„Etiopia. Ale Czat!” M. Wojciechowska

Autor: Martyna Wojciechowska

Tytuł: Etiopia. Ale Czat!

Wydawnictwo: G+J RBA

Liczba stron: 288

Rok pierwszego wydania: 2009

Źródło: Wypożyczona z biblioteki


Od kilku dni po głowie chodzi mi pewien pomysł. I nie daje się wypchnąć z głowy cichutkimi: ale czy ja jeszcze potrafię? I czy mi się nie znudzi? Cóż, chyba trzeba to sprawdzić. Wiele lat temu, jako nastolatka, prowadziłam kilka blogów o tematyce typowej chyba dla młodych dziewczyn. Tematy notek oscylowały wokół tego co u mnie słychać i jak bardzo mroczną jestem duszyczką (słuchałam wtedy dużo ciężkiej muzyki; zresztą dalej słucham, ale już nie czuję się „mroczną duszyczką”) i o dziwo… ktoś to czytał i komentował 🙂 Blogi na początku lat dwutysięcznych były po prostu bardzo popularne.

Teraz powracam nieśmiało z blogiem, mając na niego konkretny pomysł. To będzie blog książkowy, blog z recenzjami. Ano cóż, czytam naprawdę dużo i jestem typowym przykładem mola książkowego, który nie potrafi wyciągnąć nosa spomiędzy kartek. Czytam kompulsywnie, czytam hobbystycznie, czytam z miłości i z uzależnienia, w dodatku nie ma takiego dnia, bym nie miała rozpoczętej jakiejś książki (albo pięciu naraz). I tak, teraz jestem w trakcie czytania:

Jako że to pierwsza notka na tym blogu, powiem jeszcze kilka słów o mnie. Nazywam się Karolina, moim hobby oprócz czytania jest historia literatury, lubię też ciężkie brzmienia w muzyce (głównie hard rock, black i death metal). Studiowałam literaturoznawstwo w ramach filologii polskiej na Uniwersytecie Śląskim, a pracę magisterską napisałam na temat tomiku wierszy młodego poety Piotra Czerskiego (tomik ów nazywa się „pospieszne, osobowe”). Aktualnie pracuję w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Bytomiu, co jest dla mnie wymarzonym miejscem (tyle książek i jako bibliotekarka mam o wiele większe limity wypożyczeń, wyobrażacie sobie :)?!) oraz prowadzę tam Dyskusyjny Klub Książki „13-nastka”. A to mój stale uzupełniany profil na serwisie LubimyCzytać: klik!

ja
To ja!

Czas przejść do meritum, czyli recenzji ostatnio przeczytanej przeze mnie książki. Jest to pozycja raczej dla mnie nietypowa, bo podróżnicza, a jakoś wcześniej nie dorwałam się do tego typu literatury. Tym razem jednak zwinęłam z mojej wypożyczalni książkę Martyny Wojciechowskiej pt. „Etiopia. Ale czat!”. Wiecie, co mnie skusiło? Po pierwsze piękne zdjęcia (jest ich naprawdę dużo i są ogromnym atutem tej pozycji). Po drugie… pogoda za oknem! Tak, tak – nie lubię późnej jesieni i zimy (no, chyba że pozwolono by mi przeleżeć je całe pod kocem z książkami!) i zapragnęłam przenieść się w cieplejsze rejony 🙂 Książka Martyny Wojciechowskiej nadawała się do tego celu wspaniale.

Autorka napisała ją w związku z kręceniem swojego programu „Kobieta na krańcu świata”, który jest emitowany na TVN-ie od 2009 roku. W każdym epizodzie Wojciechowska odwiedza inny, egzotyczny kraj i ukazuje losy kobiet w nim żyjących.[1] „Etiopia. Ale czat!” to świetna pozycja zarówno dla osób pragnących wybrać się do tego kraju i poczytać kilka przydatnych informacji, jak i dla takich ciekawskich jak ja, którzy siedząc w chłodnej już Polsce chcą dowiedzieć się czegoś o zupełnie obcym dla nich miejscu: poznać podstawowe wiadomości o kulturze, charakterze, przyrodzie, wierzeniach i zabytkach tego kraju. Nie znałam wcześniej stylu Martyny, ale okazało się, że pisze ona bardzo przystępnie, przez co książkę pochłonęłam w dwa dni! Jak sama przyznaje, podczas, gdy kręcą program, „…nie mają zazwyczaj ustalonego przebiegu. Po prostu obserwujemy okolicę, a ja zaczepiam ludzi, wchodzę do sklepów, restauracji. W ten żywiołowy sposób szukamy tematów”.[2] Uważam, że to słuszna koncepcja i wierzę, że ta historia to rzeczywiście Prawda o Etiopii. A kraj ten jest bardzo różny: zielony i dotknięty suszą, radosny i pełen biedy, pija się tu Coca-Colę i tedż (czyli napój alkoholowy z miodu, wody i liści geszu). No i oczywiście kawę! Kościoły buduje się pod ziemią, samoloty nigdy nie latają o czasie, busiki odjeżdżają „gdy się uzbiera odpowiednia ilość ludzi”, Etiopczycy biegają… bo lubią! A poza tym chcą reprezentować swój kraj na olimpiadzie. Mieszkają tam „dzikie ludy” takie jak Hamerowie, Konso, Bodi i wielu innych – każdy ma swoje fascynujące zwyczaje.

etiopia1

Każdy rozdział jest podzielony na pewne części. Część zasadnicza to opowieść o przygodach związanych z wyprawą Martyny i próbami nakręcenia programu, dotarcia do ludzi i miejsc, zaprzyjaźnienia się z nimi. Bardzo podoba mi się postawa autorki, która po prostu jest ciekawa świata i ludzi i do wszystkich odmienności stara się podchodzić z szacunkiem. Są też krótkie notki umieszczone w brązowych ramkach i przybliżające i opisujące ważne postaci (Hajle Syllasje, Rastafarianie), wierzenia (Kościół etiopski, religijne dzieła sztuki) czy dzieła przyrody (woda, która dymi, pawian o krwawiącym sercu). No i te zdjęcia… Cudo!

etiopia2

etiopia3

Zachęcam, byście sami odkryli Etiopię dzięki tej książce Wojciechowskiej. Ja czytałam ją i oglądałam z wypiekami na policzkach. I przez chwilę zapomniałam, że za oknem jest szara, deszczowa polska jesień…

5/6


[1] http://pl.wikipedia.org/wiki/Kobieta_na_kra%C5%84cu_%C5%9Bwiata

[2] Martyna Wojciechowska „Etiopia. Ale czat!”
Reklamy

2 thoughts on “„Etiopia. Ale Czat!” M. Wojciechowska

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Mój blog z recenzjami książek

  2. Pingback: Pierwsza rocznica bloga | Kultura czytania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s