TOP 5: książki, które okazały się totalną klapą

Wiecie jak to jest – widzicie u kogoś jakąś ciekawą notkę i myślicie sobie: jaki fajny pomysł! Czemu JA na to nie wpadłam?! Cóż, Daria z Internetowej Biblioteczki miała właśnie taki pomysł. Napisała notkę o tytule „TOP 5: książki, które przeczytałam i podziwiam za to samą siebie”. Proste? Proste. I jakie fajne!

Rzeczywiście choćby było się nie wiem jak uważnym czytaczem zawsze trafi się prędzej czy później na jakiegoś totalnego gniota. Ktoś coś (niesłusznie) zachwalał, wypatrzyliśmy tytuł na liście bestsellerów czy dostaliśmy nietrafiony prezent… Zdarza się. Jak pisałam w poprzedniej notce, jestem czytelnikiem bardzo zdeterminowanym i upartym i zwykle kończę nawet takie książki, z którymi się męczę. Po co? Nie wiem, taki mam wewnętrzny przymus 😛

Dobra, nie przedłużając:

Obrazek

Paulo Coelho „Pielgrzym”: Ten autor był i wciąż jest bardzo popularny, choć nie mam pojęcia dlaczego. Ciężko mi uwierzyć, że te jego ckliwie, pseudofilozoficzne historyjki tak się podobają ludziom. Dobra, mając 14 lat je podczytywałam, ale niedługo potem stwierdziłam, że to straszne gnioty. Wśród tych kilku pozycji, które przeczytałam na fali pochlebnych opinii najgorszą wydał mi się „Pielgrzym” – opowieść o duchowej podróży poprzez Drogę Mleczną do Santiago de Compostela. Chyba wszystko wyjaśnia już to zdanie z opisu wydawcy:  Z tej niezwykłej podróży, podczas której przeżyje wiele spotkań z aniołami i demonami oraz weźmie udział w tajnej ceremonii templariuszy, bohater wróci odmieniony, przekonany, ze to, co jest niezwykłe, znajduje się na „drodze zwykłych ludzi”. Jest to pierwsza książka Coelho, ponoć oparta na jego osobistych doświadczeniach i widocznie odpowiadają one za jego późniejszą szajbę.

Obrazek

Candace Bushnell „Seks w wielkim mieście”: Wyciągnęłam to czytadło z kosza z książkami za 5 zł, gdzieś na wakacjach. Dobra, JUŻ WIEM, CZEMU TO TAM LEŻAŁO. Skusiłam się dlatego, że widziałam kilka odcinków serialu, który nakręcono na podstawie tego tytułu i spodziewałam się miłej, niewymagającej rozrywki na urlop. Aleee nieeeeeee, aleee nieeeee!, jak to mówiła pewna postać z kabaretu 😉 Sama nie wiem jak przez to przebrnęłam, ale po prostu czułam jak obumierają mi w trakcie komórki mózgowe. Brr! Losy Carrie i jej koleżanek, kobiet, które gadały tylko o zakupach i facetach, miłosnych podbojach i modnych fatałaszkach… Nawet teraz mam gęsią skórkę, gdy to sobie przypominam.

Obrazek

Małgorzata Kalicińska „Zwyczajny facet”: Coś, po co sama w życiu bym nie sięgnęła, bowiem autorka kojarzy mi się z nurtem literatury ogólnikowo zwanej „kobiecą” – miłosne perypetie, porzucone, zdradzone żony, nagłe zakochanie jak grom z jasnego nieba i do tego wiele przeciwności losu, a na końcu „żyli długo i szczęśliwie”. Nie są to moje klimaty, jednak po książkę sięgnęłam, bo była ona lekturą na nasz Dyskusyjny Klub Książki „13-nastka”. Dobra, nie było zupełnie tragicznie, bo powieść czytało się szybko, nawet się wciągnęłam w losy bohatera (tak, tu główny bohater to mężczyzna, Wiesiek), ale jakieś to było wszystko takie… miałkie. Poza tym, właśnie, Wiesiek… Kreacja totalnie nieautentyczna, mam wrażenie, że jak bym nawet nie wiedziała kto napisał książkę to na kilometr wyczułabym tu kobiece pióro…

Obrazek

Ashton Lee „Wiśniowy klub książki”: Skusił mnie tytuł, okładka i niska cena (chyba nie powinnam korzystać z cenowych okazji, gdy zupełnie nie znam autora, bo rzadko wychodzi z tego coś dobrego). Wiedziałam, że to będzie czytadełko, ale miałam nadzieję, że przyjemne. No i o bibliotece, czyli o moim środowisku! Jednak okazało się, że nie zaiskrzyło między nami – przykro mi, panie Lee. Postaci nie porwały mnie, w ogóle nie wciągnęła mnie też opowiedziana historia. Mają zamknąć lokalną bibliotekę? Przez chwilę zadrżało mi serce (jak tak można?!), ale potem fabułka toczyła się jakoś leniwie i zupełnie mi to zobojętniało. Nic a nic nie obchodziła mnie Maura Beth i jej wysiłki, a gdy na horyzoncie pojawił się przystojny mężczyzna (oczywiście zauroczony główną bohaterką) to już szeroko ziewałam z nudów. Dobrze, że książeczka jest krótka, bo może stałaby się jedną z tych nielicznych, które porzuciłam w trakcie czytania, by już nigdy do nich nie wrócić.

