jeśli się okaże, że mamy do czynienia z chorobą bądź jakimś wirusem? Przecież zakażeniu może ulec wielu ludzi. (…)

– Cóż, doktorze Abbas, rzekłbym, że to pańskie zadanie, prawda? (…) Nie przejmę się ani trzęsieniem ziemi, ani powodzią, ani wojną. Igrzyska się odbędą. Pozostało zbyt mało czasu, by teraz cokolwiek zmieniać. To wszystko dla dobra Harranu.

I tak śmiercionośny wirus, przez nikogo niepowstrzymany, cicho rozplenia się po mieście. Wkrótce wybuchnie panika, ale póki co większość ludzi nie ma o niczym pojęcia.

Główna oś historii opowiadana jest przez młodą Mel Wyatt, Amerykankę, która przyjechała do kraju razem z rodzicami i autystycznym bratem. Mel trenuje parkour i jako jedyna ze swojej szkoły ma zaszczyt reprezentować kraj w Harranie. Jest podekscytowana sytuacją. Jednak ta wymyka się spod kontroli na otwarciu Igrzysk – w zbiorowisko ludzi wpada grupa dziwnie zachowujących się kobiet, mężczyzn i dzieci, którzy atakują kibiców i… zjadają ich żywcem. Dziewczynie udaje się uciec wraz z grupą ocalonych i schronić się w hotelu, ale jej rodzice giną, a brata nigdzie nie widać. Mel jest przerażona. Jak długo wytrzymają w hotelu? Kiedy zabraknie im zapasów picia i jedzenia? I jak dużo czasu trzeba, by zombiaki dostały się do środka?

Książka „Dying Light” oparta jest na grze komputerowej pod tym samym tytułem. W grę nie grałam, ale widać, że powieść oparta jest na jej kanwie, bowiem opisy tego, jak Mel przedziera się przez zarażone miasto rozwalając od czasu do czasu jakiegoś nieumarłego są bardzo plastyczne z jednej strony, a z drugiej prawie pozbawione „zaplecza”, to jest jakichś przemyśleń, dłuższych opisów etc. Opisy pojawiają się o tyle, żeby móc sobie wyobrazić spustoszone miasto, po którym porusza się Mel. Zastanawiam się, czy mogę to uznać za zarzut przy literaturze tego typu, ale jednak trochę zabrakło mi czegoś, jakiegoś umiejscowienia dziewczyny w świecie. Chętnie bym poczytała choć trochę o tym jaka ona była, co się u niej działo zanim przyjechała do Harranu. Benson skupił się tu wyłącznie na wydarzeniach, które nastąpiły dla rodziny Mel odkąd przyjechali na Igrzyska.

Zombiaki nie są takimi typowymi nieumarłymi znanymi z popkultury:

Z początku ludzie sądzili, że Zarażeni są czymś na kształt filmowych zombie, nieumarłych, którzy wrócili do życia, by jeść żywych. Teoria ta została obalona, gdyż Zarażonego można było zabić, a gdy został zabity, już nie wstawał. Innymi słowy, ci nieszczęśnicy za rogiem nadal byli żywymi, ale bardzo chorymi ludźmi. Najwyraźniej mieli wysoką odporność na ból, o ile w ogóle go odczuwali.

Nie spodziewałam się wysokiej literatury, ale miałam nadzieję się trochę nastraszyć. Czy Bensonowi się to udało? Tak sobie. Były pewne plastyczne momenty, które przyprawiały o lekkie mdłości, ale spodziewałam się większego dreszczyku grozy podczas lektury.

Jak wypadło moje pierwsze spotkanie z zombiakami w literaturze? Było całkiem w porządku, ale to najlepsze co mogę powiedzieć o tej książce. Żałuję, że nie dostałam prawdziwie krrrwistego kawałka, a jedynie lekko nieświeży płat mięcha.

4-/6

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka oraz portalowi DużeKa:

zysk-i-ska-wydawnictwo-logoB_duzeka_logo

Reklamy

8 thoughts on “„Dying Light. Aleja koszmarów” R. Benson

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Kultura czytania - moje recenzje książek

  2. Zombiaczki moje kochane, kiedy ja was w swoje łapki dostanę? 🙂 Dzięki za recenzję, w końcu się jej doczekałam. Powiem szczerze, że akurat w tematyce zombie niekoniecznie musi towarzyszyć mi strach w trakcie lektury, ale liczę na momenty krwiste i brutalne. Z Twojej recenzji wynika, że to dostanę 🙂
    A co do powieści opartych na grach komputerowych jest tak, jak Ci wspomniałam ostatnio. Bywa, że nie mogą się w pełni rozwinąć ze względu na bazę, z której powstały, ale dla graczy mogą się okazać prawdziwą ciekawostką 🙂

    • No więc właśnie dlatego jest czepialstwo z zastrzeżeniem 😀 To pierwsza książka na podstawie gry, którą czytałam i domyślałam się, że pewnie wtedy pisarze muszą się trochę trzymać „growego” scenariusza 🙂

      A książka powinna być w Twoich łapkach już niedługo i mam nadzieję, że Ciebie zachwyci 😀

  3. A ja myślałam, że miałaś czytać „Szczury Wrocławia”.

    Wszystko okej, aż do momentu gdy przeczytałam, że książka oparta jest na grze komputerowej :/ Mam niemiłe wspomnienia po tego typu adaptacji z Assasins Creed.

    • No bo miałam i ciągle jest taki plan, tylko że ta była recenzencka, to miała pierwszeństwo 😀

      Ja wcześniej nie czytałam niczego na podstawie gry, więc stwierdziłam, że co mi tam 😛 No i byłam ciekawa zombiaków 😀 Teraz właśnie czas na podejście nr 2 do tematu, czyli Szmidta 🙂 To znaczy jak dokończę tę recenzencką, którą czytam teraz i jak ogarnę kolejne dwie 😀 I jak schrupię „Szczęśliwą Ziemię” Orbitowskiego, bo już się tyle naczekała, że ma pierwszeństwo 😀 Robią mi się listy i kolejki prawie jak u Olgi 😛

      • Jesteś rozrywana! 🙂
        Ja przeczytałam tylko raz książkę na podstawie gry i chyba mi wystarczy. Jakby kto pytał to mam dwie pierwsze części Assasins Creed w oryginale na zbyciu 😉

        • Ja też nie wiem czy się skuszę jeszcze na coś na podstawie gry – chyba że blurb mnie zachęci 😉 Wydaje mi się jednak, że takie książki są skierowane głównie do graczy.
          A ja sama się dałam „porozrywać”, bo poza jedną książką, która została mi zaproponowana i zgodziłam się, reszta trafiła do mnie z mojej inicjatywy 😀

  4. Pingback: Podsumowanie maja | Kultura czytania - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s