„Bridget Jones. Szalejąc za facetem” H. Fielding

Autor: Helen Fielding

Tytuł: Bridget Jones. Szalejąc za facetem

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 584

Rok pierwszego wydania: 2013

Źródło: Wypożyczona z biblioteki

Wyzwanie: Czytam opasłe tomiska (584 strony)


Nazywa się Jones. Bridget Jones. Któż o niej nie słyszał?! Od lat dwutysięcznych, kiedy to Renée Zellweger brawurowo zagrała tę zwariowaną, mającą wiecznego pecha trzydziestolatkę poszukującą rozpaczliwie prawdziwej miłości, jej postać wrosła w naszą kulturę. Prawie równie popularne jak filmy, były książki o Bridget: „Dziennik Bridget Jones” oraz „W pogoni za rozumem”.

Ech, Bridget. Wiecznie roztrzepana, wciąż na diecie „od jutra”, mająca kilka kilo za dużo, posiadająca wtrącającą się we wszystko nadopiekuńczą mamuśkę i paczkę zwariowanych przyjaciół. Bridget pakująca się wiecznie w tarapaty, szukająca Tego Jedynego Mężczyzny, zapijająca i zajadająca smutki. Która dziewczyna nie pomyślała choć przez chwilę, że na pewnym etapie życia, w pewnej sytuacji, była taką Bridget Jones?!

Czytałam przygody zwariowanej Bridget z przyjemnością i choć minęło już dobrych kilka lat, pamiętam, że nie raz chichotałam pod nosem. Z zapartym tchem śledziłam pojedynek o serce głównej bohaterki, rozgrywający się między szalonym Danielem a zrównoważonym Markiem. Cieszyłam się, gdy Bridget wreszcie się udało. Hurra! Mężczyzna Idealny i Totalna Wariatka razem! Happy end! Aż tu Helen Fielding zaserwowała nam powrót do, wydawałoby się, zakończonej historii i oto trzymałam w rękach „Bridget Jones. Szalejąc za facetem”.

245371-352x500

Bridget ma 51 lat, dwójkę małych dzieci i… jest wdową. Grr, jak mogłaś, Helen Fielding, zabić Mężczyznę Idealnego! Cóż, nasza bohaterka jest pogubiona. Mija pięć lat od śmierci jej męża, a podczas tych lat Bridget mierzy się z żałobą, oddaje rozpaczy i postanawia, że nigdy, przenigdy nie będzie już z facetem, bo nikt nie zastąpi jej ukochanego. Jednak jej przyjaciele postanawiają działać. Klarują jej, że życie nie kończy się po pięćdziesiątce i minęło już tyle czasu, że powinna ponownie otworzyć się na mężczyzn, znaleźć kogoś, kto ją pokocha lub przynajmniej zapewni miłe towarzystwo i nieziemski seks (co w końcu również jest rzeczą stanowczo nie do pogardzenia).

Bridget wkracza do boju. Uzbrojona w nowoczesne technologie, usiłuje nieudolnie zapoznać się z ludźmi za pomocą Twittera i różnorakich serwisów randkowych. Po dłuższym czasie i jednym niepowodzeniu, kobieta poznaje mężczyznę cud, chłopaczka właściwie! Roxster ma 29 lat i, o dziwo, leci na Bridget! Na starą, grubą, dziwną Bridget! Zaczyna się niecodzienny romans, a musicie wiedzieć, że choć od wydarzeń z poprzednich książek minęło bez mała 20 lat, poczciwa bohaterka niewiele się zmieniła. Nadal stara się schudnąć i osiągnąć idealną równowagę w swoim życiu. Jednak muszę przyznać, że co powodowało pełen pobłażania uśmieszek u trzydziestolatki, u pięćdziesięciolatki jest trochę żenujące. Myślałam, że te lata i bolesne doświadczenia muszą jakoś zmienić Bridget, ona jednak w ogóle nie dorosła! Owszem, było kilka wzruszających refleksji na temat śmierci męża, gdzie smutek i pustka, jaką odczuwała kobieta, chwytał za serce, ale poza tym… Jesteśmy ciągle w latach 90-tych, a Bridget mentalnie wciąż ma 30 lat. Może w tym kontekście romans z „chłopczykiem” rzeczywiście wydaje się bardziej zrozumiały…

