„List z powstania” A. Klejzerowicz

Autor: Anna Klejzerowicz

Tytuł: List z powstania

Wydawnictwo: Filia

Liczba stron: 320

Rok pierwszego wydania: 2014

Źródło: Wypożyczona z biblioteki


Tak się ostatnio składa, że często sięgam po lektury opowiadające o czasach II Wojny Światowej. Nie, żebym robiła to umyślnie – to znaczy, fakt, lubię czytać o tym okresie w dziejach, jednak nie planowałam czytania kilku książek tego rodzaju pod rząd. Tymczasem niebawem po zapoznaniu się z „Parabellum” Mroza ponownie przeniosłam się myślami do lat wojennych, choć opisanych zgoła w inny sposób. Anna Klejzerowicz w swojej książce „List z powstania” postawiła na wspomnienia pełne niewyjaśnionych zagadek. Niedokończone sprawy ciągną się za bohaterkami całe życie…

217798-352x500Centralną postacią jest Marianna, córka kobiety, która wciąż żyje przeszłością. Julia, matka głównej bohaterki, próbuje wyjaśnić co się stało z Hanią – jej siostrą, która była łączniczką w powstaniu i która zniknęła bez śladu. Mimo upływu wielu lat i niekończących się poszukiwań matki Marianny, nadal nie wiadomo czy Hania zginęła, czy też żyje gdzieś w bezpiecznym miejscu i z jakiegoś powodu nie kontaktuje się z rodziną. Kobieta jest kompletnie zafiksowana na tej sprawie i nie zaprzestaje poszukiwań nawet za czasów Polski Ludowej, kiedy SB „daje jej do zrozumienia”, że nie powinna zajmować się historią siostry…

Wbrew początkowej niechęci, Marianna również poddaje się rodzinnej legendzie i kontynuuje poszukiwania matki. Niespodziewanie, po wielu latach, do obu kobiet przychodzi list z Anglii – od tajemniczego Roba. Kim on jest i co wie o losie Hanki?

Powieść prowadzi nas przez wiele lat – od czasów powstania aż po współczesność. Pokazuje jak niewyjaśniona rodzinna historia może mieć wpływ na kolejne pokolenia. Narracja prowadzona jest dwutorowo – pierwszym narratorem jest Marianna, drugim zaś trzecioosobowy wszystkowiedzący narrator. W moim odczuciu wprowadziło to lekki chaos i choć potem przyzwyczaiłam się do sposobu, w jaki Klejzerowicz budowała historię, na początku ciężko mi było płynnie przeskakiwać pomiędzy obiema opowieściami. Możliwe, że z tego powodu nie potrafiłam też od razu wciągnąć się w „List z powstania” – tak naprawdę, mimo wielu tajemnic i podsuwania wciąż nowych tropów przez autorkę, dopiero przy ostatnich 50-80 stronach zaczęłam czytać powieść z wypiekami na policzkach. Końcowe śledztwo, które zawiodło Mariannę w zupełnie niespodziewane miejsce i przyniosło niedające się przewidzieć rozwiązania, z jednej strony mną wstrząsnęło, a z drugiej zostawiło z poczuciem takiej „książkowej niewiary”. Chodzi mi o konsekwencję budowania niektórych postaci. To, jak ostatecznie zawiązały się ich losy wydawało mi się co najmniej nieprawdopodobne. Przez to wszystko zamknęłam „List z powstania” z ambiwalentnymi odczuciami…

4-/6

Advertisements

12 thoughts on “„List z powstania” A. Klejzerowicz

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Kultura czytania

  2. O, popatrz! A ja właśnie wczoraj, szukając pomysłu na książkowy prezent dla mamy, zastanawiałam się nad jakąś książką pani Anny. I właśnie myślałam o „Listach…” i o „Cieniu gejszy”, ale postanowiłam najpierw sprawdzić, czy ktoś z czytanych przeze mnie blogerów może o nich nie pisał. A dziś TY mi recenzję na tacy podajesz, aż nie wierzę! (:

  3. Pingback: Podsumowanie stycznia | Kultura czytania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s