„Magiczne lata” R. McCammon

Autor: Robert McCammon

Tytuł: Magiczne lata

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc

Liczba stron: 652

Rok pierwszego wydania: 1991

Źródło: Kupiona

Wyzwanie: Czytam opasłe tomiska (652 strony), Klucznik (Książka w książce)


Ach, lata ’60… Dlaczego mam do nich taki sentyment? Nijak ich przecież nie pamiętam, a jednak coś sprawia, że lubię zagłębiać się w książki opisujące tę epokę. Pewnie niejaki wpływ ma na to moja ukochana muzyka, czyli klasyczny rock z The Doors na czele, ale mimo wszystko… To nie tylko radosne czasy dzieci-kwiatów i era wolności, ale też tak tragiczne wydarzenia jak wojna w Wietnamie czy kolejna fala prześladowań czarnoskórych ludzi przez Ku Klux Klan. A jednak w tytułach opowiadających o latach sześćdziesiątych jest jakaś magia. Tak jak ma to miejsce w (nomen omen) „Magicznych latach” Roberta McCammona.

352x500 (16)Małe miasteczko Zephyr w Alabamie jest Domem, takim właśnie przez duże „D” dla Cory’ego, narratora tej historii, i trzech jego najlepszych kolegów. Wiecie, o co mi chodzi? Dom to to miejsce, gdzie czujecie się bezpiecznie, wygodnie jak w starym fotelu, w którym znacie ułożenie każdej sprężyny i każdy detal wzoru na obiciu. Coś znanego, ciepłego i bezpiecznego – to właśnie Dom. Cory i jego koledzy mają dwanaście lat i są w tym kruchym momencie swojego życia, gdy wszystko się zmienia. Chłopcy stają się młodymi mężczyznami, a młody mężczyzna patrzy na życie inaczej niż dziecko…

Cory musi dorosnąć w przyspieszonym tempie, a wszystko zaczyna się tego dnia, gdy jedzie wraz z ojcem furgonetką – obaj rozwożą mleko pod drzwi mieszkańców miasta. I wtedy w bezpiecznym i doskonale znanym świecie chłopca pojawia się wyrwa – razem z tatą jest świadkiem tego, jak nieznane auto ląduje w Jeziorze Saksońskim wraz ze swym… martwym pasażerem. Nieznany nikomu mężczyzna został brutalnie potraktowany przed śmiercią. Ktoś udusił go żyłką…

I potem mrok zapada nad Zephyr, jakby to jedno wydarzenie otworzyło drzwi wszelkiemu złu. Okazuje się, że nikomu nie można ufać, nawet ludziom, których zna się od lat (jeden z nich może być mordercą). Szkolni łobuzi się rozzuchwalają, miejscowi rasiści coraz śmielej podnoszą głowy, wezbrany żywioł rzeki zalewa ulice, na wolność wydostaje się złośliwa małpa, prawdziwie szatański pomiot, a ciemne typki załatwiają swoje nielegalne interesy pod osłoną nocy… Minął czas beztroskiego dzieciństwa i nikt nie może się już czuć bezpiecznie w Zephyr.

Istnieją rzeczy o wiele gorsze niż te, jakie widzi się w filmach o potworach. Niektóre koszmary wykraczają poza ekran czy stronice książki i przychodzą do twojego domu, uśmiechają się drwiąco z twarzy ukochanej osoby.

Tego lata chłopcy ostatni raz polecieli na skrzydłach wysoko w przestworza. Od teraz zaczynają twardo stąpać po ziemi i przekonają się, że świat nie jest tak przyjazny, jak to roiło się w ich dziecięcych główkach. Ojca Cory’ego dręczą koszmarne sny z topielcem w roli głównej („Chodź ze mną na dno i w mrok” – szepcze upiór), jego kolega Ben ma problem z ojcem-alkoholikiem, a główny bohater tej historii próbuje rozwikłać kryminalną zagadkę, za jedyną podpowiedź mając zielone piórko, które znalazł na miejscu wypadku. Kto zabił nieznanego mężczyznę?

Łaaa, jaki to jest kawał świetnego buka! Jest tu magia, ale nie chodzi mi o czarodziejów i zaklęcia, tylko o magię naszej wyobraźni, która nieraz może przenosić góry; i jest tu zło, najokrutniejsze i najstraszliwsze z możliwych, zło pochodzące z człowieka, z mrocznej części jego natury. Do tego McCammon podarował nam genialny portret małego społeczeństwa (jeśli czytaliście „Trafny wybór” Rowling to powiem Wam jedno – autorka „Harry’ego Pottera” nie dorasta pod tym względem do pięt McCammonowi!), w którym pozorny ład i bezpieczeństwo rozsypują się w proch.

– A niech mnie! Nigdy nie przypuszczałem, że coś takiego może się tutaj zdarzyć!

Zmarszczył brwi i zamyślił się głęboko. Nigdy dotąd nie przypuszczał, że w Zephyr może się zdarzyć cokolwiek, poczynając od wypadku nad Jeziorem Saksońskim. Czyżby to nowe czasy zaczynały się kształtować wokół nas? W radiu i telewizji coraz częściej mówili o miejscu zwanym Wietnamem. W miastach wybuchały zamieszki, niczym potyczki w niewypowiedzianej wojnie. Niejasne złe przeczucie ogarnęło cały kraj, który wkraczał w komercyjną, plastikową epokę jednorazowego użytku. Świat się zmieniał; Zephyr też się zmieniało i nie było już powrotu do dawnych porządków.

A więc… książka w dłoń i do czytania marsz! Obowiązkowo.

6/6

Reklamy

20 thoughts on “„Magiczne lata” R. McCammon

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Kultura czytania - moje recenzje książek

  2. Ooo, ale mi smaka narobiłaś! 🙂 I jeszcze porównanie do „Trafnego wyboru”, który uwielbiam! A z Twojego opisu to klimat trochę kojarzy mi się z Kingowskim „Ciałem” (Stand by me).

  3. Nie wiem jak to robisz, ale potrafisz przekonać mnie do takich magicznych klimatów. Np. totalnie przekonałaś mnie do Baśni Grimmów bez cenzury 😉 Teraz to. Nie miałam w ogóle ochoty patrzeć na tę książkę, a teraz… no, teraz to już nawet bym przeczytała! 🙂

  4. Cudowna książka. Od roku przymierzam się do napisania o niej, ale jest tak WIELKA, że nie czuję się dostatecznie dobra, by o niej napisać.
    Ale za to pożyczam ją, komu się da. 🙂

  5. Pingback: Podsumowanie kwietnia | Kultura czytania - moje recenzje książek

  6. Pingback: #Pogaduchy u Aguchy TAG | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s