Niestety tym razem było zdecydowanie mniej zabawnych momentów. To znaczy momentów, owszem, było całe mnóstwo, tylko ja mało kiedy się roześmiałam. Romans z Roxsterem polegający głównie na rozmowach o jedzeniu przeplatanych niewybrednymi żarcikami o kupie i pierdzeniu, rzyganiu i wszach głowowych oraz łonowych (wcale nie żartuję), a także na wyśmienitym seksie, który Bridget wspominała całymi dniami, zamiast zająć się dziećmi… To wszystko po prostu lekko mnie irytowało. Miałam ochotę potrząsnąć bohaterkę za ramiona i krzyknąć: Bridget, oprzytomniej! Jeśli chcesz mieć mężczyznę (co całkiem zrozumiałe), to pomyśl o kimś, kto będzie bardziej na miejscu, kto, poza szałem uniesień, da ci też stabilizację i zajmie się dzieciakami!

A ona oczywiście zaliczała wtopę za wtopą, liczyła zgubione kilogramy i zjedzone kalorie, a także nowych obserwujących na Twitterze i liczbę SMS-ów od ukochanego. Czy to mogło się udać? Wcale nie spojleruję, po prostu sami pomyślcie. No tak.

Reasumując, to stara, tylko już nie tak dobra Bridget. Ciągle mam do niej niebywały sentyment, a książkę czytało się lekko, bo też jest to lektura z gatunku lekkostrawnych czytadeł, jednak kreacja pięćdziesięcioletniej Bridget była dla mnie kompletnie nieprzekonująca. Myślę, że z tą bohaterką można się utożsamić, ale ze smutkiem – z poczuciem, że kompletnie nie kontroluje się swojego życia, a już się powinno, bo dzieci i dom na głowie, bo ma się różne obowiązki, którym ciężko sprostać, a jest się ze wszystkim samą… „Bridget Jones. Szalejąc za facetem” (angielskie „Mad about the Boy” lepiej oddaje sens) to średnio udana wycieczka w przeszłość.

3/6

Advertisements

17 thoughts on “„Bridget Jones. Szalejąc za facetem” H. Fielding

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Kultura czytania

  2. Pingback: Wyzwania | Kultura czytania

  3. Jak usłyszałam, że w ogóle ma być kontynuacja, to już wiedziałam, że odpuszczę – Bridget jakoś tak należy do przeszłości już, bardzo pozytywnej, ale przeszłości 🙂

    • No, wiem, widziałam już, że gdzieś pod czyjąś recenzją „nowej” Bridget to pisałaś 🙂 Ja oczywiście jestem tak ciekawska, że nie mogłam nie spróbować. Nie mogę powiedzieć, bym totalnie żałowała, ale, tak jak napisałam, to już nie to samo co kiedyś.

  4. Spodziewalam sie wiele zlego po tej ksiazce i to chyba bylo dobre, bo dzieki temu bardziej mi sie podobala. Nie oczekiwalam powtorki z Dziennikow Bridget sprzed lat. Owszem, momentami bylo smutno, a wdowa po 50 to cos zupelmie innego niz 30-letnia, lekko stuknieta, roztrzepana Bridget. Ale nie bylo zle i nawet pare razy sie usmiechnelam.

    • Jasne, ja też nie mówię, że to było bardzo złe, w końcu dałam tej książce średnią ocenę 🙂 A ja właśnie nie spodziewałam się powtórki, a w pewnym sensie tę powtórkę dostałam, bo tak jak pisałam, mam wrażenie, że Bridget wcale nie dorosła, co w kontekście dwudziestu lat, jakie dzielą 2. i 3. tom jej przygód, jest dość dziwne.

    • Oj jest, ja najpierw widziałam film, a potem czytałam książki, więc dla mnie Bridget już zawsze będzie mieć twarz Zellweger 😀
      Poprzednie części książek są naprawdę ok. To znaczy dobra – to oczywiście nie jest żadna wielka literatura, ale czyta się bardzo przyjemnie 🙂

  5. Pingback: Podsumowanie sierpnia | Kultura czytania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s