„Ostatnia arystokratka” E. Boček

Autor: Evžen Boček

Tytuł: Ostatnia arystokratka

Wydawnictwo: Stara Szkoła

Liczba stron: 254

Rok pierwszego wydania: 2012

Źródło: Kupiona

Wyzwanie: Klucznik (coś czerwonego)


Nie wiem czy wiecie, nie wiem czy zauważyliście, ale jestem czytelniczym smutasem – zwykle sięgam po przygnębiające, skłaniające do myślenia książki, przez które mogę później snuć niewesołe refleksje na temat świata, człowieka i przyszłości życia na Ziemi. Za potwierdzenie niech posłuży fakt, że wielbię pesymistyczne prognozy Philipa K. Dicka, zaczytuję się z wypiekami na twarzy w krwawym świecie „Pieśni Lodu i Ognia” Martina, czy też to, że aktualnie zwiedzam wraz z Artemem brudne i ciemne stacje rosyjskiego metra w książce „Metro 2033”. Ale czasem poczuję chęć na zmiany, czasami ktoś namówi mnie na coś wesołego i chichotliwego (macham Ci łapką, Olga!). I w ten sposób spędziłam dwa urocze dni nad lekturą „Ostatniej arystokratki” Evžena Bočka.

356580-352x500Wyobraźcie sobie, że żyjecie spokojnie z rodziną w Ameryce, aż tu nagle… dostajecie w spadku czeski zamek Kostka! Z dnia na dzień dowiadujecie się, że nie jesteście przeciętnymi Amerykanami, ale czeską arystokracją! Fajnie? Nie, jeśli weźmiecie pod uwagę, że posiadłość jest zadłużona, zaniedbana i praktycznie opuszczona, a Wasza służba to pani Cicha, która „lubi sobie golnąć ciut za dużo”, marudny i nie cierpiący turystów kasztelan Józef oraz hipochondryczny ogrodnik, który jest sobowtórem Spocka ze „Star Treka”:

[Józef] Wygląda na zmęczonego i ciągle ma minę, jakby go coś bolało. Oprócz Józefa mamy jeszcze sprzątaczkę panią Cichą i ogrodnika, który nazywa się Piękno, ale na przekór swojemu nazwisku wygląda jak pan Spock z serialu „Star Trek”. Właściwie nie mamy pewności, czy to nie jest on.

Rodzina Kostków to hrabia Franciszek Antoni Kostka z Kostki (obrońca Bożego Grobu, członek Zakonu Maltańskiego i patron kościoła Wniebowzięcia Maryi Panny w Kostce), hrabina Vivien Kostka oraz hrabianka Maria Kostka z Kostki – i to ona opowiada nam tę historię. A to gwarantuje nam świetną zabawę, mnóstwo rechotu i groźbę zadławienia się jedzeniem (nie czytajcie Bočka przy posiłku!). Powoduje też ponoć napady czkawki ze śmiechu. Żeby nie było, że nie ostrzegałam!

Maria jest bowiem niesłychanie ironiczna i błyskotliwa, a na swoją, nagle arystokratyczną rodzinę i zamek Kostka, patrzy z dystansem właściwym dorastającej panience. Zresztą ile się tu dzieje, jaką prześmieszną historię serwuje nam autor ustami hrabianki! Czyż zdołacie zdusić chichot, gdy już na pierwszych stronach przeczytacie o wyprawie Kostków z Ameryki do Czech, na którą w ramach oszczędności zabierają swoich skremowanych przodków w pustych opakowaniach po solonych orzeszkach, a kotkę Carycę uśpioną i schowaną w torbie? Tak, wbrew pozorom arystokraci również mogą klepać biedę, a zamek zamiast przynosić dochody, może pochłaniać bajońskie sumy. Szczególnie, jeśli Józef ma alergię na muflony (tzn. turystów odwiedzających zamek) i przez lata nie dbał o Kostkę, bowiem nie jest też fanem wydawania pieniędzy, pan Spock zamiast dbać o ogród, gra na fortepianie, a pani Cicha, cóż… lubi chlapnąć sobie orzechówki.

