„Kuna za kaloryferem” A. Wajrak, N. Selva Fernandez

Autor: Adam Wajrak, Nuria Selva Fernandez

Tytuł: Kuna za kaloryferem

Wydawnictwo: Agora

Liczba stron: 352

Rok pierwszego wydania: 2011

Źródło: E-book

Wyzwanie: Z literą w tle


Dzisiejszy wpis zacznę od małego manifestu: kocham książki w każdej formie (no, może audiobooki nie są dla mnie, jako dla nieuleczalnego wzrokowca, ale jak ktoś lubi taką formę, to popieram całym serduchem). Kiedyś myślałam, że czytnik e-booków to nie jest coś w moim guście, jednak kiedy zobaczyłam u mojego T. jak to wygląda, że małe, lekkie, że nie razi w oczy przede wszystkim! To się zakochałam. Swój czytnik dostałam na urodziny od rodziny i bliskich – i jest to świetny prezent 🙂

Mój Kindle

Naturalnym więc było, że wyjeżdżając na kilkudniowy wyjazd do Pragi, wzięłam ze sobą Kindle’a. W rezultacie nie poczytałam wiele, bo zwiedzaliśmy całe dnie, a wieczorami padałam z nóg, ale za to przeczytałam jedną książkę w drodze powrotnej, w pociągu. Postanowiłam postawić na coś lekkiego i niedługiego – i w ten sposób rozpoczęłam lekturę „Kuny za kaloryferem”.

352x500wajrak

Nazwisko Wajraka nie było mi obce. Wiem, że to miłośnik i obrońca zwierząt, że mieszka sobie z żoną w Puszczy Białowieskiej, że pisuje do Gazety Wyborczej. Ostatnio z wielką radością podpatruję jego wpisy na facebooku – co i Wam polecam (wrzuca m.in. wiele pięknych zdjęć puszczy) 🙂

„Kuna za kaloryferem” to zbiór felietonów kręcących się wokół jednego tematu – tego, jakie zwierzaki autor miał pod swą opieką, kogo gościł w swym domu, leczył, na czyje dorastanie patrzył i kogo potem oddawał naturze (lub, jeśli z jakiegoś powodu nie było to możliwe, znajdował możliwie najlepszy dom u człowieka). Zaczęło się od wrony Kra, pisklaka, którego Wajrak znalazł porzuconego w czasach, gdy jeszcze mieszkał z rodzicami na warszawskim Żoliborzu. Kra bardzo się udomowił, choć latał czasem na krótkie wycieczki po okolicy – m.in. zaprzyjaźnił się z okolicznymi żulami, którzy karmili go z nakrętki tanimi trunkami. Oj, musiał Wajrak przemówić wronie do łepetyny!

Potem, gdy autor zamieszkał w leśnych ostępach – najpierw w Białowieży na skraju puszczy, a potem już w jej centrum (jakkolwiek brzmi „centrum” w kontekście puszczy), w Teremiskach – zwierząt było coraz więcej. Bo choć Wajrak przestrzega, by pochopnie nie brać zwierząt z lasu, szczególnie małych (bo matka może być ukryta w pobliżu i wcale swego dziecka nie porzuciła, tylko np. wyruszyła na polowanie), to jednak jest wiele takich przypadków, gdy przyrodzie trzeba pomóc. Wyrzucone z gniazda ptaki, zranione gryzonie, zmarznięte, potrącone przez samochód futrzaki, wymagają naszej opieki. A Adam Wajrak i jego żona Nuria kochają zwierzęta, wiedzą jak im pomóc i dlatego też dali tymczasowy dom wielu cudacznym stworom. Przechowywali m.in. mnóstwo bocianów (w tym sympatycznego Kuternogę, Señoritę czy Czerwonopierśnego), sowy, nietoperza, ptaszka srokosza, kruka, kuny czy wydrę. Choć w książce nie brakuje kilku smutnych momentów (gdy czyta się, jak ludzie swą głupotą lub bezmyślnością krzywdzą zwierzęta, gdy dowiadujemy się, że dla niektórych z nich jest za późno na pomoc i najlepsze, co można zrobić, to skrócić ich cierpienia), to jednak „Kuna za kaloryferem” to cudowna, ciepła książka, którą czyta się z uśmiechem (a nieraz i ze śmiechem) na ustach.

