„Jak z obrazka” J. Picoult

Autor: Jodi Picoult

Tytuł: Jak z obrazka

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Liczba stron: 360

Rok pierwszego wydania: 1995

Źródło: Wypożyczona z biblioteki


Choć przeczytałam już sześć książek Picoult, żadnej jeszcze nie zrecenzowałam na blogu. Nie wiem właściwie dlaczego? Może dlatego, że pisarka potrafi jak nikt wczuć się w losy każdej postaci i każdą jakoś wybronić, pokazać jej racje i powody, dla których nie zawsze zachowuje się właściwie, a to nieraz utrudnia opisanie treści książki. Picoult jest mistrzynią wielogłosowości i przedstawiania zdarzeń z obu stron. Tak było i tym razem, a lektura „Jak z obrazka” dała mi do myślenia.

352x500 (7)

Na cmentarzu zostaje odnaleziona młoda kobieta. Ma na ciele ślady przemocy fizycznej i nie pamięta, kim jest. Jedyne, co ją w tej chwili definiuje, to uczucie niesprecyzowanego zagrożenia. Jeden z policjantów, Will, w którego żyłach płynie indiańska krew, pomaga przerażonej kobiecie, zabierając ją do swego mieszkania i zapewniając poczucie bezpieczeństwa. Niedługo okazuje się, że jest ona żoną słynnego aktora, Aleksa Riversa! Pamięć stopniowo wraca. Kobieta, która na imię ma Cassie, przypomina sobie, że jest antropolożką, że swojego męża poznała w Tanzanii, gdzie przez splot przypadków została asystentką Riversa przy realizowanym właśnie filmie, że żyją w wielkim domu pełnym służby… Jej życie zdaje się idealne, dlaczego więc chciała uciec, podczas gdy wszystkie kobiety w Ameryce marzą, by spędzać czas z Aleksem?

Problem przemocy domowej jest niezwykle ważną i delikatną kwestią, którą Picoult opisała tu w mistrzowski sposób. Charakter kata, jak i ofiary został dogłębnie ukazany, a autorka pokazała nam, co powoduje, że mężczyzna lub kobieta zaczynają dręczyć swojego partnera, kogoś, kogo kochają – i jak małe są szanse, by przestali to robić.

Cassie decyduje się na ponowną ucieczkę, tym bardziej, gdy dowiaduje się, że jest z Aleksem w ciąży… A mężczyzna nigdy nie chciał zostać ojcem, bał się bowiem, że będzie tak złym rodzicem jak jego tata. I tu objawia się znów mistrzostwo Picoult do budowania przekonujących bohaterów. Nienawidziłam Aleksa, myślałam nie raz: Cassie, uciekaj, zostaw tego kretyna, jak możesz pozwolić się bić, poniżać, kopać po żebrach?! Jednocześnie bardzo Riversowi współczułam. Z kart powieści wyłaniał się obraz chłopca, a potem młodzieńca, który nie był kochany, którego ojciec wyśmiewał, że jest tak niemęski, a z którego wyrósł mężczyzna, który, choć podziwiany i kochany pławił się w blasku fleszy, tak naprawdę uważał siebie za kompletnie bezwartościowego śmiecia. Ratunku szukał u Cassie, tylko że on nie potrafił już kochać w zdrowy sposób…

A Cassie? Cassie była zakompleksioną dziewczyną, która, wbrew sobie, była pełna podziwu dla Aleksa. Bo mężczyzna się przed nią otworzył, pokazał, jak beznadziejne było jego życie. Cały świat znał gładką i błyszczącą ułudę, a jedynie jego żona – prawdę. Kochała go. Chciała go chronić. Ale tak to już niestety jest z osobami współuzależnionymi – w 99% okazuje się, że chorej osoby nie da się zmienić. Nie można wierzyć w zapewnienia, to ostatni raz, ja już tego nie zrobię, przysięgam, nie można ufać łzom, kwiatom, obietnicom. Trzeba mieć niebywałą siłę, żeby się uwolnić, odciąć. Jest to najlepsze, co można zrobić…

Jodi Picoult po raz kolejny ofiarowała mi mnóstwo emocji, a do tego dała pożywkę dla wielu przemyśleń. Za to właśnie lubię i wciąż czytam jej książki, chociaż są nierówne. Jednak „Jak z obrazka” wraz z tytułami „Dziewiętnaście minut” i „Bez mojej zgody” będę mogła zaliczyć do najdoskonalszych dzieł amerykańskiej autorki.

