„Anglicy na pokładzie” M. Kneale

Autor: Matthew Kneale

Tytuł: Anglicy na pokładzie

Wydawnictwo: Wiatr od morza

Rok pierwszego wydania: 2001

Liczba stron: 528

Źródło: Egzemplarz recenzencki

Wyzwanie: Czytam opasłe tomiska (528 stron)


Ahoj! Ja, szczur lądowy co się zowie, postanowiłam zaryzykować i wybrać się w podróż statkiem. Zapytacie: co za statek, dokąd płynie? Otóż wybrałam się na wyprawę do Tasmanii razem z mańską załogą i pewnymi Anglikami… Możliwe, że jest to dla Was zagadka o konfuzję przyprawiająca, a może słyszeliście już o książce „Anglicy na pokładzie”, która miała premierę dwa dni temu, to jest 30.09. br.? Czemu właśnie wtedy? Ponieważ ten dzień uznany został za Dzień Tłumacza, a wydawnictwo Wiatr od morza postawiło przed sobą ambitne zadanie: jako że powieść rozpisana jest aż na 21 głosów, na język polski została przetłumaczona przez 21. tłumaczy. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o beletrystykę, jest to precedens.

321882-352x500

Zacznę od mojego nastawienia. Spodziewałam się, że dostanę typową przygodową książkę o wyprawie przez morza, pełną piany, ustawiania grotmasztu, może popijania alkoholu, wiecie, tego typu „morskich opowieści”. Byłam w błędzie, ale właściwie nie mam czego żałować. Lektura „Anglików na pokładzie” dostarczyła mi wielu gorzkich przemyśleń na temat mojej rasy. Kneale pod płaszczykiem powieści marinistycznej przekazuje nam wstrząsający i haniebny dla białego człowieka obraz kolonializmu, bestialskiego podbijania lądów i ubezwłasnowolniania rdzennych mieszkańców, którym, w imię obłudnego „dobra”, wyrabiano najgorsze okrucieństwa.

A kręci się ta opowieść wokół wyprawy pewnej grupy badawczej na Tasmanię (zwaną wtedy Ziemią van Diemena). Grupa to zaiste malownicza, a przewodzi im nawiedzony pastor, który nie wierzy w darwinowskie teorie powstania świata. Wielebny Geoffrey Wilson uważa, że Stworzenie odbyło się tak, jak jest to opisanie w Biblii, a za pomocą wielu dziwacznych przesłanek dochodzi do wniosku, że Eden znajduje się właśnie na Tasmanii. Razem z nim podróżują: botanik Timothy Renshaw (którego wysłali w rejs rodzice) oraz głoszący rasistowskie teorie na temat ras chirurg Thomas Potter. Nie wiedzą oni jednak, że tereny te nie są rajem ani w dosłownym, ani w metaforycznym tego słowa znaczeniu: na Ziemi van Diemena trwa bowiem kolonizacja Aborygenów, znajdują się tam kolonie karne, a wybuch konfliktu między Anglikami a rdzennymi mieszkańcami jest tylko kwestią czasu…

Przeraża mnie fakt, że wiele z opisanych rzeczy zdarzyło się naprawdę. Tasmania została skolonizowana przez Anglików, istnieli tacy badacze jak Potter, który dowodzi wyższości białej rasy, przedstawicieli czarnej porównując do istot, które zatrzymały się w połowie rozwoju pomiędzy człowiekiem a małpą, miała też miejsce okropna Czarna wojna, podczas której brytyjscy kolonialiści napadali na tasmańskich Aborygenów i vice versa. Jest to ogromny wstyd dla białej rasy, że kiedykolwiek doszła do wniosku, że jest najlepsza i że w imię tego może przymuszać innych ludzi do porzucenia swych obyczajów, wierzeń, całych kultur, by narzucić im jedynego słusznego Boga i jedyne słuszne zachowania. W książce „Anglicy na pokładzie” przedstawicielem uciśnionych jest Peevay, chłopak, który jest wynikiem gwałtu białego kryminalisty na Aborygence. Ni to czarny, ni biały, jest odrzucany przez obie rasy, głęboko nieszczęśliwy, próbujący zrozumieć kim jest, poszukujący miłości u matki, która jednak go odrzuca. Peevay postanawia nauczyć się języka angielskiego, by w ten sposób przechytrzyć białych knypów, których darzy nienawistnością, a których nie można pokonać za pomocą dzid. Jest to doprawdy tragiczna postać, którą pogardzają obie strony konfliktu. Przyznam, że od razu stał się moim ulubionym bohaterem i kibicowałam mu, by wykończył białych „numów”, którzy prześladowali jego i jego plemię. Brr!