A bycie arystokratą nie jest proste! Trzeba spełniać pewne wymogi. Na przykład mieć ogromne dogi (to ponoć tradycja Kostków!), które żrą niesłychane ilości żarcia, za to wciąż nie potrafią się nauczyć aportowania papuci, założyć mini stadninę i nauczyć się jeździć konno, znać na wyrywki historię swojego rodu, by móc ją opowiadać muflonom, nabyć hrabiowskich manier, urządzić spotkanie dla prasy, podczas którego urządzone zostanie wielkie świniobicie… a to dopiero początek.

Czy może wyniknąć z tego coś dobrego, gdy długi rosną, matka, której czeszczyzna jest wciąż beznadziejna, próbuje wzorować się na księżnej Dianie, ojciec jest okropnym dusigroszem, a młoda hrabianka zdecydowanie nie zgadza się na przyjęcie legendy trzeciej w rodzie Marii, która zginie tragicznie mając 20 lat (jej dwie arystokratyczne poprzedniczki zmarły młodo)? Otóż tak! „Ostatnia arystokratka” Bočka to tak świetna, czysta rozrywka pełna prześmiesznych zdarzeń, że koniecznie musicie ją przeczytać! Absurdalny humor, który pozwala głośno śmiać się z samych siebie to jedna z tych rzeczy, za którą kocham Czechów. Sama nie wiem ile razy zaśmiewałam się do utraty tchu, bo w liczeniu zatrzymałam się na 35 stronie, a do tego momentu chichotałam już co najmniej 10 razy!

Ojciec próbuje tresować psy. Niestety jest bardzo niecierpliwy, niekonsekwentny i najwyraźniej myśli, że zwierzęta rozumieją ludzką mowę. Czy wyczytał to ze starego podręcznika, nie wiem, ale jego tresura wygląda tak:

– Olek, siad!

Olek nie rozumie, czego się od niego chce i liże ojca po ręce.

– Siad, debilu.

Ojciec przyciska tyłek Olka do ziemi.

– Jezus Maria, ja pierdzielę, siadaj i siedź.

Olek wciąż stoi, choć ojciec opiera się na nim wagą całego ciała.

– Ty jesteś normalny debil. Siad znaczy, że podkurczysz tylne nogi i usiądziesz na ten swój zasrany tyłek, głupku. O tak!

Ojciec siada na tyłek, co Olek rozumie jako zachętę do wylizania twarzy.

Jeśli macie ochotę na cudną rozrywkę na jeden chaps – polecam!

5/6

Advertisements

27 thoughts on “„Ostatnia arystokratka” E. Boček

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Kultura czytania - moje recenzje książek

  2. Miałam przyjemność czytać zachwyty Bombla, wrażenia Literackich Skarbów… a teraz z przyjemnością czytam Twoje i mam pewność, że przy najbliższej nadarzającej się okazji sięgnę po tę powieść. Dla czeskiego humoru i by dodać kolejne czeskie nazwisko do wełniastej kolekcji „sąsiedzi” (:

  3. To jak Ty lubisz smutne książki, to ja lubię smutno-przerażająco-dołujące 😉 Takich, jak ta, boję się jak ognia, chociaż czeski humor (zwłaszcza wczeskim teatrze lalek) bardzo sobie cenię. Planowałam Ostatnią arystokratkę po tych wszystkich dobrych recenzjach w sieci, bo potrafią zachęcić (Twoja też!). Nadal się obawiam, ale pewnie kiedyś spróbuję 😉

  4. A wiesz, że nigdy się nie zastanawiałam nad tym smutasowaniem? Nie wiem jakie książki sama wolę, muszę poprzyglądać się swoim lekturom 😀
    O Arystokratce czytałam już u Olgi i na innych blogach, ale jeszcze nie wiem, czy to trafia w moje poczucie humoru. Muszę poniuchać 🙂

  5. Pingback: Podsumowanie marca | Kultura czytania - moje recenzje książek

  6. Pingback: Name Book TAG | Kultura czytania - moje recenzje książek

  7. Jeżeli cała czeska arystokracja jest podobna do rodziny Kostków, to ja się zaraz zacznę starać o posadę w jakimś zamku. Naprawdę dawno nie czytałam książki, podczas czytania której co chwilę się śmiałam. Cudowna ironia i znakomite wychwytywanie absurdów.

    • Też nie pamiętam, przy czym się ostatnio tak śmiałam! No, może jeszcze przy „Czochrałem antarktycznego słonia” Golachowskiego, ale to zupełnie inny typ humoru 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s