Obrazek

Zygmunt Krasiński „Nie-boska komedia”: Chwilę się zastanawiałam, którą książkę jako piątą umieścić w moim zestawieniu, bo okazuje się, że niestety przeczytałam całkiem sporo takich, które były dla mnie męką. Ale oto jest – „Nie-boska komedia”. Po pierwsze nie lubię czytać dramatów, bo uważam, że są to dzieła, które powinno oglądać się na scenie. Co prawda nie przeszkadza mi to w uwielbianiu „Hamleta” czy „Wesela”, więc chyba jednak po prostu dramat Krasińskiego zupełnie do mnie nie trafia. Bitwa rewolucjonistów z arystokracją, jakieś płomienne przemowy, zamek i syn głównego bohatera – Henryka – którego z moim T. przezywamy Orcio-Prącio 😛 Tyle pamiętam z tej lektury. Przykro mi, nigdy nie byłam fanką romantyzmu, choć umiem docenić np. talent Mickiewicza.

 

A jakie książki są Waszymi osobistymi gniotami?

Advertisements

23 thoughts on “TOP 5: książki, które okazały się totalną klapą

    • No widzisz. Ja się dowiedziałam przy tym koszyku z książkami – ale uwierz mi, wolałabym nie zauważyć tej książki 😛

      Rozumiem, że nie jesteś zła, że „ściągnęłam” od Ciebie pomysł :)?

  1. Nie mam powodu być zła. Jak napisałam w komentarzu u siebie, nie mam monopolu na tematy, które poruszam. I miło mi się zrobiło, że w jakiś sposób Cię zainspirowałam, naprawdę 😉 Może miałabym Ci za złe, gdybyś nie wspomniała, że pomysł podpatrzyłaś u mnie, ale w obecnej sytuacji jest wszystko w porządku.

  2. Czuję się w obowiązku bronić Nie-boskiej, której odbiór jest strasznie zepsuty przez praktykę szkolną. Jeśli przeczyta się ją jako ironiczną historię o powszechności zbrodni i skorumpowaniu władzy, o tym, że jesteśmy marionetkami w jakimś absurdalnym teatrze okrucieństw, nagle okazuje się, że jest to tekst wciąż aktualny i wciągający. W ogóle to, co się wyprawia w szkole z lekturami romantycznymi to jest skandal, nic dziwnego, że nikt ich potem nie lubi.

    • Noo, zgadzam się z tym macoszym traktowaniem lektur, ale akurat polonistki zawsze miałam bardzo dobre i potrafiły mnie przekonać do wielu książek, do których byłam sceptycznie nastawiona – ale do „Nie-boskiej komedii” akurat nie 😛 Nie leży mi i już.

  3. Ach ten Coelho – wybitna pop-filozofia bez żadnej głębszej treści 😉 „Alchemik” był ciekawy, jak czytałam w gimnazjum i mam cały czas wrażenie, że to w ogóle jest książka przeznaczona dla młodzieży. „Seks…” pamiętam był tragiczny, czytałam lata temu i nawet za młodu nie przepadałam (ale ja serialu też nie lubię). „Nie-boska…” nie była taka zła, ale ja w ogóle lubiłam lektury. Pewnie teraz bym do niej nie wróciła 😉 Dla mnie dramatycznymi bublami, których wolałabym nie poznać nigdy był „Zmierzch” i „50 twarzy Greya”, których przeczytałam 60 stron i odpadłam załamana treścią i stylem. Paraliteratura niestety.

      • Nic kompletnie nie tracisz. 😛 Ja jeszcze pamięta jak męczyłam „Historyka” Elizabeth Kostovej do magisterki, niby hit, ale się wynudziłam za wszystkie czasy. 😛 A ostatnio – Eric Frattini – Złoto Mefista , ale o tym napisze niedługo recenzję.

  4. „Pielgrzym” był zdecydowanie największą porażką czytelniczą w moim życiu… Nigdy już chyba nie sięgnę po Coelho… Podoba mi się Twój styl pisania, jest bardzo lekki i przyjemny 🙂

    • Miło mi :-)! Staram się, by taki właśnie był. Ja Coelho przeczytałam chyba pięć książek i po czasie przekonałam się, że on pisze ciągle tę samą opowieść 😛

  5. W jednej z ostatnich wizyt w bibliotece natknęłam się na Pielgrzyma Paulo Coelho, ale stwierdziłam, że zostawię ją sobie na później bo akurat miałaś coś innego do czytania. Z tego co widzę za wiele nie straciłam 😉 Niestety albo i stety pozostałych pozycji z TOP 5 również nie czytałam 🙂

  6. Bardzo fajne zestawienie, uśmiałam się 🙂 Pielgrzyma czytałam jako nastolatka i wtedy mi się podobał, ale na tym skończyła się moja przygoda z Coehlo. „Seks w Wielkim Mieście” lubię (w wersji filmowej), ale nigdy by mi nie przyszło do głowy go czytać 😉
    Ja denerwujące książki porzucam.

    • Chyba wielu czytało Coelho w wieku nastu lat 😛 Wtedy jeszcze można jego przemyślenia odbierać jako prawdy objawione.
      Cieszę się, że wpis się podobał, pomyślę nad innymi TOP 5 😀

  7. Pingback: Podsumowanie kwietnia | Mój blog z recenzjami książek

  8. Pingback: Top 5: ukochane książki z dzieciństwa | Mój blog z recenzjami książek

  9. Haha, nie wiedziałem, że „Seks” to także książka ;P Co do pozycji numer jeden zgadzam się pod jednym względem – dla większości ludzi jest to po prostu niezrozumiała książka ;D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s