„Papierowa dziewczyna” G. Musso

Autor: Guillaume Musso

Tytuł: Papierowa dziewczyna

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 416

Rok pierwszego wydania: 2010

Źródło: Wypożyczona z biblioteki

Wyzwanie: Czytam opasłe tomiska (416 stron)


Są takie lektury, które wiele sobą obiecują. Książki, które nas magicznie przyciągają, zapowiadając fascynującą przygodę, cudowne zatopienie się w świecie z papieru. Nie sugerują może wielkich przemyśleń, ale mamią obietnicą przyjemnej rozrywki. „Papierowa dziewczyna”, a właściwie twórczość Musso, była mi polecana, słyszałam o autorze wiele ciepłych słów. Nastawiałam się na kilka godzin przyjemnego czytadła – dobrego w swojej klasie.

352x500 (9)

Tom Boyd, główny bohater książki, to pisarz, autor dwóch poczytnych powieści z serii „Trylogii Anielskiej”. Jednak jego kariera załamuje się, gdy kończy się krótki romans z pianistką Aurore, typową femme fatale, która nie potrafi związać się na dłużej z żadnym facetem. Boyd poddaje się rozpaczy, zaczyna pić i łykać nasenne proszki, wydaje mu się, że jego egzystencja nie ma sensu.

DSC_0607

Próbują mu pomóc jego przyjaciele z dawnych lat – Milo, który jest teraz jego agentem oraz Carole, policjantka. Ta trójka zna się od dziecka, a ich dzieciństwo bynajmniej nie było usłane różami. Dorastali w ubogiej dzielnicy, gdzie władzę sprawowały gangi, a bójki były na porządku dziennym. Bohaterów łączy tajemnica sprzed lat…

Milo i Carole jeszcze raz chcą pomóc Tomowi. Próbują wysłać pisarza do psychiatry, jednak ich starania nie dają skutku. Niespodziewana pomoc nadchodzi z kart jego ostatniej powieści, gdy jej bohaterka, Billie, z powodu błędnie wydrukowanej partii książek, w których zadrukowana jest tylko połowa stron, wypada spośród kart wprost do domu Toma Boyda. Początkowo mężczyzna myśli, że Billie to tylko wytwór jego wyobraźni, lecz z minuty na minutę coraz więcej przemawia za tym, że rzeczywiście ma przed sobą papierową dziewczynę…

Jak widać, pomysł na fabułę był całkiem ciekawy – tym bardziej byłam zawiedziona, że lektura mnie nie usatysfakcjonowała. Winę ponoszą na pewno płaskie postaci, z którymi nie czułam się związana i które wydawały mi się mało realne. Szkoda, że Musso tak słabo zarysował właściwie każdego swojego bohatera: tworząc Toma, Carole, Mila, Aurore, Billie kilkoma tylko niedbałymi ciosami dłuta. Tom to niespełniony pisarz, wkurzający z powodu użalania się nad sobą, Carole to typ policjantki-chłopczycy, która pod twardą skórą ukrywa wrażliwe serduszko, Milo to kretyn, który mimo trzydziestki zachowuje się jak piętnastolatek, który właśnie po raz pierwszy z bliska ujrzał kobiece uda, Aurore jest, jak już wspomniałam, sztampową femme fatale, a Billie to irytująca szczebiocząca trzpiotka. Do żadnego z bohaterów nie poczułam sympatii, a to naprawdę duży wyczyn. Gdyby Musso pogłębił postać Toma czy Carole (szczególnie ona ma potencjał), ta powieść mogłaby wiele zyskać. Ale nie… No i te dialogi! Co Wy na taką rozmowę między Carole a Milem?

– Jak ci się podoba ta Billie?

– Hm. Wspaniałe nogi. Mogą wyrwać wszystkie guziki w rozporku…

Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Czy to Musso pisze tak beznadziejnie, czy tłumaczka się nie popisała? Zdania takie jak te wywoływały moją konsternację:

Udaję, że nie słyszę, ale naprawdę nie słyszę, bo podkręciłem na maksa dźwięk mojego walkmana.

Przyznaję, powieść miała potencjał, tylko szkoda, że został on zmarnowany. Ciekawy motyw dziewczyny schodzącej z kart książki i końcówka, niemal w klimacie thrillera, niestety nie ratują słabiutkiej całości. Kilka nieścisłości fabularnych (Tom jest spłukany, w desperacji sprzedaje swój zegarek za 1000$, nie wiedząc, że wart jest ok 40 000$, jednak przez wiele kolejnych dni stać go na zatrzymywanie się w luksusowych hotelach, jedzenie wykwintnych potraw czy kosztowną wycieczkę do Paryża…) i tandetne dialogi jak z Harlequinów totalnie kładą „Papierową dziewczynę”. Mogę jedynie przyznać, że czyta się ją szybko, lecz zażenowanie miesza się ze śmiechem… Oto cytat na koniec:

DSC_0608

2+/6

Reklamy

26 thoughts on “„Papierowa dziewczyna” G. Musso

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Kultura czytania

  2. Mialam bardzo podobne odczucia jak Ty. Dobry pomysl, kiepskie wykonanie. Czytalam po angielsku i moge stwierdzic, ze jezyk, dialogi tylko troche lepiej brzmia w oryginale niz po polsku 😉

  3. Ja czytałam prawie wszystkie książki, które wyszły w Polsce i bardzo go lubię. Pierwsza była ta najpopularniejsza „Uratuj mnie”. Oryginał jest francuski, więc myślę, że to kwestia tłumaczenia.

  4. Przeczytałam ją jakiś czas temu bo koleżanka zachwalała, ale myślałam, że padnę… Przeleciałam ją wzrokiem tylko po to żeby się upewnić, że niczym autor mnie nie zdziwi. 😛 Tragedia… 2+ to i tak dużo 😉

    • Byłam tam samo zdziwiona i zawiedziona podczas lektury, bo też słyszałam o Musso wiele dobrego 😦 Może to ta książka była taka pechowa, a inne są super – muszę kiedyś dać mu drugą szansę, bo nikogo nie skreślam po jednej książce 🙂

  5. ja czytałam musso przy okazji „Jutra” i to zdecydowanie nie była przyjemna znajomość z tym panem. proza musso to proza dla bardzo niewymagającego czytelnika, naprawdę nie wiem, skąd tyle pochwał i zachwytów. czy to oznacza, że mamy aż TAK niezainteresowanych formą czytelników? (smutek.)

    • Oj, myślę, że nie ma się co łudzić – obstawiam, że co najmniej 70% czytelników stawia na literaturę „lekką, łatwą i przyjemną” 🙂
      Ja, nie ukrywam, również lubię czasem czytadła, ale i one muszą być na jakimś poziomie – językowym, chociażby. Przykładem lepszych czytadeł są dla mnie książki Judi Picoult.

  6. Pingback: Podsumowanie grudnia | Kultura czytania

  7. Pingback: #Pogaduchy u Aguchy TAG | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s