W ogóle roi się tu od okropnych postaci. Wieleby Wilson, który pod płaszczykiem świątobliwości z satysfakcją podstawi nogę każdemu, kto przeszkodzi mu w drodze do celu, jest człowiekiem małym, o wybitnie wąskich horyzontach. Przerażający chirurg Potter, który traktuje Aborygenów jako „okazy” pozwalające mu badać typy ras i piszący obmierzły traktat o wyższości białych ludzi nad czarnymi, był najbardziej nielubianą przeze mnie postacią. Na tym tle kapitan Illiam Quillian Kewey, na którego statku podróżnicy udali się do Tasmanii, wydawał mi się postacią zgoła nieszkodliwą i bardzo sympatyczną, pomimo tego, że na Sincerity ukrywał mnóstwo lewego towaru, który zamierzał sprzedać na odległych lądach po atrakcyjnej cenie. Kewey oraz jego mańska załoga nie są w związku z tym zadowoleni, że z powodu kłopotów finansowych musieli wziąć na pokład Anglików, ale nie spodziewają się, że ich obecność przysporzy im gorszych kłopotów niż wizyta celnika…

Kneale zabrał mnie w bardzo pouczający rejs, a choć nie zmoczyłam bodaj palca, przemierzyłam oceany razem z Mańczykami i Anglikami. Jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś o historii kolonializmu, czy poznać tę mniej chlubną stronę białej rasy, wsiądźcie i Wy na Sincerity i popłyńcie w niełatwą, ale bardzo ważną literacką podróż.

5/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję panu Michałowi Alenowiczowi oraz wydawnictwu Wiatr od morza:

logo_napis_400

Reklamy

21 thoughts on “„Anglicy na pokładzie” M. Kneale

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Kultura czytania

  2. Pingback: Wyzwania | Kultura czytania

  3. Po „Republice piratów” pozostałabym w temacie marynistycznym i przeczytałabym tę książkę 🙂 Skoro już mówisz o traktowaniu czarnych przez białych – chociażby na Martynice stosunek białych do czarnych wynosił bodajże 9 tysięcy do ok. 20 tys. Społeczeństwo niewolników.

    • Okropne. Przed Czarną wojną Aborygenów było ok. 5000-10 000, po walkach zostali nieliczni…
      A książkę Ci bardzo polecam, jak będziesz miała okazję, to ją zakup, ja wierzę w Wiatr od morza – wydają naprawdę nietuzinkowe, warte poznania historie 🙂

  4. Ach, ci boscy Anglicy! To była naprawdę przegodna powieść i niezwykle mocna. Nie spodziewałam się zupełnie, że niby taka opowieść o wyprawie do „Nowej Ziemi” zamieni się w porażającą walkę o życie. Piękna!

    • No właśnie! Jak widzisz, ja się też czegoś innego spodziewałam, myślałam, że to będzie lżejsza książka, a tu taka bomba. Ale jak tu nie kochać Wiatru od morza za takie historie ❤

  5. Ostatnio ciągle wpadam na książki o podobnej tematyce. Nie jestem pewna, czy ta pozycja jest dla mnie, niemniej ciekawi mnie w jaki sposób autor przedstawił temat niewolnictwa, bardzo mnie tym zaintrygowałaś. Jeśli książka wpadnie mi w ręce, z pewnością jej nie odmówię, ale chyba na siłę jej szukać nie będę 😉

  6. Pingback: Podsumowanie października | Kultura czytania

  7. Pingback: Name Book TAG | Kultura czytania - moje recenzje książek

  8. Pingback: Złota Zakładka – nagroda blogerów książkowych. Moje nominacje | Książkowe światy - moje recenzje książek

  9. Pingback: „Wakacje” S. Middleton | Książkowe światy - moje recenzje książek

  10. Pingback: „Drobne występki w czasach obfitości” M. Kneale | Książkowe światy - moje recenzje książek

  11. Pingback: „Rzymianami bendąc” M. Kneale | Książkowe światy - moje recenzje książek

  12. Pingback: „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki” C. Whitehead | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s