„Dreszcz” J. Ćwiek

Autor: Jakub Ćwiek

Tytuł: Dreszcz / Dreszcz 2: facet w czerni

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 296

Rok pierwszego wydania: 2013

Źródło: Wypożyczona z biblioteki


To się zdarzyło podczas nieopatrznego oglądania półek z nowościami w bibliotece. Nieopatrznego, bo wciąż obiecuję sobie – na razie nic nie wypożyczam, tylko zmniejszam te horrendalnie wysokie stosy, które zamiast roślin pnących strzelają w górę na parapecie. Och! No ale powiedzcie sami, jak taka mieszanka mogła mnie nie przyciągnąć? Na tylnej okładce słowa: rock, AC/DC, Osiedle Tysiąclecia w Katowicach, koncerty, supermoce… Byłam bez szans. W ten sposób przygarnęłam „Dreszcza” Jakuba Ćwieka.

Obrazek

Może Was teraz zdziwię, ale to moje pierwsze zetknięcie z tym autorem. Owszem, był mi znany ze słyszenia, wiem, że napisał cykl „Kłamcy”, ale nie czytałam wcześniej jego książek. Cóż, nawet jak się czyta dużo, tak jak ja, to nie jest się w stanie ogarnąć wszystkiego… Ale chyba nadrobię lekturę Ćwieka, bo „Dreszcz” mnie do autora nie zniechęcił.

Czego się spodziewałam? Dobrej zabawy, lekkiej lektury i sporej dozy dobrego, siarczanego rock’n’rolla. Czy to dostałam? A jakże!

Kim jest nasz główny bohater? Ryszard Zwierzchowski, dla przyjaciół Zwierzu, to podstarzały rockman. Bezrobotny pasożyt, który mieszka na katowickim Tauzenie i kombinuje jak by tu zarobić, żeby się nie narobić. Gra więc na stricie (czyli na ulicy), zbiera grosze i… żyje za pieniądze córki, Janki (przepraszam, Janice, w końcu mieszkanie w USA zobowiązuje). Właściwie jest antypatycznym typem, nielubianym przez sąsiadów obibokiem. Zresztą któż by lubił faceta, który całe dnie wyleguje się przed domem (na Śląsku, gdzie panuje etos pracy?) i słucha głośno jazgotliwej muzyki? Bo Zwierzu jest fanem AC/DC, Alice Coopera, Kiss czy Aerosmith. Stara, dobra szkoła rocka. I na tym by się mogła skończyć cała opowieść, gdyby nie fakt, że pewnego dnia Ryśka trafia piorun. Dosłownie grom z jasnego nieba… I okazuje się, że od tego gromu facet dostaje supermocy – potrafi razić prądem! Czad!

Rysiek traktuje swoją moc beztrosko – a to przywali dresom słuchającym w tramwaju hip hopu, a to zaczepiającym go menelom… Ale obserwuje go młody chłopak, Benjamin Benford. I widzi w podstarzałym rockmanie spełnienie swoich marzeń – Ben bowiem wychowywał się na komiksach o superbohaterach – Batman, Superman… A teraz odkrył własnego, któremu będzie służył! Rysiek jest najpierw sceptycznie nastawiony, ale Benjamin świetnie zna jego potrzeby (kebab z sosem czosnkowym, trochę dragów, alkohol, a do tego, bagatela! świetna gitara…) i w końcu wkupuje się w łaski Zwierza. I tak bierze go pod opiekę, w czym pomaga mu jedyny sąsiad, który lubi Rycha – Alojzy Meller.

Benford ma marzenie – jego superbohater, który przybiera wreszcie ksywę Dreszcz, ocali Kraków! Krakowscy studenci stali się bowiem ofiarą krwiożerczych mimów, którzy do tej pory grzecznie i cicho występowali na rynku głównym…

Uważam, że Ćwiek puszcza tu oko – i to kilkukrotnie. Bierze kalkę superbohatera i tworzy Rycha – bohatera na opak, rzekłabym: jest to bohater na miarę naszych potrzeb. Zdecydowanie nieidealny, często wkurzający i beztroski Dreszcz ma być wybawieniem okolicy. Do tego kalka z kryminału, bowiem toczy się w książce (nieudolne) dochodzenie na temat krwiożerczych mimów, z których jeden występuje w przebraniu klauna (mam natychmiastowe skojarzenie z „To” Kinga, nie wiem na ile słuszne, bo akurat nie czytałam jeszcze powyższego tytułu). No i wciąż mamy (tak jak w „Kłamcy”) kalkę z religii, bowiem… ale tego nie mogę Wam już zdradzić, bo powiem za dużo.
Uśmiałam się przy lekturze tej książki, pobujałam głową do śpiewanych i granych przez Ryśka przebojów AC/DC czy Guns’n’Roses. Przygoda z Dreszczem dopiero się zaczyna (jest to pierwsza z trzech planowanych części), a ja chętnie dam się porwać kolejnym szalonym nutom rockowca z Tauzena…

4/6

Reklamy

5 thoughts on “„Dreszcz” J. Ćwiek

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Kultura czytania

    • Aż tak spada poziom? Ja czytałam opinię, że Ćwiek dołuje, że właśnie najlepszy cykl o „Kłamcy”, potem „Chłopcy…”, a „Dreszcz” to już w ogóle dno, ale że nie miałam odniesienia to wcale nie narzekałam 😛 Tak jak napisałam, nie wymagałam od tej lektury nie wiadomo czego i miło spędziłam z nią czas 🙂

  2. Pingback: Podsumowanie czerwca | Kultura czytania

  3. Pingback: „Dreszcz 2: facet w czerni” J. Ćwiek | Kultura czytania - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s