5/6

Reklamy

26 thoughts on “„Jak z obrazka” J. Picoult

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Kultura czytania

    • Bardzo się cieszę 🙂 Warto naprawdę się zapoznać z „Jak z obrazka”, choćby dlatego, że porusza tak ważne kwestie. Ok, proza Picoult trąci czasem tanim sentymentem, ale jednak tematyka i sposób opisania problemu jest bardzo na plus.

          • To nie chodzi o to. Jeśli mam do wyboru książkę, którą chcę i wiem, że będzie mi potrzebna (kultura) i taką beletrystyczną (a wiedz, proszę, że sagę o H.P baaaardzo cenię) to, niestety,stety, wybieram to pierwsze, bo na kulturę, naukę. Gdyby pieniędzy i miejsca było pod dostatkiem, to jasne, byłby nie tylko H.P

            • Ok, ja Cię świetnie rozumiem 🙂 Tylko dla mnie kultura to i książki naukowe, i beletrystyczne, nie rozgraniczam tego. Dlatego tak, jak napisałam – cieszę się, że mnie na razie stać i mogę inwestować w książki.

              • Sytuacja dla mnie jest złożona.
                Najpierw było tak, że odczuwało się pragnienie posiadania wszystkiego co jest, jak napisałaś pasjonujące, wnoszące etc.
                Myślę, że z wiekiem człowiek staje się bardziej krytyczny, a może po prostu proza życia, tj. brak miejsca na półkach, przeprowadzki, i czytanie książek. Jeśli pojawiają się nowi członkowie rodziny, to jasne, że taką serię można sprezentować. Ale to już zupełnie inna kwestia.
                Nie rozgraniczam nauki i beletrystyki w tym znaczeniu, że obie te dziedziny są składową sztuki.Tak było, jest i będzie. Ale staram się kupować książki, co do których mam pewność, że przeczytam je nie tylko jeden, czy dwa razy. Bo jeśli mam przeczytać raz jeden, to kupno książki, nie jest dla mnie inwestycją w kulturę. Rozumiem przy tym, że Ty możesz mieć inne podejście, i dla Ciebie np HP może być „książką”, z którą (np)dorastałaś, i z którą trudno Ci się rozstać

                • Tak jak napisałam, rozumiem Twoje podejście, ale ja mam inaczej. Są książki, do których mam sentyment i które lubię, i które chętnie umieszczę na półce, nawet jeśli już do nich nie wrócę. Miałam też całą masę książek, które przeczytałam, ale co do których owego sentymentu nie mam, więc puściłam je dalej w świat.
                  Nie chcę do tego dorabiać wielkiej ideologii, po prostu lubię niektóre tytuły mieć przy sobie 🙂
                  Nie dorastałam z HP tak dosłownie jak niektórzy, bo jestem kilka lat za stara 😀 Rocznik ’88, w dodatku czytałam je z kilkuletnim poślizgiem, więc nie „rosłam” z Harrym. Ale i tak mam sentyment do tej serii.

                  • Piszesz, z taką intencją (tak to czytam) jakby ktoś np ja 🙂 chciał Cię nawrócić na jedynie słuszną drogę. Jedynie słusznej drogi nie ma. Napisane jest w moim komentarzu, że ja mam inaczej- Ty masz inaczej i jest dobrze jak jest. A dorastanie było pokazane jako przykład, więc radzę się do tego zbytnio nie przywiązywać. Uściski. PS. Chodziło mi tylko o to, że zakup książki, która już była przeze mnie czytana, (i wiem, że jest dobra) nie jest dla mnie osobiście inwestycją. Pisałaś, że w ten sposób inwestujesz w sztukę. Ja mam inaczej, z ww. względów. I tyle. Różnice są wnoszące. 🙂

  2. Nigdy nie czytałam nic Jodi Picoult, ale oczywiście słyszałam o niej, bo często się pojawia. Raczej zaliczana do „babskiej” kategorii lektur, tematyka jakoś mnie nie przekonuje. Kiedyś, może parę lat temu, chętniej bym przeczytała, ale teraz chyba więcej bym klęła na bohaterów niż czerpała radość z czytania.

  3. Bardzo lubię powieści Picoult, tej jeszcze nie przeczytałam więc będę musiała to nadrobić. 🙂 Mam podobne zdanie o jej twórczości co Ty, co ciekawe – również rzadko kiedy recenzuję jej książki, chyba tylko raz, jak do tej pory, to zrobiłam.

  4. Pingback: Podsumowanie października | Kultura czytania

  5. Pingback: 10 najlepszych książek o miłości | Kultura czytania - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s