„Marcowe fiołki” S. Jio

Autor: Sarah Jio

Tytuł: Marcowe fiołki

Wydawnictwo: Znak

Liczba stron: 304

Rok pierwszego wydania: 2011

Źródło: Wypożyczona z biblioteki


Jeśli chodzi o książki o miłości, mogę chyba zaryzykować stwierdzenie, że czytelnicy dzielą się tu na dwie grupy – te grupy to pewnie, czemu nie? oraz a w życiu! Długo zaliczałam się do tej drugiej. No bo ileż można czytać o złamanych sercach, o poszukiwaniu Tego Jedynego przez kobiety po czterdziestym roku życia (czemu to są zawsze, borze szumiący! kobiety po czterdziestym roku życia?!), o nowych uroczych domkach kupionych/wybudowanych po przeprowadzce na wieś i o bieganiu po moście w strugach deszczu, do tego wylewając również strugi – łez (nie, wcale nie piję do pani G., zdaje Wam się)? No cóż. Przekonałam się w końcu, że nie wszystkie książki o uczuciach trzeba mierzyć jedną miarą i dałam niektórym autorom szansę. Ostatnio postanowiłam zapoznać się z Sarah Jio i jej „Marcowymi fiołkami”.

222033-352x500Nie powiem, zaczyna się sztampowo. Emily, główną bohaterkę książki, zostawia jej mąż. Jesteśmy świadkami smutnej sceny, gdy Joel pakuje do kartonu swoje rzeczy, mamrocze te wszystkie niezręczności, które mamrocze się przy tej okazji – i wychodzi. Oczywiście powodem jest ta inna kobieta. Wiadomo. Emily postanawia odpocząć i podejmuje decyzję o wyjeździe na wyspę, gdzie mieszka jej cioteczna babka. Jako dziecko często odwiedzała Bee i dzięki jej gościnie przeżyła niejedne cudowne wakacje. Czujecie to? Czy mieliście takie beztroskie, słoneczne, cudowne wakacje, do których wracacie myślami? Jeśli już macie to miejsce pod powiekami to właśnie takim miejscem była wyspa Bainbridge dla Emily.

Wyspa jest właściwie taka, jak ją zapamiętała główna bohaterka – cicha, niewielka i spokojna. Kobieta myśli, że po prostu trochę się odpręży, a może również zniknie blokada twórcza – bowiem odkąd napisała, skądinąd świetnie przyjętą, pierwszą powieść, fani czekają na więcej, a ona ma pustkę w głowie. I nagle dzieje się coś, co nadaje inny sens jej wyjazdowi – w pokoju, który oddaje jej do dyspozycji Bee, w szufladzie komody, Em znajduje stary zeszyt w czerwonej oprawie. Czy to powieść czy pamiętnik? No i kto, u licha ciężkiego, go napisał?! Narratorką jest Esther, ale to imię nic nie mówi Emily, a na wyspie nikt taki nie mieszka. Trochę zawstydzona (no bo czy wypada czytać cudze notatki, które może nie miały wyjść na światło dzienne?), lekko niepewna czy to nie przypadkiem coś, co należy do cioci Bee, bohaterka zaczyna czytać i… nie może się oderwać od historii, którą znajduje na kartach sfatygowanego zeszytu… Rzecz rozgrywa się na wyspie, lecz w latach 40. XX wieku i opowiada o wielkiej namiętności, która połączyła Esther i Elliota.

Akcja toczy się dwutorowo – możemy obserwować co dzieje się u Emily oraz czytać fragmenty tajemniczego pamiętnika. W obu wątkach wiele się dzieje. Em, która miała nie myśleć o facetach, oczywiście poznaje intrygującego Jacka, a do tego spotyka pewnego faceta ze swojej przeszłości. Dodam, że z tym drugim łączy ją wiele miłych wspomnień, a ten pierwszy… cóż, to ten „powieściowy typ” (nie wierzę, że tacy faceci istnieją naprawdę! Nie wierzę i już), który bardzo szybko potrafi oczarować kobietę.

Jednak to, co najbardziej spodobało mi się w książce, to przyjaźń Bee i Evelyn. Ze wzruszeniem czytałam o dwóch starszych paniach, które tak bardzo się lubią i wspierają na każdym kroku. Przebiegając wzrokiem te fragmenty wprost czułam się, jakbym siedziała otulona ciepłym kocykiem, tak kojące wrażenie robiły na mnie te dwie kobiety.

Całkiem ciekawe było również śledztwo, które podjęła Emily – okazało się bowiem, że postaci opisane w czerwonym zeszycie nie są fikcyjne, a rozwikłanie kto jest kim pozwoliło kobiecie wyjaśnić pewne rodzinne tajemnice. Dlaczego matka Em nie chce przyjeżdżać do ciotki Bee? Co takiego zaszło między nimi przed laty? To odkrywanie sekretów i wciąż nowe fakty z przeszłości (a nie klasyczny wątek miłosnego trójkąta) sprawiły, że „Marcowe fiołki” przeczytałam „na jeden chaps”. Na pewno nie jest to nic odkrywczego i nie wykluczam, że niedługo nie będę pamiętać o czym opowiada ta historia, pewne rzeczy były też zdecydowanie przekombinowane (sprawa z imionami – i nic więcej nie powiem, by nie spojlerować!), ale jeśli macie ochotę, by otuliły Was miłe, ciepłe słowa, jeśli czekacie na kojącą i ciekawą historię, mogę wam polecić powieść Sarah Jio – nie powinniście być zawiedzeni.

4/6

Advertisements

15 thoughts on “„Marcowe fiołki” S. Jio

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Kultura czytania

    • Jak ktoś lubi historie w stylu „cieplutki kocyk” to jak najbardziej będzie dobry prezent 😀 Książka jest dość ładnie wydana (choć wkurzają mnie te cytaty celebrytek na okładce) – ma takie śliczniusie „szlaczki” między częściami rozdziałów i ozdobne pierwsze litery danego rozdziału (nie wiem czy to się jakoś profesjonalnie nazywa?) 😀

  2. Co prawda teraz szukam całkiem innych czytelniczych doznań, ale „Marcowe fiołki” będę mieć na uwadze, bo z pewnością najdzie mnie kiedyś ochota na taką „kojącą i ciekawą historię” 🙂

  3. Książki Sarah Jio nadal przede mną, ale w przeciwieństwie do Ciebie nie mam nic przeciwko historiom o miłości 🙂 wręcz przeciwnie, czytam je namiętnie i jakoś nie trafiłam an zbyt wiele opowieści o paniach po 40-tce, mam raczej pecha do zatwardziałych dziewic… Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s