Wajrak opowiada o zwierzętach z szacunkiem i humorem, pokazuje, że każde jedno ma swój charakterek, czy to kuna, która lubi wciskać się za kaloryfer, a potem piszczy, bo nie umie zza niego wyjść, czy sowa, która żebra o jedzenie całą dobę (bo została nauczona przez człowieka jedzenia w dzień, mimo że w naturze w dzień powinna spać i kamuflować się, by inne zwierzęta jej nie skrzywdziły), czy chyba moja ulubiona bohaterka, wydra, która odkryła pewnego dnia, że kurki w wannie da się odkręcić i leci wtedy nieprzerwanie woda, a w łazience robi się cudne bajorko, w którym można się taplać…

Do pięknych historii dołączone są wyjątkowe zdjęcia podopiecznych Adama i Nurii. Ciepło się na sercu robi, że są tacy ludzie, którzy wiele są w stanie poświęcić (np. swój dom, wiecznie demolowany przez różne stworzenia, czy własne wakacje, na które nie można wyjechać, bo co 4 godziny karmi się małą kunę), by tylko pomóc poszkodowanym braciom mniejszym. Mnie, jako miłośniczce zwierząt, ta lektura bardzo przypadła do gustu i nawet nie zauważyłam, gdy minęły 4 godziny podróży.

5/6

Reklamy

18 thoughts on “„Kuna za kaloryferem” A. Wajrak, N. Selva Fernandez

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Kultura czytania

  2. Pingback: Wyzwania | Kultura czytania

  3. Ooo ❤ Mnie zawsze takie futrzasto-zwierzakowe opowieści wzruszają ❤ O ile jakoś tak rzadko los ludzi doprowadza mnie do łez (chyba, że to żołnierze wracający z frontu – zawsze wyję), to wystarczy mi pokazać uroczego zwierzaka, dopowiedzieć historię i łzy murowane 😀

    • Mam podobnie 😀 Też jakoś zawsze bardziej przejmuję się losem zwierząt, no chyba że właśnie jakieś reportaże wojenne… Typu „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” – bardzo mocne.
      W takim razie nie pozostaje mi nic innego, tylko polecić Ci mocno „Kunę za kaloryferem” 🙂 A ja spróbuję poszukać innych książek Wajraka.

  4. „Kuna za kaloryferem” zdaje się, ze dostałam od publio.pl, kiedy rejestrowałam się na ich stronie. szczerze mówiąc, gdyby nie, nie wpadłabym na to, ze to może być takie sympatyczne czytadło. Poleciłabym tez czytać dzieciom w odcinkach, jedynie z mała cenzura ze strony rodziców, bo tam było kilka dość makabrycznych opisów, z tego co pamiętam. Ale poza tym to idealne dla starych i młodych.

    • No, niektóre opisy były smutne, ale fakt, to fajna lektura, myślę, że tak dla nastolatków – żeby się nauczyły szacunku do zwierząt i, być może, pokochały je 🙂

  5. A ja właśnie się przymierzam do kupna czytnika. Do tej pory czytałam na tablecie, ale coraz więcej czytam w aplikacji kindle, wiec to chyba nie jest taki zły pomysł, żeby zaopatrzyć się w nowy sprzęt 🙂 Znam zalety czytnika, tablet był w sumie po to, by mieć dwa w jednym – net i książki, szczególnie w czasie podroży.

  6. Pingback: Podsumowanie września | Kultura czytania

  7. Pingback: Name Book TAG | Kultura czytania - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s